Roman Mazur z Polski 2050 konkuruje ze Szymonem Hołownią o funkcję Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców

Roman Mazur z Polski 2050 konkuruje ze Szymonem Hołownią o funkcję Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców

Roman Mazur z Polski 2050 konkuruje ze Szymonem Hołownią o funkcję Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców

AKPA

Gdy wydawało się, że droga Szymona Hołowni do prestiżowego fotela w ONZ jest usłana różami, a poparcie prezydenta i premiera to tylko formalność, na scenę wkroczył ktoś, kogo nikt się nie spodziewał. Niespodziewany rywal to nie tylko Polak, ale były kolega z list partyjnych marszałka. W politycznym thrillerze o wielką stawkę właśnie rozpoczął się nowy, bratobójczy akt.

Reklama

Hołownia był pewniakiem. Droga do ONZ wydawała się otwarta

Wszystko szło jak po maśle. Szymon Hołownia, marszałek Sejmu i - póki co - lider partii Polska 2050, został oficjalnym kandydatem Polski na stanowisko Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR). Za jego kandydaturą murem stanęli najważniejsi ludzie w państwie — prezydent Andrzej Duda i premier Donald Tusk. Cała "dyplomatyczna maszyna" ruszyła pełną parą, a sam Hołownia poleciał do Nowego Jorku na "spotkanie zapoznawcze" z Sekretarzem Generalnym ONZ Antonio Guterresem.

Choć sam marszałek studził emocje, mówiąc, że jego szanse "na pewno nie są zerowe, ale nie przekraczają na pewno 50 proc.", to w kuluarach mówiło się, że jest mocnym graczem. Sam przyznawał, że jest kandydatem "zaskakującym, bo spoza tego profilu", ale jego zaangażowanie w fundacje charytatywne miało być mocnym atutem.

Reklama

Będę się starał robić wszystko, żeby Polska, bo mam zaszczyt być kandydatem naszego kraju, mogła mieć swojego wysokiego komisarza.

Jednak za kulisami od początku słychać było sceptyczne głosy. Marszałek Sejmu, choć sprawnie poruszający się w polskim "Sejmflixie", na arenie międzynarodowej jest debiutantem. Jego doświadczenie w pomocy humanitarnej opiera się na prowadzeniu fundacji charytatywnych, co w porównaniu z ponad 30-letnią karierą obecnego komisarza Filippo Grandiego, który pracował w najgorętszych punktach zapalnych świata, wypada dość blado.

Wydawało się, że jedynymi rywalami są zagraniczni dyplomaci. Nikt nie spodziewał się, że polityczny nóż w plecy może przyjść z własnego podwórka.

Reklama

Szymon Hołownia w marynarce Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Reklama

Czytaj także: To on zastąpi Szymona Hołownię. Niedawno pożegnał żonę, a w młodości wyglądał jak sam Jimi Hendrix

Reklama

Niespodziewany rywal wchodzi do gry. Kim jest Roman Mazur?

A jednak! Gdy lista kandydatów została zamknięta, okazało się, że o to samo stanowisko ubiega się drugi Polak — Roman Mazur. I tu zaczyna się prawdziwa sensacja. Mazur to nie jest postać anonimowa dla Hołowni. Wręcz przeciwnie, w przeszłości kandydował do Parlamentu Europejskiego właśnie z list... Polski 2050. Choć mandatu nie zdobył, jego pojawienie się w tym wyścigu musi być dla marszałka gorzką pigułką do przełknięcia.

Reklama

Roman Mazur, w przeciwieństwie do Hołowni, ma w CV bezpośrednią pracę z uchodźcami — działa w organizacji pozarządowej pomagającej migrantom z Afryki. To jego as w rękawie i argument, który ma boleśnie ugodzić w Hołownię, zarzucając mu brak merytorycznego przygotowania. Cała sytuacja jest tak zaskakująca, że nawet w szeregach partii Hołowni panuje konsternacja. Ryszard Petru, zapytany o Mazura, bezradnie rozłożył ręce.

Nie znam, nic o tym nie wiem. Nie traktowałby tego zbyt poważnie, ale od pana się o tym dowiaduje.

Słowa te pokazują, że kandydatura Mazura to typowa samowolka, która wprowadza kompletny chaos w partii i uderza w jej lidera w kluczowym momencie.

Doświadczenie kontra polityka. Kto ma większe szanse?

Na papierze Roman Mazur wydaje się mieć mocniejsze karty – bezpośrednia praca z uchodźcami to doświadczenie, którego Hołowni brakuje. Z kolei marszałek ma za sobą potęgę państwa: wsparcie prezydenta, premiera i całą machinę dyplomatyczną. Jak jednak wskazują źródła w MSZ, szanse Hołowni i tak oceniane są sceptycznie, a jeden z rozmówców z otoczenia Radosława Sikorskiego ocenił je na zaledwie "10 proc.". Pojawienie się drugiego Polaka w wyścigu może te szanse obniżyć niemal do zera.

Bratobójcza walka, która może pogrążyć obu Polaków

W dyplomacji takie ruchy to samobójstwo. Wystawienie dwóch kandydatów z jednego kraju jest postrzegane jako dowód wewnętrznych konfliktów i braku powagi. Zamiast jednoczyć siły i lobbować za jednym, silnym kandydatem, Polska wysyła sygnał o wewnętrznym chaosie. Co więcej, kandydatura Romana Mazura, bez oficjalnego poparcia rządu, jest w zasadzie skazana na porażkę.

Ryszard Petru brutalnie sprowadza sprawę na ziemię, podkreślając, że "w przypadku międzynarodowych stanowisk kluczowe jest poparcie rządów i prezydentów, a bez tego kandydatura jest mało poważna". W podobnym tonie wypowiada się były wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Szejna, który tłumaczy, że w tym wyścigu liczy się twarda polityka.

W tym konkursie mogą zostać zaakceptowane, można powiedzieć, po pierwszej selekcji osoby, które spełniają warunki formalne, ale będą decydować listy poparcia, rozmowy polityczne i siła krajów.

Mamy więc z jednej strony oficjalnego kandydata z poparciem państwa, a z drugiej — outsidera, który postanowił rzucić mu wyzwanie. Problem w tym, że w tej bratobójczej walce przegrać mogą obaj.

Gra toczy się o wielką stawkę i ogromne pieniądze

Trudno się dziwić, że walka jest tak zacięta. Stanowisko Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców to jedna z najbardziej prestiżowych funkcji w strukturach Organizacji Narodów Zjednoczonych. To odpowiedzialność za losy niemal 130 milionów przymusowo przesiedlonych ludzi i bezpaństwowców na całym świecie.

Do tego dochodzą ogromne pieniądze. Pensja na tym stanowisku to około 200 tysięcy dolarów rocznie, a do tego dożywotnia emerytura. Pięcioletnia kadencja na czele UNHCR to nie tylko szczyt kariery dyplomatycznej, ale i finansowe zabezpieczenie na resztę życia. Wygląda na to, że w tej grze o wszystko, Szymon Hołownia właśnie zyskał najmniej spodziewanego i być może najbardziej niewygodnego rywala.

Źródło: instagram.com/donald.pl
Reklama
Reklama