Podczas gdy w polskich domach wciąż unosi się zapach wigilijnych potraw, a rodziny cieszą się wspólnym czasem, 500 metrów pod ziemią rozgrywa się ludzki dramat. Dla 21 górników z kopalni Silesia tegoroczny opłatek ma gorzki smak węglowego pyłu. Protest w Czechowicach-Dziedzicach wkracza w czwartą, krytyczną dobę. Zdeterminowana załoga spędza święta w dusznych chodnikach, czując się oszukana przez rząd i zlekceważona przez pracodawcę.
Dramat pod ziemią. "Nastroje są buńczuczne, nie wyjdziemy"
Sytuacja w PG Silesia staje się coraz bardziej napięta. Choć akcja oficjalnie zdarzenie w polskiej kopalni nie ma charakteru strajku i wydobycie jest kontynuowane, to pod ziemią przebywa 21 zdesperowanych mężczyzn, a na powierzchni wspiera ich kolejna szóstka. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej — związkowcy informują, że w gotowości czeka już około 150 osób, które tylko czekają na sygnał, by zjechać na dół i dołączyć do kolegów.
Atmosfera gęstnieje z każdą godziną. Choć zarządca masy sanacyjnej ustnie zadeklarował, że wobec protestujących nie zostaną wyciągnięte konsekwencje, górnicy mają dość obietnic bez pokrycia. W walce o godność i byt swoich rodzin żądają twardych gwarancji na piśmie. Słowo honoru przestało wystarczać w zderzeniu z widmem bezrobocia.
Strajkujący czują się dobrze i mają bardzo buńczuczne nastroje. Będą strajkować do skutku
— relacjonują związkowcy, a rzecznikiem protestujących pozostaje nieugięty Kazimierz Grajcarek.

Czyytaj także: Tragedia w kopalni Pniówek tuż przed Wigilią. Nawrocki i Tusk zabrali głos
List od ministra jak "strzał w twarz". Związkowcy grzmią o lekceważeniu
Prawdziwą burzę wywołał jednak list, który do protestujących skierował wiceminister energii Miłosz Motyka. W piśmie, które miało uspokoić nastroje, polityk zaproponował spotkanie... dopiero 7 stycznia 2026 roku. Dla górników, którzy walczą o przetrwanie tu i teraz, propozycja rozmów w przyszłym roku brzmi jak ponury żart.
Jeżeli minister Motyka nie umie tu przyjechać i porozmawiać, to jak mamy dojść do porozumienia. Ministerstwo robi sobie z nas jaja
Związkowcy odrzucili list jako dokument, który kompletnie nie odpowiada na ich postulaty. Oliwy do ognia dolał przewodniczący NSZZ Solidarność, Piotr Duda. Lider związkowców nie gryzie się w język — wprost zażądał dymisji ministra, twierdząc, że Miłosz Motyka "śmieje się górnikom z PG Silesia prosto w twarz".
Po kompromitacji, która ma miejsce w ciągu ostatnich dni, wyjście dla niego jest tylko jedno - powinien niezwłocznie podać się do dymisji. Ten człowiek nie dorósł do pełnienia funkcji, jaka została mu powierzona
750 osób na bruku? Prywatna kopalnia w pułapce przepisów
Ekonomiczne tło tego dramatu jest bezlitosne. PG Silesia, największa prywatna kopalnia w Polsce, stała się "niechcianym dzieckiem" systemu. Prezydent Karol Nawrocki podpisał co prawda nowelizację ustawy górniczej, ale nowe przepisy — gwarantujące osłony socjalne — pominęły pracowników prywatnego zakładu. Tymczasem właściciel, Grupa Bumech, zapowiedział już zwolnienia grupowe, które mogą dotknąć ponad 750 osób.

Liczby nie kłamią — na przygotowanie nowej ściany wydobywczej potrzeba od 200 do 600 mln zł. Bez tych pieniędzy i wsparcia państwa, zakład nie ma szans na przetrwanie.
Za trzy miesiące, kiedy zakończą wydobycie na działającej ścianie, kopalnia wyłączy produkcję. Wszyscy pracownicy wylądują na bruku, bo nie ma zapisów, które pozwolą im szybko znaleźć zatrudnienie w okolicznych zakładach
— alarmuje Marek Bogusz z ZR Podbeskidzie NSZZ Solidarność.
Prezydent wkracza do gry. Będzie ratunek dla Silesii?
Wobec bierności rządu, inicjatywę próbował przejąć Pałac Prezydencki. W gestach solidarności pod ziemię do protestujących zjechali prezydenccy ministrowie Karol Rabenda i Mateusz Kotecki. Na stole leży propozycja poprawki do ustawy, która zrównałaby prawa górników z kopalń prywatnych i państwowych.
W swoim imieniu, ale też w imieniu pana prezydenta, chciałem się zwrócić do strony rządowej, żeby podjęła działania, żeby tę sprawę wyjaśnić i zakończyć pozytywnie
— apelował Karol Rabenda.
Na razie jednak górnicy kontynuują protest i deklarują, że zostaną pod ziemią do skutku.