Na dyplomatycznym froncie Europy poleciały iskry. Wołodymyr Zełenski publicznie oskarżył Viktora Orbána o celowe torpedowanie europejskich aspiracji Kijowa. Jednak za oficjalnym powodem, który podał ukraiński prezydent, kryje się znacznie głębszy spór, sięgający dekad wstecz i rozgrywający się o coś więcej niż tylko polityczne interesy.
Zełenski uderza w Orbána. "Robi to z jednego powodu"
Podczas szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Kopenhadze atmosfera była gęsta od napięcia. Prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski, nie zamierzał dłużej owijać w bawełnę. W otwartej konfrontacji wskazał palcem na tego, który jego zdaniem stoi na drodze jego kraju do europejskiej rodziny – premiera Węgier, Viktora Orbána. Zdaniem Zełenskiego, powód jest czysto polityczny i cyniczny.
Jak stwierdził, wszystko rozbija się o wewnętrzną grę na Węgrzech i nadchodzące wybory parlamentarne, które mają odbyć się w 2026 roku. Ukraiński przywódca nie pozostawił wątpliwości co do swoich intencji.
Mamy problemy z Węgrami, możemy o tym otwarcie mówić, ponieważ Viktor Orban ma wybory. Myślę, że ponieważ ma wybory, blokuje drogę potężnego kraju do Unii Europejskiej.
To oficjalna narracja Kijowa: Orbán, grając antyukraińską kartą, próbuje zbić kapitał polityczny na własnym podwórku, kosztem bezpieczeństwa całego kontynentu.

Wyborcza gra czy coś więcej? O co tak naprawdę toczy się spór
Czy jednak faktycznie chodzi tylko o wybory? Działania Budapesztu sugerują, że to coś więcej niż tylko tymczasowa taktyka. Za twardą retoryką Orbána kryją się bowiem jeszcze twardsze, ekonomiczne interesy. Kluczem do zrozumienia polityki Węgier jest bezpieczeństwo energetyczne Węgier, a konkretnie jedna, strategiczna magistrala – rurociąg "Drużba".
To właśnie tą rurą, według planów, do 2025 roku ma płynąć aż 80% ropy naftowej zużywanej na Węgrzech. Ropy pochodzącej, rzecz jasna, z Rosji. Dlatego każdy ukraiński atak dronem na rosyjską infrastrukturę naftową, który mógłby zagrozić tym dostawom, jest w Budapeszcie traktowany niemal jak wypowiedzenie wojny. Rząd węgierski nie przebiera w słowach, nazywając takie działania "bezpośrednim atakiem na bezpieczeństwo energetyczne Węgier" i określając je jako "skrajnie nieakceptowalne".
Kość niezgody, o której mało kto pamięta. Wszystko przez Zakarpacie
Pieniądze i ropa to jedno, ale Orbán w swojej grze wykorzystuje też stare, niezagojone rany. Kością niezgody, która zatruwa stosunki węgiersko-ukraińskie, jest Zakarpacie. Region ten przez setki lat był częścią Królestwa Węgier, a jego utrata na mocy traktatu w Trianon po I wojnie światowej do dziś jest dla Węgrów narodową traumą. Dziś na tym terenie, będącym częścią Ukrainy, żyje około 150-tysięczna mniejszość węgierska.
Iskrą, która na nowo rozpaliła ten historyczny konflikt, stała się ukraińska ustawa językowa z 2017 roku. Uderzyła ona prosto w serce węgierskiej tożsamości, drastycznie ograniczając nauczanie w językach mniejszości w szkołach. W praktyce oznaczało to de facto likwidację węgierskiego szkolnictwa. Dla Budapesztu był to cios wymierzony w rodaków i idealny pretekst, by przedstawić Ukrainę jako kraj łamiący europejskie standardy praw mniejszości.

Orbán nie jest sam? Co myślą inni Europejczycy
Choć metody Orbána są najbardziej radykalne, to warto pamiętać, że niechęć do błyskawicznego przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej nie jest tylko jego domeną. Badania Eurobarometru pokazują, że sceptycyzm jest obecny w całej Europie. Aż 64% Czechów, 50% Austriaków, 49% Niemców i 42% Polaków sprzeciwia się szybkiej akcesji Kijowa. Orbán po prostu najgłośniej mówi to, co po cichu myślą miliony.
Tymczasem Kijów, widząc europejskie wahanie, zaczyna szukać potężnych sojuszników gdzie indziej. Nieprzypadkowo Zełenski prowadzi rozmowy z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Tematem jest wsparcie USA i dostarczenie "systemu broni dalekiego zasięgu". To sygnał dla Europy: jeśli wy będziecie się kłócić, my znajdziemy sobie innego partnera do gry.

Kijów i Budapeszt na wojennej ścieżce. Na to tylko czeka Putin
Ten głęboko zakorzeniony konflikt ma dziś katastrofalne skutki. Każde weto Orbána, każda zablokowana transza pomocy i każde ostre słowo rzucone w stronę Kijowa to wymarzony prezent dla Władimira Putina. Otwarta wojna dyplomatyczna wewnątrz Unii Europejskiej to scenariusz, o którym na Kremlu mogli tylko marzyć. Napięcie między przywódcami jest już tak wielkie, że nikt nie gryzie się w język.
Prezydent Zełenski, zapytany o węgierskie pretensje dotyczące ataków na infrastrukturę energetyczną, skwitował całą sprawę z gorzką ironią, która najlepiej podsumowuje stan relacji obu państw.
Skoro Węgry są tak blisko z Rosją, to premier Orban może jechać z tymi pretensjami prosto do Putina...
Pytanie, które dziś zadają sobie dyplomaci w Brukseli, brzmi: czy Europie uda się zażegnać ten wewnętrzny kryzys, zanim jego skutki okażą się nieodwracalne dla losów wojny w Ukrainie? Czasu jest coraz mniej.