Współpraca dealera Forda z prezesem Naczelnej Rady Łowieckiej, Marcinem Możdżonkiem, miała być marketingowym strzałem w dziesiątkę. Zamiast tego wywołała wizerunkowy koszmar i rozpętała prawdziwą burzę w internecie. Wszystko za sprawą posła Łukasza Litewki, który nie zostawił na firmie suchej nitki, pisząc o "martwych, zakrwawionych zwierzętach". Centrala firmy odcina się od sprawy, a ostre słowa polityka tylko dolały oliwy do ognia.
Ford chwali się współpracą z myśliwymi. Samochód do "aktywnego udziału w polowaniach"
Wszystko zaczęło się od niewinnego posta w mediach społecznościowych. Rad Motors Radom, lokalny dealer Forda, z dumą ogłosił nawiązanie współpracy z Marcinem Możdżonkiem — byłym mistrzem świata w siatkówce, a obecnie prezesem Naczelnej Rady Łowieckiej. W ramach umowy szef myśliwych otrzymał do testów lśniącego pick-upa, model Ford Ranger Stormtrak.
W komunikacie dealer nie owijał w bawełnę. Wprost napisano, że samochód będzie testowany nie tylko w codziennym użytkowaniu, ale przede wszystkim w warunkach związanych z "gospodarką łowiecką i aktywnym udziałem w polowaniach". To właśnie te słowa stały się iskrą, która roznieciła wizerunkowy pożar.
Poseł Litewka nie wytrzymał. "Gratuluję wyczucia i marketingu"
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Sprawę błyskawicznie podchwycił poseł Lewicy, Łukasz Litewka, znany z ciętego języka i zaangażowania w prawa zwierząt. Jego wpis w mediach społecznościowych w kilka godzin stał się wiralem, a jego słowa odbiły się szerokim echem.
Czytaj także: Dzielny strażak uratował pieska z powodzi. Przestraszony zwierzak utknął między strumieniami wody
Polityk nie przebierał w słowach, kreśląc makabryczną wizję wykorzystania samochodu. Zacytował fragment o "aktywnym udziale w polowaniach" i dodał własny, mrożący krew w żyłach komentarz, który trafił w czuły punkt tysięcy internautów.
Coś pięknego, współpraca roku: Ford Polska przekazał samochód prezesowi Naczelnej Rady Łowieckiej. (...) Brawo Ford! To ja dodam do opisu by był jeszcze ładniejszy: martwe, zakrwawione zwierzę będzie pięknie prezentować się na pace samochodu. Duma i szacun. Już wiem skąd to słynne powiedzenie o Was: Ford, gów** wort. Gratuluję wyczucia i marketingu ❤️
Ford Polska umywa ręce. "Wyjaśnimy okoliczności"
Gdy afera rozkręciła się na dobre, a profil Ford Polska zalała fala hejtu, centrala firmy postanowiła zareagować. Jej odpowiedź była jednak pełna zaskoczenia i dystansu. Przedstawiciele marki w oficjalnym komunikacie zapewnili, że nic nie wiedzieli o kontrowersyjnej umowie zawartej przez lokalnego dealera.
Mariusz Jasiński, rzecznik Ford Polska, w rozmowie z mediami stwierdził wprost, że umowa została zawarta bez wiedzy centrali, a firma dopiero wyjaśnia szczegóły. To klasyczny przykład sytuacji, w której lokalna inicjatywa marketingowa wymyka się spod kontroli, tworząc ogólnopolski kryzys wizerunkowy.
Nie wiedzieliśmy o współpracy dilera z panem Możdżonkiem. Obecnie wyjaśniamy szczegóły.

Czytaj także: Tragedia na polowaniu. Myśliwy zabił myśliwego, bo myślał, że to wiewiórka
Szef myśliwych odpowiada i oskarża posła o hejt
Głos w sprawie zabrał również sam Marcin Możdżonek. Były siatkarz nie pozostał dłużny posłowi Litewce i zarzucił mu świadome podsycanie nienawiści. W swojej obronie stwierdził, że polityk po raz kolejny urządza na niego "nagonkę", a cała sprawa jest sztucznie rozdmuchana.
Prezes myśliwych tłumaczył, że w wykorzystywaniu samochodu do celów łowieckich nie ma niczego nadzwyczajnego, a umowa z dealerem nie przynosi mu korzyści finansowych. Co więcej, Możdżonek znany jest z kontrowersyjnych wypowiedzi – wcześniej sprzeciwiał się obowiązkowym badaniom dla myśliwych i deklarował, że planuje zabierać na polowania swoje dzieci.
Pan poseł Litewka nawołuje do hejtu, do nagonki po raz kolejny na mnie i teraz dodatkowo na innego przedsiębiorcę. (...) On kreuje standardy, które bazują na nienawiści do drugiego człowieka.
"Hańba!", "Żenada". Internauci nie zostawili na marce suchej nitki
Interwencja centrali Forda nie uspokoiła jednak nastrojów. Internet wydał już swój wyrok. Profile marki w mediach społecznościowych zalała lawina wściekłych komentarzy od oburzonych klientów i przeciwników myślistwa. Wiele osób zapowiedziało bojkot marki, a poseł Litewka ironizował, że właściciele Fordów zaczęli zostawiać otwarte auta na parkingach z nadzieją, że ktoś je ukradnie.
W komentarzach czytamy: "chciałem kupić Forda, ale teraz już nawet na niego nie spojrzę". Ta jedna, lokalna współpraca pokazała, jak w dobie mediów społecznościowych marketingowa decyzja jednego dealera może w kilka godzin przerodzić się w ogólnopolski kryzys wizerunkowy dla globalnego giganta.