Uroczysta msza z udziałem Karola Nawrockiego w amerykańskiej Częstochowie miała być podniosłym wydarzeniem. Zamiast tego zamieniła się w scenę jak z filmu akcji, gdy w samym środku nabożeństwa do ołtarza wtargnął fałszywy ksiądz. Służby wyprowadziły go w kilkanaście sekund, a wierni przecierali oczy ze zdumienia. Prawdziwy szok miał jednak dopiero nadejść. Gdy wyszło na jaw, kim jest tajemniczy intruz, wielu zaniemówiło.
W trakcie mszy z Nawrockim w USA służby nagle wyprowadziły "duchownego"
Wszystko wyglądało idealnie. W ławach duchowej stolicy amerykańskiej Polonii zasiadł prezydent Karol Nawrocki z małżonką, a także goście tacy jak Antoni Macierewicz i Jan Parys. Nikt nie przypuszczał, że spokojna, uroczysta liturgia, inaugurująca wizytę w USA, zostanie tak brutalnie przerwana.
Nagle, gdy msza trwała w najlepsze, tuż przy ołtarzu pojawił się mężczyzna w ornacie. Zanim wierni zdążyli zrozumieć, co się dzieje, jeden z prawdziwych kapłanów błyskawicznie zareagował i odciągnął intruza na bok.
Chwilę później przejęły go służby bezpieczeństwa. Cała akcja trwała kilkanaście sekund, ale wywołała ogromne poruszenie. Po chwili konsternacji nabożeństwo wznowiono, ale w powietrzu wisiało jedno pytanie: kim był ten człowiek?

Przeszłość fałszywego księdza, który wpadł na mszę z Nawrockim mrozi krew w żyłach
Fałszywy ksiądz to postać dobrze znana lokalnej Polonii, ale z zupełnie innej strony. Jak ustalił dziennikarz Michał Wodziński z portalu Fakt.pl:
Mężczyzna jest mieszkańcem Doylestown [...] W przeszłości miał na koncie zakłócanie religijnych nabożeństw, choć wcześniej nie przebierał się w strój liturgiczny.
Jednak zakłócanie mszy to wierzchołek góry lodowej. To, co odkryli dziennikarze Super Expressu, mrozi krew w żyłach. Intruz to prowokator doskonale znany amerykańskim organom ścigania. W 2013 roku ten sam człowiek, wówczas zidentyfikowany jako 44-letni Krzysztof W. z Pensylwanii, został aresztowany za... groźby wysadzenia w powietrze Białego Domu!

Jak donosiła wtedy stacja CBS Philadelphia, Krzysztof W. podszedł do agenta Secret Service i oświadczył, że w zaparkowanej nieopodal ciężarówce jest bomba. Akcja służb sparaliżowała okolicę, a alarm na szczęście okazał się fałszywy. Mężczyzna usłyszał jednak poważne zarzuty i trafił do aresztu.
Mimo groźnej przeszłości intruza, bezpieczeństwo prezydenta ani przez moment nie było zagrożone. Służby zadziałały wzorowo, a sam mężczyzna nie stawiał oporu.