To miał być dzień, w którym sprawiedliwość w końcu dopadnie "szeryfa" Zjednoczonej Prawicy. Oczy całej politycznej Polski zwrócone były w poniedziałek na Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa, gdzie ważyły się losy tymczasowego aresztowania Zbigniewa Ziobry. Zamiast jednak spektakularnego finału i zakuwania w kajdanki, Prokuratura Krajowa potknęła się o własne sznurowadła w najważniejszym procesie roku. Sąd odesłał śledczych do poprawki, a "uciekający szeryf" – mimo ciążących na nim 26 zarzutów – zyskał kolejne tygodnie wolności.
Sądowy pat w sprawie Ziobry. Decyzja odroczona o kilka tygodni
Atmosfera wokół poniedziałkowego posiedzenia, które odbyło się 22 grudnia 2025 roku, była gęsta od samego rana. Prokuratura Krajowa domagała się trzymiesięcznego aresztu, argumentując to surową karą i faktem, że podejrzany ukrywa się przed organami ścigania. Jednak sędzia prowadzący sprawę wylał na głowy oskarżycieli kubeł zimnej wody.
Zamiast decyzji o areszcie, zarządzono przerwę w tym polityczno-prawnym thrillerze. Posiedzenie aresztowe zostało odroczone aż do 15 stycznia 2026 roku. Zbigniew Ziobro wygrał tę rundę walkowerem, bo sąd nie mógł procedować na podstawie niekompletnych akt.

Kompromitacja prokuratury? "Brakujące ogniwo" w materiale dowodowym
Co sprawiło, że potężna machina wymiaru sprawiedliwości zacięła się na starcie? Okazało się, że śledczy popełnili szkolny błąd "techniczny", nie dostarczając sądowi kluczowych materiałów niejawnych. Jeszcze rano prokurator Piotr Woźniak wchodził na salę pewny swego, twierdząc, że dokumenty te nie mają znaczenia dla aresztu. Z sądu wyszedł już z zadaniem domowym do odrobienia.
Kontrast między wagą zarzutów – w tym kierowania zorganizowaną grupą przestępczą – a proceduralną wpadką jest porażający. Prokuratura ma teraz siedem dni na uzupełnienie braków, o których wcześniej mówiła, że są nieistotne.
Sąd uznał, że są braki w przekazanym materiale dowodowym. Faktycznie, nie przekazaliśmy niejawnych materiałów. Teraz je doślemy
— przyznał przed kamerami Piotr Woźniak, próbując ratować twarz oskarżenia.
Mecenas Lewandowski grzmi: "Prokuratura ukrywa dowody na korzyść Ziobry"
Obrońcy polityka natychmiast wyczuli krew. Mecenasi Bartosz Lewandowski i Adam Gomoła sugerują, że prokuratura nie tyle zapomniała o aktach, co celowo ukrywa dowody niewygodne dla swojej narracji. Według obrony, brakujące dokumenty są "jednoznacznie korzystne" dla byłego ministra.
Mecenas Bartosz Lewandowski punktował oskarżyciela, wskazując na "dość istotne braki materiału dowodowego":
Warunkiem umożliwienia rozpoznania wniosku o tymczasowe aresztowanie jest udostępnienie akt nie tylko sądowi, ale również i obronie. Wbrew temu, co twierdził pan prokurator, według naszej wiedzy materiały te mają bardzo istotne znaczenie w kontekście interesu naszego klienta. De facto mają świadczyć przeciw dowodom wskazywanym przez prokuraturę.
Jeszcze mocniej sytuację skomentował mecenas Adam Gomoła, który nie krył, że jest wręcz "skonsternowany" amatorszczyzną śledczych:
Jestem skonsternowany tym, że prokuratura nie przedstawia sądowi całości sprawy. (...) Materiały te dotyczą kluczowego zarzutu wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania, czyli zarzutu związanego z umową o powierzenie środków pamięci w Ministerstwie Sprawiedliwości a Centralnym Biurem Antykorupcyjnym.
Gdzie jest Zbigniew Ziobro? „Uciekający szeryf” i podcięte skrzydła
Fizycznie Zbigniew Ziobro w sądzie się nie pojawił. Polityk przebywa w bezpiecznym dystansie – w Budapeszcie, pod opiekuńczymi skrzydłami Viktora Orbana. Jego możliwości manewru są jednak ograniczone, bo polskie służby skutecznie "podcięły mu skrzydła". Unieważniono zarówno jego paszport dyplomatyczny, jak i prywatny, czyniąc z nich bezwartościowe druczki.
Polityczni przeciwnicy nie zostawiają na byłym ministrze suchej nitki, wytykając mu hipokryzję. Jak celnie i z przekąsem zauważył obecny minister sprawiedliwości, Waldemar Żurek:
Ten szeryf był tylko silny w mowie, ale jak zobaczymy jego dawne nagrania, jak to mówił, że nie może być świętych krów, że prawo jest jednakowe dla wszystkich, dziś się okazało, że to uciekający szeryf, który się boi stanąć i zmierzyć się z dowodami, które ma prokuratura.
Ziobro broni się z zagranicy, twierdząc, że "nie będzie ułatwiał działań przestępcom", ale szef MSWiA, Marcin Kierwiński, stawia sprawę jasno:
Ziobro, uciekając do Orbana, de facto przyznał się do winy.

26 zarzutów w cieniu wielkiego skandalu. O co toczy się gra?
Stawka w tej grze jest gigantyczna, a lista przewinień, jakie prokuratura chce przypisać Ziobrze, jest długa i porażająca. Śledczy chcą go rozliczyć za:
- Kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.
- Wielomilionowe defraudacje środków z Funduszu Sprawiedliwości.
- Nielegalne przekazanie 25 mln zł na zakup systemu inwigilacji Pegasus.
- Utrudnianie śledztw i ukrywanie kluczowych dokumentów (w tym listu od prezesa Jarosława Kaczyńskiego ostrzegającego przed nadużyciami).
Za te czyny liderowi Suwerennej Polski grozi nawet 25 lat więzienia. W tle toczy się też walka o polityczne przetrwanie prawicy. Jak zauważył Marcin Kierwiński, sytuacja w obozie Zjednoczonej Prawicy jest napięta: "Jarosław Kaczyński przestał być jednowładcą (...) i bardzo źle to znosi".
Czy prokuratura zdoła "odrobić lekcje" i uzupełnić braki w dokumentacji do 15 stycznia 2026 roku? A może Zbigniew Ziobro znajdzie kolejny sposób, by wywinąć się polskiemu wymiarowi sprawiedliwości i przedłużyć swój pobyt na Węgrzech w nieskończoność?