Elżbieta Bieńkowska, jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy rządów Donalda Tuska, wraca na scenę w zupełnie nowej i nieoczekiwanej roli. Była wicepremier objęła kluczowe stanowisko w Ukrainie, a internauci natychmiast przypomnieli jej słowa, które wstrząsnęły kiedyś całą Polską.
Była minister Tuska w radzie nadzorczej ukraińskich kolei
To informacja, która zelektryzowała polską scenę polityczną. Elżbieta Bieńkowska, była minister rządu Donalda Tuska i europejska komisarz, otrzymała nową, prestiżową posadę. Została niezależną członkinią rady nadzorczej państwowej spółki Ukrzaliznycia, czyli potężnych Kolei Ukraińskich. Jej imponujące CV, obejmujące stanowiska wicepremier oraz ministry infrastruktury, a także komisarza UE, najwyraźniej zrobiło wrażenie na rekruterach.
To nie była nominacja po znajomości. Wybór był efektem międzynarodowego, otwartego konkursu, za którym stał "Komitet ds. Mianowania Szefów Przedsiębiorstw Ważnych dla Gospodarki", a w samej selekcji brała udział renomowana międzynarodowa firma rekrutacyjna. Strona ukraińska nie ma wątpliwości co do kompetencji nowych członków rady.
Finalistów wybrała komisja nominacyjna. Wszyscy posiadają wysokie kompetencje zawodowe w obszarach infrastruktury, zarządzania strategicznego, finansów, audytu, zagadnień prawnych, transformacji cyfrowej, administracji publicznej i pokrewnych branż.
Obok Bieńkowskiej w radzie nadzorczej jako niezależni członkowie zasiedli także Niemiec Gebhard Hafer oraz Ukraińcy Anatolij Amielin i Maksym Mokliak, co podkreśla międzynarodowy i ekspercki charakter tego gremium.
Wiki Commons
Internet nie zapomina. Wypomnieli jej słynne "Sorry, taki mamy klimat"
Ledwo informacja o nowej posadzie w Ukrainie obiegła media, a internet już zalała fala komentarzy przypominających jej najsłynniejszą wpadkę. Chodzi o sytuację z 2014 roku, kiedy paraliż kolei spowodowany oblodzeniem sieci trakcyjnej uwięził tysiące pasażerów w pociągach. Zapytana o chaos na torach, Bieńkowska, pełniąca wówczas funkcję ministry infrastruktury, wypaliła słowa, które przeszły do historii.
Pasażerom to można tylko powiedzieć jakby: sorry, mamy taki klimat, no niestety.
Wypowiedź ta natychmiast stała się symbolem arogancji władzy i braku empatii. Nawet Donald Tusk musiał gasić pożar, nazywając słowa swojej ministry "niezbyt fortunnym sformułowaniem" i przepraszając urażonych. Ledwo wieść o nowej posadzie obiegła sieć, a w komentarzach zawrzało. "Sorry, Ukraińcy, taki macie klimat" – kpił jeden z internautów. "Specjalistka od opóźnień w PKP ma teraz ratować kolej w strefie wojennej? Odważnie!" – ironizował inny. Krytycy natychmiast wyciągnęli starą wpadkę, malując obraz nominacji równie absurdalnej, co niefortunnej.
To nie jest zwykła posada. Kolej to krwiobieg walczącej Ukrainy
Choć memy i złośliwe komentarze krążą po sieci, nowa funkcja Elżbiety Bieńkowskiej to zadanie o ogromnej wadze strategicznej. Koleje Ukraińskie to nie jest zwykła firma transportowa. Od początku rosyjskiej inwazji stały się absolutnym krwiobiegiem walczącego państwa i największym pracodawcą w kraju, zatrudniającym blisko 200 tysięcy osób.
To gigant, który odpowiada za transport aż 80% ładunków w kraju i jest jedną z największych kolei na świecie (6. miejsce w przewozach pasażerskich i 7. w towarowych). To właśnie pociągami transportowane są wojska, zaopatrzenie wojskowe i surowce energetyczne. To koleją ewakuowano miliony cywilów i przewożono pomoc humanitarną, a specjalnymi pociągami dyplomatycznymi do Kijowa podróżowali najważniejsi światowi przywódcy. Nadzór nad machiną, od której zależy los wojny, to zadanie, przy którym zimowe opóźnienia w Polsce wydają się dziecinną igraszką.