W polskiej polityce wybuchła nowa wojna, a polem bitwy stały się szkolne korytarze. Zaczęło się od głośnej decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który wypisał syna z nowego przedmiotu. Odpowiedź ministry edukacji Barbary Nowackiej była jednak nie tylko błyskawiczna, ale i niezwykle osobista. Ministra wyskoczyła, uderzając w publicznie znaną słabość Nawrockiego do "gum do żucia". To nie jest zwykła pyskówka – to wojna o przyszłość polskiej szkoły, w której hipokryzja stała się główną amunicją.
Nawrocki wypisuje syna z lekcji. Nowacka odpowiada jednym, celnym zdaniem
Wszystko zaczęło się od manifestu, który Karol Nawrocki opublikował w mediach społecznościowych. Prezydent RP, wcielając się w rolę obrońcy tradycji, ogłosił, że jego syn nie będzie uczestniczył w lekcjach edukacji zdrowotnej. Jego zdaniem nowy przedmiot szkolny to koń trojański lewicowej ideologii.
Pod niewinnie brzmiącą nazwą tego przedmiotu próbuje się przemycać do polskich szkół ideologię i politykę, a na to nie może być zgody. Szkoła to przede wszystkim miejsce nauki, ale także przestrzeń budowania szacunku do kultury, tradycji i wartości chrześcijańskich, z których wyrasta nasza cywilizacja.
Na reakcję Barbary Nowackiej nie trzeba było długo czekać. Ministra edukacji, znana z ciętego języka, odpowiedziała krótko i na temat, punktując ignorancję swojego politycznego oponenta. Ministra nie musiała pisać elaboratu. Wystarczyło jedno zdanie, by publicznie zarzucić prezydentowi ignorancję i działanie pod wpływem emocji, a nie faktów.
Zanim się wypisze, zawetuje, podpisze lub oburzy, naprawdę, warto czytać dokumenty!
"Gdybym chciała być złośliwa...". Ministra wbija szpilę w uzależnienie Nawrockiego
Prawdziwa bomba wybuchła jednak w wywiadzie dla Onetu, gdzie Barbara Nowacka postanowiła pójść o krok dalej. Zamiast wdawać się w ideologiczną dyskusję, wbiła Nawrockiemu szpilę, nawiązując do jego publicznego wizerunku i pewnego charakterystycznego nawyku.
Gdybym chciała być złośliwa, powiedziałabym, że na tych lekcjach promuje się między innymi walkę z uzależnieniami, tak, choćby, w kontekście snusów.
To zdanie nie było przypadkowe. Czytelnicy doskonale pamiętają sytuacje, w których kamery przyłapały Karola Nawrockiego na dyskretnym wkładaniu pod wargę woreczka nikotynowego, popularnie zwanego snusem. Taka scena miała miejsce chociażby podczas debaty prezydenckiej czy na 80. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Nowacka bezbłędnie wykorzystała ten fakt, by obnażyć słaby punkt prezesa IPN.
Tym jednym, złośliwym zdaniem Nowacka bezbłędnie obnażyła hipokryzję prezesa IPN. Polityk, który sam ma problem z nikotyną, grzmi przeciwko lekcjom, które mają przed nią chronić jego syna. Celniej się nie dało.
Czytaj także: Nawrocki nie chciał edukować syna, Imperatorka poedukowała Prezydenta
Edukacja o zdrowiu, czyli wróg numer jeden? O co ta cała wojna
Za całym tym zamieszaniem stoi nowy przedmiot szkolny – edukacja zdrowotna, która zastąpiła wychowanie do życia w rodzinie. Wbrew oskarżeniom prawicy, jego program nie skupia się na ideologii, lecz na praktycznej wiedzy. Podstawa programowa edukacji zdrowotnej obejmuje aż 11 obszarów tematycznych, w tym kluczowe dla młodzieży kwestie, takie jak zdrowie psychiczne w szkole, prawidłowe odżywianie, pierwsza pomoc czy aktywność fizyczna.
Szczególnie istotny, w kontekście sporu Nowacka-Nawrocki, jest moduł dotyczący profilaktyki uzależnień. Program ma za zadanie uświadamiać uczniów o zagrożeniach płynących nie tylko z alkoholu czy papierosów, ale również z nowych substancji, które zyskują popularność wśród młodzieży – takich jak właśnie snus. Okazuje się więc, że lekcje, przed którymi prezes IPN chciał "chronić" syna, mogłyby mu dostarczyć wiedzy na temat nawyków jego własnego ojca.
A co z głośnymi zarzutami o s3sualizację dzieci w szkole? Według ministry edukacji to zwykła dezinformacja. Jak tłumaczy Barbara Nowacka, temat ten pojawia się w programie tylko raz i to w kontekście profilaktyki. Chodzi o to, by nauczyć młodzież, jak bronić się przed presją kulturową, rozpoznawać manipulację w mediach i budować świadomość własnych granic.
Nowacka poszła o krok dalej, wybijając prawicy z ręki argument o braku patriotyzmu w nowym programie.
I szatana — na pewno. Dla prawicy jestem emanacją tych "lewackich" treści, a prawa do patriotyzmu mi odmawiają. Powiem im jedno: patriotyzm to nie tylko sytuacja, gdy ktoś przebije Polaka kulą na polu walki, ale także wtedy, gdy wiem, jak opatrzyć ranę koledze z tego pola. Albo jak mu pomóc po walce — jeśli ma zespół stresu pourazowego, jak go rozpoznać, jak zareagować. Tego właśnie uczymy na lekcjach edukacji zdrowotnej.
Nie tylko Nawrocki. Kto jeszcze boi się nowej lekcji w szkołach
Karol Nawrocki nie jest osamotniony w swojej krucjacie przeciwko edukacji zdrowotnej. Do chóru krytyków od miesięcy dołączał się także Episkopat, który aktywnie zachęcał rodziców do masowego wypisywania dzieci z zajęć. Argumentacja jest niemal identyczna – to ta sama konserwatywna narracja o obronie tradycyjnych wartości przed rzekomą "lewacką ideologią".
Na te zarzuty Barbara Nowacka również ma gotową odpowiedź, równie ostrą co ta skierowana do Nawrockiego. Riposta pod adresem biskupów dodaje całemu sporowi jeszcze więcej pazura i pokazuje, że ministra nie zamierza się cofać.
Episkopat powinien raczej zająć się masowymi rezygnacjami uczniów z lekcji religii, zamiast mścić się za zmniejszenie ich liczby.
Wygląda na to, że spór o edukację zdrowotną to tak naprawdę kolejna odsłona wojny kulturowej. Niestety, w tej politycznej bitwie, w której argumentami stają się ideologiczne etykiety i osobiste przytyki, na dalszy plan schodzi to, co powinno być najważniejsze – rzetelna wiedza i dobrostan polskich uczniów.

Nowacka bez złudzeń. "Ja na jego miejscu nie chwaliłabym się tym"
W rozmowie z Onetem ministra edukacji nie zostawiła na prezydencie suchej nitki, oceniając go nie tylko jako polityka, ale i jako ojca. Jej słowa pokazują, że nie ma złudzeń co do motywacji Nawrockiego.
W stosunku do prezydenta nie mam złudzeń — nie wziął jeszcze na siebie ciężaru odpowiedzialności za państwo. Czasami potrafi się odnaleźć, ale innym razem wciąż przemawia przez niego duch kampanii. Być może właśnie dlatego wypisał syna z zajęć edukacji zdrowotnej. Cóż — ja na jego miejscu nie chwaliłabym się tym, że nie wspiera się edukacji własnego dziecka.
Nowacka podkreśla, że decyzja prezydenta to nie tylko manifest polityczny, ale także policzek wymierzony nauczycielom i dowód na uleganie dezinformacji. To jawne podważanie kompetencji pedagogów, którzy mają realizować program napisany przez ekspertów.
Pan Nawrocki uderza tu także w nauczycieli — de facto wygłasza wobec nich wotum nieufności, kwestionując ich kompetencje. A przecież powinien być im wdzięczny za ich codzienną pracę. Albo uległ dezinformacji wokół lekcji edukacji zdrowotnej, albo ktoś bez podstawowej wiedzy był autorem tego wpisu.
Ministra edukacji całą burzę wokół nowego przedmiotu podsumowała jednak w jednym, miażdżącym zdaniu, które idealnie puentuje całą tę sytuację.
Jak ktoś nie wie, co tam jest, to wypisuje głupoty. Albo dziecko z przedmiotu.