Spór w polskiej prawicy weszła na zupełnie nowy poziom. Lider Konfederacji Sławomir Mentzen publicznie uderzył w Prawo i Sprawiedliwość, oskarżając partię o "bezczelność", która go zaskoczyła. Wszystko przez jedno głosowanie w Sejmie, które rozpętało polityczne piekło i może pogrzebać jakiekolwiek marzenia o przyszłej koalicji.
"PiS-owska bezczelność mnie zaskoczyła". Co tak rozwścieczyło lidera Konfederacji?
Lider Konfederacji, Sławomir Mentzen, odpalił polityczną bombę. W sobotę na swoich mediach społecznościowych nie zostawił na politykach Prawa i Sprawiedliwości suchej nitki, a jego ostre słowa odbiły się echem w całej polskiej polityce. Cała afera jest reakcją na lawinę oskarżeń, jaka spadła na niego po sejmowym głosowaniu.
Wiele już widziałem, ale tym razem PiS-owska bezczelność mnie znowu zaskoczyła. Od wczoraj posłowie i komentatorzy związani z PiS próbują mi wmówić, że popieram banderyzm, bo zagłosowałem przeciwko ich poprawce do ustawy o wspieraniu Ukrainy, która ograniczała wolność słowa o promowanie banderyzmu.
Burza rozpętała się po tym, jak Mentzen, jako jedyny poseł swojego klubu, zagłosował przeciwko poprawce PiS, która miała wprowadzić kary za propagowanie banderyzmu. Reakcja partii Jarosława Kaczyńskiego była natychmiastowa – politycy i sprzyjający im komentatorzy okrzyknęli lidera Konfederacji zwolennikiem kontrowersyjnej ideologii. Tego dla Mentzena było już za wiele.

Hipokryzja czy polityczna gra? Mentzen punktuje PiS za 8 lat rządów i "służenie narodowi ukraińskiemu"
W swoim wpisie Sławomir Mentzen zarzucił Prawu i Sprawiedliwości skrajną hipokryzję. Jego zdaniem partia, która przez osiem lat swoich rządów nie zrobiła nic, by prawnie uregulować kwestię banderyzmu, nagle przypomniała sobie o problemie, gdy znalazła się w opozycji. Lider Konfederacji uderzył w najczulszy punkt, wypominając PiS-owi ich wcześniejszą politykę wobec wschodniego sąsiada.
Mieliście 8 lat na przeprowadzenie tych zmian w prawie. Nie zrobiliście tego. O Banderze przypomnieliście sobie dopiero teraz, gdy już znaleźliście się w opozycji. Wcześniej twierdziliście, że jesteście sługami narodu ukraińskiego. Tolerowaliście to, że Ukraina dalej czci Banderę. Nie zwracaliście im na to uwagi. Nazywaliście czcicieli Bandery swoimi przyjaciómi. Nie zrobiliście nic, żeby zmusić Ukrainę do zmiany postępowania. Chcieliście, żeby razem z Banderą Ukraina weszła do UE i NATO.
Mentzen dodał, że sam wielokrotnie narażał się, krytykując kult Stepana Bandery, m.in. podczas podróży do Lwowa, za co miał otrzymywać groźby śmierci. "Ale według pisowskich przygłupów, to ja jestem przyjacielem banderyzmu" – skwitował gorzko.
"Każdy ma prawo zrobić z siebie kretyna". Zaskakująca obrona Mentzena
Dlaczego więc Mentzen zagłosował przeciwko poprawce, która na pierwszy rzut oka wydaje się słuszna? Jak tłumaczy, powodem nie było poparcie dla banderyzmu, ale wierność jego żelaznej zasadzie – absolutnej wolności słowa, wzorowanej na amerykańskich standardach. Polityk przyznał, że byłby hipokrytą, gdyby nagle zmienił swoje wieloletnie poglądy.
To tyle o PiS-owskiej bezczelności. A dlaczego zagłosowałem przeciwko? Bo od lat wielokrotnie powtarzałem, że jestem za pełną wolnością słowa w stylu amerykańskim. Chciałbym, żeby każdy mógł głosić najbardziej absurdalne nawet opinie, z którymi w życiu bym się nie zgodził.
Swoją filozofię wyjaśnił jeszcze dobitniej, stwierdzając, że każdy powinien mieć prawo do publicznego ośmieszenia się, głosząc poglądy, które go kompromitują.
Uważam, że każdy powinien mieć prawo do publicznego zrobienia z siebie kretyna, z czego często politycy i komentatorzy zresztą korzystają. Każdy powinien mieć prawo do publicznego głoszenia poglądów, które powinny go wykluczać z grona osób cywilizowanych, a z pewnością do takich poglądów należy banderyzm.