To był związek, który wymykał się schematom epoki. Choć Lech Kaczyński pełnił najważniejsze funkcje w państwie i zawsze był na świeczniku, to w ich prywatnym mikroświecie za sznurki pociągała Maria. Ich relacja była pełna czułości, ale i zaskakujących zwrotów akcji. Dziś odsłaniamy kulisy ich małżeństwa, w tym prawdziwe znaczenie przydomka "Babusik" i fakt, że Maria miała nad mężem pewną przewagę, o której rzadko mówiło się głośno.
Maria Kaczyńska była o 7 lat starsza od męża. Liczby nie kłamią
Maria Mackiewicz (później Maria Kaczyńska) urodziła się na Wileńszczyźnie w 1942 roku, z kolei Lech Kaczyński przyszedł na świat w Warszawie w 1949 roku. Gdy się poznali, ona miała już 34 lata, a on zaledwie 27. Przeżyli razem 32 lata, aż do tragicznego końca.
Dzieliło ich siedem lat różnicy. W tamtych czasach związek, w którym to kobieta była wyraźnie starsza od mężczyzny, mógł budzić zdziwienie i uchodził za obyczajowy ewenement. Taróżnica wieku Kaczyńskich nigdy jednak nie stanowiła dla nich problemu.

Tajemnica przydomka "Babusik". To nie miało związku z wiekiem!
Wiele osób, słysząc, jak Lech zwraca się do żony "Babusik*", błędnie zakładało, że ma to związek z jej wiekiem lub byciem babcią. Prawda jest jednak o wiele bardziej prozaiczna i zabawna. Ten przydomek wynikał z ról, jakie przyjęli. To Maria Kaczyńska była w tym związku "technicznym ministrem" od spraw wszelkich.
W domu Kaczyńskich panował jasny podział: Lech zajmował się wielką polityką, a Maria... życiem. To ona była kierowcą rodziny, bo mąż nie prowadził auta. To ona wbijała gwoździe, zmieniała żarówki i trzymała kasę. Jak wspominała ich córka, Marta Kaczyńska, w książce "Moi rodzice", ojciec był w kwestiach bytowych całkowicie zależny od żony.
Co miesiąc tata oddawał mamie zarobioną pensję, a jak potrzebował, to mówił: Babusiku, daj mi coś, bo potrzebuję.
Określenie "Babusik" było więc wyrazem jego totalnego polegania na zaradności żony, bez której byłby jak dziecko we mgle. Marta zdradziła również, że rodzice do końca swoich dni byli w sobie zakochani:
Do końca mówili do siebie Babusiku, Maluszku, Leszeczku, Leszuńku. Właśnie tak ich zapamiętałam: czułych, patrzących na siebie z miłością.