Dyplomatyczne trzęsienie ziemi na Bliskim Wschodzie. Kluczowe państwa Zachodu – Kanada, Australia i Wielka Brytania – właśnie uznały niepodległość Palestyny, wywołując furię Izraela, który mówi o "absurdalnej nagrodzie za terror". To dopiero początek, bo do uznania szykuje się Francja, a w tle pojawiają się groźby aneksji Zachodniego Brzegu. Na naszych oczach pękają sojusze i zmienia się układ sił w regionie.
Kolejne mocarstwa mówią "tak". Palestyna zyskuje uznanie na Zachodzie
Dyplomatyczne domino ruszyło w niedzielę. Premier Kanady Mark Carney, jako pierwszy lider państwa z grupy G7, ogłosił historyczną decyzję o uznaniu suwerenności Palestyny, oferując "partnerstwo w budowaniu pokojowej przyszłości". W jego ślady natychmiast poszli premier Australii Anthony Albanese, wspierając "uzasadnione i od dawna pielęgnowane aspiracje narodu palestyńskiego", oraz brytyjski premier Keir Starmer, który zadeklarował, że jego celem jest "ożywienie nadziei na pokój". Decyzje te zapadły w cieniu trwającej od blisko dwóch lat brutalnej wojny w Strefie Gazy, która według danych ONZ pochłonęła życie ponad 65 tysięcy Palestyńczyków.
To jednak nie koniec, a zaledwie początek dyplomatycznej ofensywy. Już w poniedziałek swoją decyzję ma ogłosić Francja, a w kolejce czekają już Portugalia, Belgia i Luksemburg. To potężna fala, która sprawia, że Zachód, przez lata wstrzemięźliwy, zaczyna mówić jednym głosem z resztą świata. W ten sposób liczba krajów uznających Palestynę przekroczyła 150, co jest potężnym sygnałem dyplomatycznym dla Izraela.
Izrael odpowiada ogniem. Netanjahu: "To zagraża naszemu istnieniu"
Odpowiedź Izraela była natychmiastowa i bezkompromisowa. Premier Benjamin Netanjahu w ostrych słowach potępił decyzje zachodnich liderów, oskarżając ich o nagradzanie terroryzmu po masakrze z 7 października 2023 roku.
Mam jasny przekaz dla przywódców, którzy uznają państwo palestyńskie po straszliwej masakrze z 7 października: nagradzacie terror ogromną nagrodą. Mam dla was jeszcze jedno przesłanie: to się nie wydarzy. Nie będzie państwa palestyńskiego na zachód od rzeki Jordan.
Gniew premiera podzielają inni izraelscy politycy. Minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir zapowiedział, że na najbliższym posiedzeniu rządu poruszy kwestię aneksji Zachodniego Brzegu. To sygnał, że reakcja Izraela nie ograniczy się do słów i może doprowadzić do kolejnej, dramatycznej eskalacji w regionie.

Czytaj także: Eurowizja na krawędzi rozłamu! Hiszpania stawia ultimatum: "Nie możemy udawać, że nic się nie dzieje"
W tle wojna w Gazie i oskarżenia o ludobójstwo
Decyzje zachodnich mocarstw nie zapadają w próżni. Są one bezpośrednią konsekwencją trwającej od 7 października 2023 roku wojny, która rozpoczęła się od brutalnego ataku Hamasu na Izrael. Zginęło w nim około 1200 osób, a 251 zostało porwanych. Odpowiedź Izraela była jednak druzgocąca – w wyniku działań odwetowych w Strefie Gazy zginęło ponad 65 tys. Palestyńczyków, a komisja śledcza ONZ oskarżyła Izrael o dopuszczenie się ludobójstwa. Choć Izrael stanowczo odrzuca te zarzuty, rosnąca presja międzynarodowa i katastrofa humanitarna w Gazie zmusiły część państw do radykalnej zmiany stanowiska.
Europa podzielona, a USA dystansują się od sojuszników
Podczas gdy część Zachodu idzie za ciosem, inni pozostają sceptyczni. Niemcy i Włochy, kluczowi członkowie Unii Europejskiej, oświadczyły, że na razie nie zamierzają uznać suwerenności Palestyny. Ich zdaniem taki krok powinien być elementem końcowym negocjacji pokojowych, a nie jednostronnym aktem. Z kolei Japonia kategorycznie odmawia, chcąc utrzymać dobre stosunki ze Stanami Zjednoczonymi.
Tymczasem USA, największy sojusznik Izraela, z dezaprobatą patrzą na decyzje swoich najbliższych partnerów – Kanady, Australii i Wielkiej Brytanii. Waszyngton krytykuje "działania jednostronne", podkreślając, że trwałe rozwiązanie konfliktu wymaga bezpośredniej współpracy z Izraelem. Ten dyplomatyczny zgrzyt pokazuje rosnącą izolację krajów, które zdecydowały się na uznanie Palestyny, od stanowiska Białego Domu.

Czytaj także: Cała Polska grzmi, jak syn Kowalewskiego zwyzywał Edytę Pazurę
Co to zmienia dla Palestyńczyków? "Krok, którego nie da się cofnąć"
Dla strony palestyńskiej decyzje zachodnich mocarstw to historyczny moment. Szefowa MSZ Autonomii Palestyńskiej, Warsen Achabekjan, określiła je jako zwrotny punkt w dążeniach do niepodległości.
To uznanie z pewnością nie ma charakteru symbolicznego. To praktyczny, namacalny i nieodwracalny krok, który muszą podjąć państwa, jeżeli zależy im na utrzymaniu rozwiązania dwupaństwowego.
Chociaż uznanie państwowości Palestyny nie zmienia z dnia na dzień tragicznej sytuacji humanitarnej w Strefie Gazy ani statusu okupacji na Zachodnim Brzegu, jest potężnym gestem dyplomatycznym. Daje Palestyńczykom silniejszą pozycję na arenie międzynarodowej, w tym na forum ONZ, i może stać się kluczowym narzędziem w przyszłych negocjacjach pokojowych. To sygnał dla Izraela, że świat traci cierpliwość, a idea dwóch państw wciąż pozostaje na stole.