Kosiniak-Kamysz i Kierwiński wygwizdani na Placu Piłsudskiego podczas wręczania nominacji generalskich

Kosiniak-Kamysz i Kierwiński wygwizdani na Placu Piłsudskiego podczas wręczania nominacji generalskich

Kosiniak-Kamysz i Kierwiński wygwizdani na Placu Piłsudskiego podczas wręczania nominacji generalskich

prezydent.pl

Podniosła atmosfera Święta Niepodległości na Placu Piłsudskiego prysła jak bańka mydlana. W momencie wręczania awansów generalskich ministrowie rządu, Władysław Kosiniak-Kamysz i Marcin Kierwiński, dostali od tłumu lodowaty prysznic w postaci fali gwizdów i buczenia.

Reklama

Ministrowie "przywitani" gwizdami. Skandaliczne sceny na Placu Piłsudskiego

Do incydentu doszło w samym sercu warszawskich obchodów 11 listopada. Gdy prezydent Karol Nawrocki wręczał nominacje generalskie i admiralskie, a spiker wyczytał nazwiska towarzyszących mu ministrów – szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego – część zgromadzonych odpowiedziała głośnym buczeniem i przeciągłymi gwizdami.

Sceneria wyglądała jak z podręcznika patriotyzmu: wojskowa asysta, powaga chwili i najwyższe odznaczenia państwowe. Tym mocniej zabrzmiała wroga reakcja tłumu, która brutalnie przerwała oficjalny scenariusz uroczystości. Święto, które z założenia miało łączyć, w jednej chwili stało się areną politycznej manifestacji, pokazując głębokość podziałów w kraju.

Reklama

Weterani w trakcie uroczystości 11 listopada 2025 x.comnowePSL

Kosiniak-Kamysz nie pozostał dłużny. "Krzyk i gwizd nie dały wolności"

Szef MON nie zamierzał chować głowy w piasek. Zamiast zignorować incydent, postanowił skonfrontować się z gwiżdżącymi, rzucając w ich stronę celną ripostę. Jego słowa, choć były próbą apelu o jedność, miały też wydźwięk ostrej reprymendy. Podkreślił, że polska "niepodległość została wycierpiana, wywalczona, wypracowana i wymodlona", a nie wykrzyczana.

Reklama

Krzyk i gwizd nie dały wolności. To praca, modlitwa w sanktuariach od Częstochowy po Gietrzwałd, gdzie poszła pierwsza iskra. To wymodlenie w chacie chłopskiej, gdzie pacierz zawsze był w naszym ojczystym języku. Dziś stoimy wspólnie, mimo że mamy wspólne poglądy i różnie głosujemy. Ale wspólny, święty mianownik — Polska — jest nie do zmazania przez jakiekolwiek złe emocje.

Władysław Kosiniak-Kamysz dodał również, że "Narodowe Święto Niepodległości jest lekcją patriotyzmu 'na tak', a nie przeciwko komuś". Jego bezpośrednia reakcja sprawiła, że dalsza część przemówienia odbyła się już bez zakłóceń.

Reklama

Kto stał za gwizdami? Polityczna wojna w dniu święta narodowego

Trudno uznać ten incydent za spontaniczny wybuch emocji. Wyglądał raczej na zorganizowany protest polityczny, który zamienił centralne uroczystości państwowe w kolejne pole bitwy między rządem a jego przeciwnikami. To gorzki symbol, który pokazuje, że nawet w tak ważnym dniu polityczne spory biorą górę nad narodową jednością. Ostateczny komentarz polityczny całej sprawy wyszedł ze strony ministra Kierwińskiego:

Reklama

Agresywne reakcje wielbicieli PiS pokazują jedynie, że dobrze wykonuje swoją pracę. Dziękuję za ten doping. I obiecuję więcej...

XMarcin Kierwiński @MKierwinski
Agresywne reakcje wielbicieli PiS pokazują jedynie, że dobrze wykonuje swoją pracę. Dziękuję za ten doping. I obiecuję więcej...
Po kliknięciu wczytamy treść z serwisu X, który może zapisywać pliki cookie.
Zobacz post @MKierwinski w serwisie X

Temperatura sporu była tym wyższa, że zaledwie kilka godzin później ulicami Warszawy miał przejść Marsz Niepodległości z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. 11 listopada, zamiast łączyć, stał się dniem dwóch, a może i więcej, oddzielnych Polsk, które maszerują osobno i nie szczędzą sobie wzajemnych uprzejmości.

Reklama

Wręczenie nominacji generalskich Władysław Kosiniak Kamysz 11 listopada 2025 x.comnowePSL

"Hańba!" kontra "Dobrze im tak!". W internecie polała się żółć

Jak można było się spodziewać, incydent na Placu Piłsudskiego natychmiast rozgrzał do czerwoności media społecznościowe. Komentujący, niczym zwaśnione plemiona, rzucili się sobie do gardeł, a internet zalała fala hejtu i wzajemnych oskarżeń.

Jedni grzmieli o "hańbie" i "braku szacunku dla munduru", inni bronili gwiżdżących jako tych, którzy korzystają z demokratycznego prawa do wyrażania sprzeciwu. Wirtualna bitwa na komentarze idealnie oddała nastroje panujące w kraju.

Serio? Buczeć na ministrów w takie święto, przy żołnierzach? Dno i metr mułu. Gdzie szacunek dla państwa?

A czego się spodziewali? Oklasków? Ludzie mają prawo pokazać, co o nich myślą. To jest właśnie demokracja, a nie teatr dla polityków.

Gwizdy na Placu Piłsudskiego nie były zwykłym incydentem. Były głośnym sygnałem, że polityczna wojna domowa trwa w najlepsze i nie ma od niej przerw nawet w najważniejsze dla narodu dni.

Marta Nawrocka purpury się nie boi. Purpura to niewątpliwie dostojny kolor, ale Pierwsza Dama nie obawia się żadnego z odcieni fioletu.
Źródło: prezydent.pl
Reklama
Reklama