Miał to być dla nich bezpieczny azyl i szansa na nowe, lepsze życie. Zamiast tego, dom rodziny zastępczej pod Głogowem stał się dla dwóch małych sióstr piekłem na ziemi. Prawda o horrorze, jaki zgotowali im opiekunowie, wyszła na jaw dopiero, gdy dzieci trafiły do nowej rodziny adopcyjnej. Ich opowieść mrozi krew w żyłach.
Prawda wyszła na jaw przez przypadek. Siostry przerwały milczenie
Przez ponad trzy lata piekło dwóch małych sióstr miało twarze aniołów – ich własnych opiekunów zastępczych. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Dopiero gdy w październiku 2024 roku trafiły do prawdziwego, kochającego domu — rodziny adopcyjnej — znalazły w sobie siłę, by opowiedzieć o traumie. Ich słowa były jak kamień, który uruchomił lawinę i pogrzebał oprawców w przebraniu dobrych wujków.
13-latek za***dował 17-letniego brata?! Niewyobrażalna tragedia w gminie Borki
Zaalarmowany nową rodziną dziewczynek Dolnośląski Ośrodek Polityki Społecznej we Wrocławiu natychmiast powiadomił prokuraturę. Śledztwo ruszyło w połowie stycznia, a to, co odkryli śledczy, okazało się gorsze niż najczarniejsze scenariusze.

Horror za zamkniętymi drzwiami. Potwory w przebraniu opiekunów
Opiekunami, którzy mieli dać dzieciom miłość, byli 46-letni Mariusz Dz. i jego 43-letnia żona. Od stycznia 2021 roku prowadzili zawodową rodzinę zastępczą w powiecie głogowskim. Placówka, która zgodnie z przepisami mogła przyjąć maksymalnie pięcioro dzieci w wieku od kilku tygodni do 6 lat, z zewnątrz wydawała się rajem. W rzeczywistości była katownią.
Prokuratur* postawiła mężczyźnie zarzuty, od których włos jeży się na głowie. Mariusz Dz. jest oskarżony o brutalne*wykorzystanie seksualne dzieci, w tym o molestowanie 8-letniej dziewczynki. Śledczy mówią wprost o kilkunastu zarzutach zbrodni, w tym o zgwałcenie dziecka. Jego 43-letnia żona, której prokuratura również postawiła zarzuty, miała aktywnie uczestniczyć w psychicznym i fizycznym znęcaniu się nad dziećmi.
Jakby tego było mało, śledztwo ujawniło, że ofiar mogło być więcej. W kwietniu na Mariusza Dz. spadły kolejne zarzuty – tym razem dotyczące molestowania innej, zaledwie 5-letniej dziewczynki.
"Nie przyznajemy się do winy". Oprawcy staną przed sądem, grozi im dożywocie
Małżeństwo zostało zatrzymane 6 lutego. Mariusz Dz. trafił do aresztu tymczasowego, a jego żona została objęta dozorem policyjnym. Mimo miażdżących dowodów, żadne z nich nie przyznało się do zarzucanych im czynów. Akt oskarżenia w tej bulwersującej sprawie trafił już do Sądu Rejonowego w Głogowie.
Co być może przeraża najbardziej, to fakt, że oprawcy byli w pełni świadomi swoich czynów. Biegli psychiatrzy nie mieli wątpliwości – małżeństwo Dz. było poczytalne. Opinia seksuologa z kolei była jak wyrok, wskazując, że Mariusz Dz. krzywdził dzieci z powodu swoich odrażających zaburzeń preferencji seksualnych. Za to, co zrobił, grozi mu dożywocie za zgwałcenie dziecka. Jego żonie może grozić do 8 lat więzienia.
System był ślepy? Szokujące pytania po tragedii pod Głogowem
Sprawa z Głogowa to krwawiąca rana na wizerunku polskiej pieczy zastępczej. Rodzi pytania, które krzyczą z bezsilności: Jak to możliwe, że przez ich dom przewinęło się aż dziesięcioro dzieci i nikt nie zauważył, że za drzwiami kryje się piekło? Czy ktokolwiek realnie kontrolował "zawodową" rodzinę, której płacono za opiekę? To historia nie tylko o dwóch potworach. To opowieść o systemie, który okazał się ślepy i głuchy na cichy krzyk krzywdzonych dzieci.