Jarosław Kaczyński we wtorek 4 listopada 2025 roku stawił się w warszawskim sądzie i nie pozostawił żadnych złudzeń. W głośnej sprawie o zniesławienie, którą wytoczył mu europoseł KO Krzysztof Brejza, prezes PiS twardo oświadczył, że nie ma mowy o żadnym pojednaniu. To jasny sygnał, że na sali sądowej szykuje się bezpardonowa wojna polityczna.
Kaczyński stawia sprawę jasno. "Nie zamierzam przepraszać"
Wtorkowy poranek w warszawskim sądzie nie zwiastował dla Jarosława Kaczyńskiego spokojnego dnia. I rzeczywiście, prezes PiS od progu przeszedł do ofensywy. Zanim jeszcze ruszyła rozprawa, otoczony przez dziennikarzy postawił sprawę jasno – na żadne pojednanie w sądzie nie ma co liczyć.
Zapytany o możliwość ugody z Krzysztofem Brejzą, odpowiedział bez wahania, rzucając słowa, które natychmiast obiegły media.
Nie widzę żadnego powodu do pojednania. Pojednanie jest możliwe jedynie wtedy, kiedy ktoś coś złego zrobił. Ja zgodnie ze złożonym przyrzeczeniem odpowiadałem na pytania i nie ukrywałem niczego.
Jakby tego było mało, Jarosław Kaczyński dorzucił miażdżącą ocenę swojego politycznego przeciwnika. Stwierdził, że Krzysztof Brejza to człowiek "skrajnie złej woli", zarzucając mu przy tym agresję i "radykalny brak kultury". Ten konflikt polityczny sąd będzie musiał rozstrzygać w atmosferze otwartej wrogości.
x.com/krzysztofbrejza
Wojna o "odrażające przestępstwa". Skąd wziął się pozew Brejzy?
Cała sprawa sądowa Kaczyński - Brejza ma swoje źródło w wydarzeniach z marca tego roku. To właśnie wtedy, podczas posiedzenia komisji śledczej do spraw systemu Pegasus, padły słowa, które doprowadziły obu polityków na salę sądową. Jarosław Kaczyński, zeznając przed komisją, wypalił z najcięższych dział.
Prezes PiS, mówiąc o Brejzie, użył sformułowań, które wywołały burzę i stały się podstawą do prywatnego oskarżenia o zniesławienie.
Znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw.
Te słowa sprawiły, że Krzysztof Brejza złożył oskarżenie prywatne. Aby jednak proces sądowy Kaczyński mógł w ogóle ruszyć, konieczne było uchylenie immunitetu prezesowi PiS. W marcu Sejm zdecydował, że immunitet Kaczyńskiego nie będzie stanowił tarczy ochronnej, otwierając tym samym drogę do sądowej batalii.

Brejza nie odpuszcza. „Słowa mają konsekwencje”
Na sali sądowej stawił się również europoseł KO Krzysztof Brejza wraz ze swoją żoną i pełnomocniczką, Dorotą Brejzą. Ich postawa była spokojna, ale równie zdeterminowana. Nie pozostawili wątpliwości, że oczekują sprawiedliwości i odpowiedzialności za publicznie wypowiedziane oświadczenia Kaczyńskiego.
Dorota Brejza jasno określiła warunki: jeśli prezes PiS przeprosi, ugoda jest możliwa. W przeciwnym razie sprawę rozstrzygnie sąd.
Trzeba ponosić konsekwencje słów, których się wyraża. Jeżeli się konsekwencji tych słów nie potrafi przyjąć, to sprawę musi rozstrzygać sąd. Tak się w cywilizowanych państwach i w ogóle w cywilizowanym, demokratycznym świecie rozstrzyga konflikty.
Sam Krzysztof Brejza podkreślił, że sprawa ma znacznie szerszy kontekst niż tylko osobisty spór prawny. Nawiązał do afery Brejza - Pegasus, przypominając, że stawką jest fundamentalna zasada demokratycznego państwa. Jego zdaniem użycie cyberbroni przeciwko opozycji to wydarzenie bez precedensu.
Nie tylko Brejza. Prezes PiS ma na głowie też spór o "Dworek marzeń" i 2,4 mln zł
Okazuje się, że wizyta w sądzie w sprawie o zniesławienie to nie jedyny prawny ból głowy lidera opozycji. Równolegle toczy się bowiem inna, równie gorąca sprawa – konflikt Jarosława Kaczyńskiego o dworek. Chodzi o tak zwany "Dworek marzeń", czyli nieruchomość, którą prezes PiS próbował kupić w warszawskim Wawrze. Obiecująca transakcja szybko zamieniła się w prawny koszmar przez komplikacje z działką, konflikt właścicieli z sąsiadem i niejasności w dokumentach.
Finał jest taki, że po zerwaniu umowy sprzedaży nieruchomości prezes PiS jest uwikłany w kolejny proces. Sprzedająca domaga się od niego zapłaty podwójnej kwoty wpłaconego zadatku, czyli aż 2,4 miliona złotych, podczas gdy ten wpłacił "zaledwie" zadatek 1.2 mln zł. Ten spór sądowy o dworek to kolejna batalia, która pokazuje, że problemy prawne ostatnio zdają się nie opuszczać lidera PiS.
To dopiero początek bitwy. Prezes PiS gotowy na długą wojnę
Wtorkowa rozprawa sądowa w Sądzie Rejonowym w Warszawie to zaledwie pierwszy akt w spektaklu, który z pewnością potrwa jeszcze długo. Twarde stanowisko, jakie Jarosław Kaczyński w sądzie zaprezentował, nie pozostawia miejsca na kompromis. Prezes PiS oczekuje, że postępowanie sądowe zakończy się umorzeniem, ale jednocześnie nie ukrywa swojego sceptycyzmu wobec wymiaru sprawiedliwości.
Wyraził "bardzo sceptyczny stosunek do obecnych sądów", co może sugerować, że jest przygotowany na długą i wyczerpującą batalię. Jedno jest pewne: sądowe batalie – czy to o zniesławienie, czy o miliony za wymarzony dworek Wawer – stają się nową codziennością prezesa PiS. A finał tych wojen rozegra się na oczach całej Polski.