Jarosław Kaczyński wzywa do protestu przeciw migrantom, a Donald Tusk jednym zdaniem sprowadza go na ziemię, przypominając o aferze wizowej. Premier nie zostawił na prezesie PiS suchej nitki, a jego riposta błyskawicznie stała się hitem internetu. W partii opozycyjnej zawrzało.
"Tylko on to potrafi". Tusk bez litości punktuje Kaczyńskiego
Wystarczyło jedno zdanie, by premier Donald Tusk sprowadził na ziemię całą narrację Prawa i Sprawiedliwości. W odpowiedzi na zapowiedź antyimigranckiego marszu, Tusk uderzył w najczulszy punkt formacji Jarosława Kaczyńskiego – aferę wizową. Jego komentarz był krótki, celny i absolutnie bezlitosny.
Ściągnąć do Polski rekordową liczbę migrantów, a następnie wezwać do protestu przeciw migracji, potrafi tylko Jarosław Kaczyński.
Tusk nie musiał niczego tłumaczyć. Jego wpis był bezpośrednim nawiązaniem do gigantycznego skandalu z czasów rządów PiS, który wstrząsnął polską polityką. Premier jednym ruchem przypomniał Polakom, kto w rzeczywistości odpowiadał za największy napływ migrantów w historii Polski.
PiS protestuje przeciwko... własnej polityce? Kaczyński w ogniu krytyki
Już dzisiaj, w sobotę 11 października 2025 roku Prawo i Sprawiedliwość zwołuje wielką demonstrację na Plac Zamkowy w Warszawie. Oficjalnie ma to być sprzeciw wobec paktu migracyjnego. Jarosław Kaczyński grzmi, że "rząd Donalda Tuska szkodzi Polsce każdego dnia" i straszy "realnym niebezpieczeństwem". Problem w tym, że cała ta narracja rozsypuje się jak domek z kart w zderzeniu z faktami.
Narracja o obronie Polski przed nielegalną imigracją wygląda absurdalnie w świetle tego, co działo się za poprzednich rządów. To właśnie wtedy wybuchła gigantyczna afera wizowa. Zeszłoroczny raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK raport) jest w tej kwestii miażdżący. W latach 2018-2022 wydano 6,5 miliona wiz, w tym ponad 366 tysięcy obywatelom krajów muzułmańskich i afrykańskich, często bez żadnej kontroli. NIK wprost mówiło o istnieniu "nietransparentnego i korupcjogennego mechanizmu".
Kaczyński nie pozostał dłużny. Prezes PiS oskarża Tuska o strach
Jarosław Kaczyński nie zamierzał jednak milczeć. W odpowiedzi na ciętą ripostę premiera, prezes PiS spróbował odwrócić narrację i oskarżyć Tuska o strach. W swoim wpisie zasugerował, że rząd boi się konfrontacji z opozycją i próbował zagrzać do boju swoich zwolenników przed zbliżającym się marszem.
Donald Tusk boi się coraz bardziej. To zrozumiałe: przegrał 1 czerwca, a teraz kolejny plan się sypie... Zatrzymamy Pakt Migracyjny i odsuniemy od władzy ten szkodliwy rząd. Jest tylko jeden warunek: musimy być razem — tak samo, jak byliśmy 1 czerwca.
Ta odpowiedź to klasyczna próba kontrataku i zmiany tematu – zamiast odnieść się do zarzutów o hipokryzję, Jarosław Kaczyński odpowiada Tuskowi atakiem personalnym, próbując przedstawić jego celną krytykę jako przejaw słabości.
"Dostaliśmy przykaz, by nie było klapy". Panika w PiS przed marszem
Jakby tego było mało, celna riposta premiera trafiła na bardzo podatny grunt. Z nieoficjalnych informacji wynika, że w szeregach PiS panuje chaos i poważne obawy o frekwencję na sobotniej demonstracji. Mobilizacja ma być wyjątkowo niska. Jeden z posłów partii przyznał wprost: "Dostaliśmy przykaz z centrali, mamy robić wszystko, by nie było klapy".
Nastroje są tak słabe, że sam Kaczyński zaczął publicznie obniżać oczekiwania, mówiąc o "kilkunastu", może "dwudziestu kilku" tysiącach demonstrantów. Stoi to w jawnej sprzeczności ze słowami wiceprezesa partii, Przemysława Czarnka, który wciąż liczy na "co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób". Na partyjnych korytarzach słychać jednak brutalnie szczerą odpowiedź na pytanie o tłumy: "Bo nie przyjadą".
"Hipokryci z PiS". Politycy i internet nie zostawili na Kaczyńskim suchej nitki
Komentarz Donalda Tuska otworzył prawdziwą puszkę Pandory. Politycy koalicji rządzącej i komentatorzy natychmiast podchwycili temat, zasypując sieć wpisami punktującymi podwójne standardy PiS. Cezary Tomczyk, wiceszef MON, nie przebierał w słowach:
Rząd PiS przeprowadził aferę, której nie znał świat. Ściągał do Polski setki tysięcy ludzi a Afryki, Azji i z krajów muzułmańskich – jednocześnie rozpętując kampanię nienawiści wobec "innych".
Wtórował mu poseł KO Jakub Rutnicki, nazywając polityków PiS wprost "hipokrytami". Stwierdził, że partia Kaczyńskiego "zrobiła na tym gigantyczny interes napychając sobie kieszenie kasą". Wygląda na to, że sobotni wiec PiS w Warszawie, jeszcze zanim się rozpoczął, stał się dla opozycji symbolem politycznej obłudy i wewnętrznych problemów partii Jarosława Kaczyńskiego.