W Sejmie rozegrał się polityczny thriller, jakiego dawno nie było. Premier Donald Tusk podczas tajnego posiedzenia ujawnił informacje, które kompletnie zamurowały polityków prawicy. Według świadków, Jarosław Kaczyński siedział przerażony, a na sali zapanowała cisza. Ujawniamy, co tak naprawdę usłyszeli posłowie.
Tusk zamyka Sejm i uderza w czuły punkt. "Informacja wagi państwowej"
Piątkowy poranek 5 grudnia 2025 roku w Sejmie miał być rutynowy. A jednak wystarczył jeden ruch premiera Donalda Tuska, by polityczny teatr zamienił się w twierdzę. Na jego wniosek sala plenarna została zamknięta dla mediów, a posłowie musieli zdać telefony. Powód? "Pilna informacja w sprawie bezpieczeństwa państwa". Taki alarm włącza się tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Powód tej nadzwyczajnej operacji był jeden: weto prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o rynku kryptowalut. Premier uznał, że sprawa jest zbyt poważna, by prowadzić o niej publiczną grę. Postanowił rzucić na stół dowody, których nikt nie mógł zignorować i które miały wstrząsnąć polską sceną polityczną.
Rosyjskie pieniądze i "kryptoafera". To usłyszeli posłowie za zamkniętymi drzwiami
Za zamkniętymi drzwiami premier przeszedł do rzeczy. Jak wynika z przecieków, które szybko obiegły sejmowe korytarze, Tusk przedstawił twarde dowody na powiązania polskiego rynku kryptowalut z rosyjskimi i białoruskimi służbami. Mówił o "kryptoaferze", w której "rosyjski ślad" jest więcej niż wyraźny. Chodziło o regularną infiltrację rynku i finansowanie działań dywersyjnych na terenie Polski.
To nie były ogólniki. Jak relacjonują świadkowie, z ust premiera padały konkretne nazwiska, nazwy firm, daty i kwoty. Mówił o "setkach podmiotów" infiltrujących polski rynek finansowy, a wszystko to udokumentowane w materiałach służb. Kulminacją była chwila, gdy Tusk wymienił nazwę wiodącej na rynku firmy, współfinansowanej rosyjskimi pieniędzmi i sponsorującej działania "najwyższych funkcjonariuszy partyjnych" prawicy. Wtedy na sali zapadła absolutna cisza.

Grobowa cisza i blade twarze. "Byli przerażeni, nie wiedzieli, co się dzieje"
To, co działo się na sali, najlepiej opisują relacje posłów koalicji rządzącej. Według nich po słowach Tuska na ławach opozycji zapanowała konsternacja. Mówią wprost: posłowie PiS i Konfederacji "mieli spuszczone głowy i byli przerażeni". Nawet zwykle hałaśliwi politycy prawicy nagle zamilkli.
Poseł Koalicji Obywatelskiej Mariusz Witczak relacjonował, że prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński wyglądał na kompletnie zaskoczonego powagą sytuacji.
Mieli spuszczone głowy, byli przerażeni. Jarosław Kaczyński - mam wrażenie - zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Zresztą, uciszał otoczenie i takie emocjonalne odruchy posłów.
Wtórował mu Tomasz Trela z Lewicy, który stwierdził, że "sala zamilkła, bo była przerażona" informacjami premiera.
Publicznie grają twardzieli. "Szopka PR-owa", grzmią politycy PiS
Jednak gdy tylko otworzyły się drzwi sali plenarnej, przerażenie zamieniło się w publiczną pogardę. Politycy PiS, którzy jeszcze chwilę wcześniej siedzieli jak trusie, ruszyli do mediów, by zdyskredytować wystąpienie premiera. Grzmieli, że całe tajne posiedzenie Sejmu to tylko "szopka PR-owa" i "kompromitacja Tuska".
Wystąpienie premiera nie powinno być utajnione, było przewidywalne, to była "szopka PR-owa" Donalda Tuska i jego kompromitacja.
Blade twarze za zamkniętymi drzwiami, a buta i kpiny przed kamerami. Ta nagła zmiana nastroju polityków PiS rodzi jedno pytanie: czy to tylko nerwowa próba ratowania wizerunku, czy może cyniczna gra, w której fakty nie mają już żadnego znaczenia?

A prezydent? "To próba przykrycia szczytu medycznego"
Do ofensywy ruszył też Pałac Prezydencki. Rzecznik Rafał Leśkiewicz wysnuł teorię, że całe tajne posiedzenie to tylko zasłona dymna. Jego zdaniem Tusk próbował "przykryć szczyt medyczny" organizowany przez prezydenta i "przypiąć panu prezydentowi łatkę" stronnika rosyjskich interesów.
To dzisiejsze posiedzenie (...) ma tak naprawdę przykryć szczyt medyczny. Ma być też rodzajem usprawiedliwienia dla premiera Tuska, że oto rynek kryptowalut odpowiada wyłącznie za finansowanie działań agentury rosyjskiej, działającej w Polsce
– grzmiał Leśkiewicz, przekonując, że prezydent zawetował 17 ustaw, "ale tylko takich, które są złymi rozwiązaniami dla Polski i dla Polaków".
Tusk rzuca oskarżenie. "Ogarnijcie się! Kogo chcecie chronić?"
Gdy obrady wznowiono w trybie jawnym, Donald Tusk nie zamierzał odpuszczać. Z sejmowej mównicy skierował do opozycji potężne oskarżenie, które zabrzmiało jak ultimatum. Jego słowa były ciosem prosto w serce prawicy.
Ogarnijcie się! (...) Zdecydujcie się, kogo chcecie chronić w Polsce? Ludzkie pieniądze, interesy, od najdrobniejszych inwestorów, bezpieczeństwo państwa czy ruską mafię, która inwestuje w te przedsięwzięcia? Kogo chcecie chronić? O tym jest to głosowanie, o niczym więcej.
Premier postawił opozycję pod ścianą, rzucając oskarżenie o działanie na korzyść "ruskiej mafii". Nic to jednak nie zmieniło, bo chociaż Sejm głosował nad odrzuceniem prezydenckiego weta do ustawy o kryptoaktywach, to wniosek nie uzyskał jednak wymaganej większości.