Samochody na czeskich rejestracjach pod polskimi dyskontami to od lat stały element krajobrazu. Mit o Polsce jako tanim raju zakupowym trzymał się mocno, aż do teraz. Czescy dziennikarze przeprowadzili bezlitosny eksperyment, wkładając te same produkty do koszyka w Polsce, Niemczech i u siebie. Wyniki nie są "smutne". Są druzgocące.
Wzięli ten sam koszyk i ruszyli na łowy. Polska, Czechy i Niemcy pod lupą
To było starannie zaplanowane dziennikarskie śledztwo. Reporterzy z czeskiego portalu Seznam Zprávy wzięli na warsztat koszyk zakupów zawierający 27 podstawowych produktów. Znalazły się w nim m.in. pierś z kurczaka, masło, mleko, jabłka, a nawet papier toaletowy.
Aby porównanie cen było jak najbardziej wiarygodne, zakupy zrobiono w tej samej sieci dyskontów – Lidl. Na celownik wzięto trzy przygraniczne miasta: polską Bogatynię, czeski Frýdlant i niemiecką Żytawę. To właśnie tu, na styku trzech granic, miała wyjść na jaw cała prawda o tym, gdzie zakupy naprawdę się opłacają.
Paragon grozy u sąsiadów. Gorzka prawda wyszła na jaw
I tu zaczyna się prawdziwy dramat dla czeskich portfeli. Po podliczeniu paragonów okazało się, że najdroższym krajem z całej trójki są... Czechy. Co więcej, nawet ceny w Niemczech okazały się dla nich korzystniejsze niż na własnym podwórku.
Liczby nie kłamią. Za ten sam koszyk w niemieckim Lidlu Czesi zapłacili 1268 koron. U siebie? Aż 1396 koron. Okazuje się, że dla przeciętnego Czecha tanie zakupy są teraz w Niemczech, a nie we własnym kraju.
A Polska? Choć wciąż bywa taniej, to przewaga gwałtownie topnieje. Potwierdza to inflacja Polska – od lutego 2022 roku ceny analizowanego koszyka wzrosły u nas aż o 32 proc. W tym samym czasie w Czechach było to 24 proc., a w Niemczech zaledwie 20 proc.
To dla nich prawdziwy szok.

Czytaj także: Niemiec przyjechał do Polski i złapał się za głowę. Jego nagranie to hit: "Żyjecie tu jak w przyszłości"
Mięso wciąż kusi, ale to już nie ten sam raj cenowy
Oczywiście, są produkty, dla których wciąż warto przekroczyć granicę. Polska pozostaje niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o ceny mięsa. Kilogram piersi z kurczaka w polskim Lidlu to wydatek 142 koron (ok. 25 zł), podczas gdy w Czechach cena szybuje do aż 220 koron (ok. 39 zł).
Podobnie jest z masłem, jabłkami, sokiem jabłkowym czy mlekiem. To jednak ostatnie bastiony polskiej taniości. Ogólny trend jest niekorzystny, a mit o taniej Polsce pęka na oczach naszych sąsiadów.
Lidl umywa ręce. "Polityka cenowa nie jest uzależniona"
Co na to sami zainteresowani? Czeski oddział Lidla w odpowiedzi na pytania dziennikarzy stwierdził krótko, że...
Polityka cenowa w Czechach nie jest uzależniona od rynków sąsiednich, które mają odmienną specyfikę.
Przedstawiciele dyskontu poszli o krok dalej, próbując podważyć metodologię całego eksperymentu.
Porównywanie standardowych cen między krajami nie jest miarodajne bez uwzględnienia akcji promocyjnych.
Innymi słowy: może i jest drogo, ale czasami mamy promocje.
Kto jest winny? Inflacja, VAT i wahania kursów walut
Skąd takie różnice i dlaczego Polska traci miano zakupowego eldorado? Wciąż mamy przewagę w postaci niższego VAT na żywność (5 proc. w Polsce wobec 12 proc. w Czechach i 7 proc. w Niemczech). Jednak to właśnie nad Wisłą ceny poszybowały w górę najmocniej.
Bolesną prawdę widać w portfelu. Jeszcze w marcu 2023 roku Czech mógł zaoszczędzić na takich zakupach w Polsce rekordowe 309 koron. Dziś, przez szalejący kurs walutowy, ta oszczędność skurczyła się do zaledwie 135 koron. To ponad dwa razy mniej!
Jednak za wysokimi cenami w Czechach stoi coś więcej. Tomáš Prouza, prezydent Związku Handlu i Turystyki, nie gryzie się w język i wskazuje na patologiczne praktyki wielkich koncernów.
Duzi dostawcy produktów markowych często uniemożliwiają czeskim sklepom zakupy w tańszych krajach UE.
Idealnym przykładem jest gigantyczna kara – 337,5 miliona euro – nałożona na firmę Mondelez za dokładnie takie działania.