Donald Tusk opublikował w sieci niewinne z pozoru nagranie, w którym z popcornem w ręku opowiada o "Gwiezdnych Wojnach". Wystarczyło niespełna 20 sekund, by w polskiej polityce rozpętać kolejną burzę z piorunami. Opozycja grzmi o "pajacowaniu" i wzywa do roboty, a zwolennicy premiera mówią o mistrzowskim zagraniu i zapowiedzi ostatecznej konfrontacji.
Tusk z popcornem odpala "Powrót Jedi". O co w tym wszystkim chodzi?
Wszystko zaczęło się od krótkiego, 20-sekundowego wideo. Na nagraniu widzimy premiera Donalda Tuska w domowym zaciszu — siedzi zrelaksowany przed telewizorem, z nogami na fotelu i miską popcornu w dłoniach. Z rozbawieniem opowiada, że znajomy zapytał go o ulubiony film. Odpowiedź, jak się okazało, miała drugie, polityczne dno.
Zaczyna się! - mówi rozbawiony Tusk na nagraniu. - Napisał do mnie Michał z liceum filmowego z pytaniem o mój ulubiony film. To oczywiste! "Gwiezdne Wojny". A która część? No, wiadomo. "Powrót Jedi". Niech moc będzie z wami.
Wybór nie był przypadkowy. "Powrót Jedi" to w sadze Gwiezdne Wojny część, w której rebelianci staczają ostateczną, zwycięską bitwę z siłami Imperium. Moment publikacji również nie pozostawia złudzeń. Zaledwie kilka godzin wcześniej w Sejmie koalicja rządząca przegłosowała odebranie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze, otwierając drogę do jego rozliczenia. Wideo premiera zostało natychmiast odczytane jako jasny sygnał: zaczynają się ostateczne rozliczenia PiS.
"Imperium kontratakuje". Opozycja włącza najwyższe obroty i grzmi o "pajacowaniu"
Reakcja opozycji była natychmiastowa i wściekła. Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie tylko nie podjęli popkulturowej gry, ale od razu ruszyli do frontalnego ataku, oskarżając premiera o lekceważenie realnych problemów. Jako jeden z pierwszych odpowiedział Paweł Szrot z PiS, rzucając krótką, ale wymowną kontrę.
Imperium kontratakuje. Chwilowo.
Znacznie dalej posunął się były wiceminister sprawiedliwości - aktualnie przebywający na Węgrzech - Marcin Romanowski, który postanowił odwrócić narrację i przedstawić Tuska jako Imperatora budującego nową "Gwiazdę Śmierci".
Nie, to dopiero Imperium kontratakuje. Czas mroku, gdy ciemna strona mocy rośnie w siłę, a Tusk buduje swoją drugą Gwiazdę Śmierci z prokuratury, sądów i mediów – wydaje mu się, że nikt już nie powstanie. Ale to tylko cisza przed burzą. Rebelianci nie śpią. Prawo powróci, a wraz z nim ci, którzy wierzą w Polskę wolną od strachu i kłamstwa koalicji 13 grudnia. Powrót Jedi dopiero nastąpi.

Inni politycy opozycji nie bawili się w filmowe metafory. Były premier Mateusz Morawiecki skwitował nagranie krótkim "Do roboty nieudacznicy!", a wtórowała mu Olga Semeniuk-Patkowska, pisząc "Do roboty!". Z kolei była premier Beata Szydło nie zostawiła na Tusku suchej nitki:
Nie ma na świecie drugiego szefa rządu, który by pajacował tak jak Tusk. To już nawet nie jest śmieszne, co on wyprawia, to żałosne.
W podobnym tonie wypowiedział się Stanisław Karczewski, który najpierw stwierdził "On nie potrafi pracować. Do dymisji", by po chwili dorzucić groźbę:
A to my was na końcu rozliczymy. Oj, będzie, będzie się działo. Zabraknie miejsc odosobnienia. Dobudujemy.
Rząd odpowiada na furię. "To dopiero początek rozliczeń"
Obóz rządzący nie pozostał dłużny na falę hejtu. Politycy Koalicji 15 października jasno dali do zrozumienia, że przekaz Tuska został przez nich doskonale zrozumiany i nie jest to żadne "pajacowanie", a świadoma komunikacja polityczna. Minister Marcin Kierwiński wprost połączył filmowe nawiązanie z realnymi działaniami rządu.
Chciałbym Państwa zapewnić, że to nie koniec rozliczeń PiS, a dopiero początek. Dobrego weekendu!
W obozie rządzącym i wśród jego zwolenników zapanował zupełnie inny nastrój. Nagranie Tuska odebrano jako mistrzowską, ironiczną zagrywkę i pokaz siły w gorącym politycznym momencie. Media społecznościowe zwolenników Koalicji 15 października zalała fala komentarzy chwalących premiera za luz, poczucie humoru i jasne postawienie sprawy – czas ostatecznej konfrontacji z "Imperium" właśnie się rozpoczął.
Internet podzielony jak nigdy. "Żałosne pajacowanie" kontra "Mistrzowska zagrywka"
Polityczna bitwa na cytaty z Star Wars szybko wykroczyła poza partyjne szeregi. Głos zabrał m.in. były ambasador RP w USA, Marek Magierowski, który opublikował słynny cytat Mistrza Yody, co wielu odczytało jako przestrogę dla obu stron konfliktu i próbę podniesienia dyskusji na wyższy poziom.
Gdy raz wkroczysz na ciemną ścieżkę, na zawsze zdominuje ona twoje przeznaczenie. Pochłonie cię.
Krytycy nie mieli jednak litości. Michał Kowalski zarzucił Tuskowi PR-owe sztuczki:
Nawet potrafi zamienić Powrót Jedi w spot wyborczy. PR jak z Hollywood, efekty specjalne jak z Brukseli, tylko scenariusz bez zakończenia, a rozwiązań problemów jak nie było, tak nie ma.
Dla przeciwników premiera jego nagranie było oderwanym od rzeczywistości "pajacowaniem" i próbą odwrócenia uwagi od realnych problemów, takich jak drożyzna czy bezpieczeństwo kraju, na rzecz taniego show.
Jednak to właśnie w komentarzach anonimowych internautów widać było prawdziwą skalę emocji. Sieć pękła na pół. Z jednej strony wylewała się fala kpin i oskarżeń o "infantylizm" i "hollywoodzkie sztuczki", z drugiej – zachwyty nad "genialnym" i "celnym" zagraniem, które idealnie trafiło w nastroje wyborców czekających na rozliczenia. Bitwa na memy z Darthem Vaderem i Lukiem Skywalkerem trwała w najlepsze.
Jedno jest pewne – jeden krótki filmik z popcornem rozpalił politykę w Polsce do czerwoności i udowodnił, że dziś ostateczną bitwę o rząd dusz toczy się nie w Sejmie, a w odległej galaktyce mediów społecznościowych.