Wydawałoby się, że po opuszczeniu Pałacu Prezydenckiego Andrzej Duda z radością wróci za kierownicę. Nic bardziej mylnego. Były prezydent w szczerej rozmowie ujawnił powód, który od miesięcy nie daje spokoju Polakom, a jego wyznanie jest bardziej prozaiczne, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Wszyscy myśleli, że to ochrona. Prawdziwy powód, dla którego Duda nie prowadzi, jest banalny do bólu
Wyobraź sobie: przez 10 lat, jako głowa państwa, nie możesz nawet dotknąć kierownicy własnego samochodu. Taka właśnie była rzeczywistość Andrzeja Dudy. Przez dwie kadencje to Służba Ochrony Państwa (SOP) decydowała o każdym metrze jego podróży. Teraz, po powrocie do Krakowa, ten zakaz zniknął, a Polacy zaczęli spekulować, kiedy zobaczą byłego prezydenta za kółkiem.
Odpowiedź, której udzielił Danielowi Nawrockiemu w WPolsce24, jest tak zaskakująca w swojej prostocie, że aż trudno w nią uwierzyć. Zapomnijcie o tajnych procedurach i prezydenckich zakazach. Prawda jest o wiele bardziej... ludzka.
Dlaczego jeszcze nie jechałem? No nie wiem, jakoś nie mogę się zebrać. Zresztą cały czas mam auto i tak jest, że poziom ochrony już wprawdzie został obniżony w związku z moim odejściem z bieżącego wykonywania urzędu i zakończeniem misji prezydenckiej.
Były prezydent Polski wyjaśnił, że choć wciąż towarzyszą mu funkcjonariusze SOP w ramach dożywotniej ochrony, to nie oni stanowią przeszkodę. Decyzja należy wyłącznie do niego, a on... po prostu się waha.
Ale byli prezydenci w Polsce mają ochronę do końca życia, przy czym zmniejszana ona jest w takich etapach i w tej chwili jestem właśnie w tym momencie troszkę obniżonego poziomu ochrony, ale panowie oficerowie, którzy zajmują się tą ochroną, są nadal ze mną, więc przymierzam się...

Zamiast za kółko, woli budować garderoby. "Mam dużo zajęć"
Skoro to nie procedury bezpieczeństwa, to co tak naprawdę absorbuje uwagę byłego prezydenta? Odpowiedź jest bardziej przyziemna, niż można by się spodziewać. Andrzej Duda przyznał, że po przeprowadzce do Krakowa rzucił się w wir domowych obowiązków i to one całkowicie go pochłaniają.
Okazuje się, że największym wrogiem powrotu byłego prezydenta za kółko nie są procedury SOP, a... kartony z przeprowadzki i szwedzkie meble do skręcania. Zamiast planować pierwsze trasy samochodem, Andrzej Duda planuje logistykę prac domowych i z dumą przyznaje, że jego nową pasją stało się majsterkowanie.
Dużo robót domowych wykonuję sam, takich powiedzmy z zakresu wystroju wnętrza. Tak, buduję garderoby i tak dalej. Robię to sam z takich różnych systemów. (...) Tę logistykę planuję sam, zresztą w konsultacji z żoną.
Wygląda na to, że składanie mebli jest obecnie dla byłej głowy państwa zadaniem bardziej absorbującym niż opanowanie na nowo sprzęgła i gazu. Jak sam przyznał, to właśnie te nowe obowiązki, które dzieli z małżonką, Agatą Kornhauser-Dudą, są oficjalnym powodem odkładania powrotu za kierownicę.
Przyznam szczerze, że mam dużo zajęć i jakoś nie było do tej pory czasu, żeby poświęcić czas temu powrotowi do kierownicy.