To małe zwycięstwo w morzu wojennych tragedii. Ukrainie udało się odzyskać 23 dzieci siłą wywiezionych przez Rosjan. Każdy taki powrót to dowód na to, że Kijów nie odpuszcza walki o swoich najmłodszych obywateli, a historie, które ze sobą przywożą, mrożą krew w żyłach.
23 małych bohaterów wróciło do domu. "To zwycięstwo nadziei"
Szef biura prezydenta Ukrainy Wołodymira Zełenskiego, Andrij Jermak, ogłosił wiadomość, na którą czekało wiele rodzin – 23 dzieci i nastolatków wróciło do domu z rosyjskiej niewoli. Ta niezwykła akcja ratunkowa to dla nich koniec wielomiesięcznego koszmaru i niepewności. Każde uratowane dziecko to mały tryumf w tej brutalnej wojnie.
Operacja to część prezydenckiego programu Bring Kids Back UA, którego celem jest walka z jedną z najohydniejszych rosyjskich zbrodni – przymusową deportacją dzieci z Ukrainy. To skomplikowane misje, w które zaangażowane są nie tylko ukraińskie służby, ale też organizacje pozarządowe, takie jak Save Ukraine.

Pranie mózgów i praca w fabrykach dronów. Tak działa rosyjska machina zbrodni
Choć powrót 23 dzieci to promyk nadziei, skala rosyjskiej zbrodni jest porażająca. Oficjalnie mówi się o ponad 19,5 tys. porwanych dzieci, ale nieoficjalne szacunki są znacznie wyższe. To jawne pogwałcenie Konwencji genewskich i zbrodnia, za którą Międzynarodowy Trybunał Karny ściga listem gończym samego Władimira Putina.
Rosyjskie obozy reedukacyjne to prawdziwe fabryki prania mózgów. Dzieciom wymazuje się ukraińską tożsamość, zmusza do nauki kremlowskiej wersji historii i śpiewania rosyjskiego hymnu. W ośrodkach takich jak "Młody Patriota" przechodzą szkolenie wojskowe. Co gorsza, jak ujawnił raport Uniwersytetu Yale, w obozie "Smena" zmuszano je do pracy przymusowej przy montażu dronów i sprzętu wojskowego.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mówi wprost:
Jako matce los uprowadzonych ukraińskich dzieci jest mi szczególnie bliski. Każde dziecko zabrane przez Rosję musi wrócić do swojej rodziny. Muszą odzyskać dzieciństwo i szansę, by marzyć o jaśniejszej przyszłości.
Europa jest zdeterminowana, by to się stało.
"Grożono, że odbiorą mnie mamie". Historie, które mrożą krew w żyłach
Za każdą statystyką kryje się dramat dziecka. Wśród uratowanej grupy znalazły się dwie siostry, którym okupanci grozili odebraniem matce tylko dlatego, że nie chciały chodzić do rosyjskiej szkoły. Innej dziewczynce i jej mamie zakazano wyjazdu, bo ich krewny walczył w ukraińskiej armii. Te historie to tylko wierzchołek góry lodowej. Władysław Rudenko, siłą wywieziony z Chersonia jako 16-latek, opowiedział o piekle, jakie przeszedł. W obozie na Krymie "próbowano go złamać wszelkimi możliwymi sposobami". Za zdjęcie rosyjskiej flagi trafił na tydzień do izolatki.
Karmili mnie dwa razy dziennie i nie pozwalali się z nikim kontaktować.
Jak opowiada, dzieciom bez przerwy wmawiano, jak wspaniała jest Rosja, jak nam pomaga i jak źle nam było w Ukrainie. Gdy jego matka przyjechała po niego, agenci FSB przesłuchiwali ją przez wiele godzin i zamknęli w piwnicy.
"Rosja zasłużyła na to". Amerykanie chcą uznać Kreml za sponsora terroryzmu
Powrót 23 dzieci to sukces, ale tysiące wciąż czekają na ratunek. Skala tych zbrodni wstrząsnęła nawet amerykańskimi politykami. Grupa senatorów przygotowała projekt ustawy, która ma uznać Rosję za państwowego sponsora terroryzmu. Jak stwierdził republikanin Lindsey Graham:
Dostanie się na tę listę nie jest łatwe. Pozwolę sobie powiedzieć, że Rosja zasłużyła na to, by się na niej znaleźć.
Tymczasem rosyjscy oficjele bez mrugnięcia okiem nazywają porywanie dzieci "poprawą zdrowia" i "edukacją patriotyczną". Te słowa, wypowiedziane przez Denisa Miroshniczenkę z partii Jedna Rosja, najlepiej pokazują cynizm Kremla. Walka o każde porwane dziecko trwa.