"Mam nadzieję, że moja prezydentura przywróci wiarę w składane obietnice" – grzmiał Karol Nawrocki. Te słowa nie przetrwały nawet pierwszej doby. Już na starcie nowy prezydent złamał sześć kluczowych obietnic, a zamiast zapowiadanych ustaw jest wielkie rozczarowanie. Co gorsza, to tylko wierzchołek góry lodowej. Lista jego zobowiązań jest porażająco długa i liczy aż 71 pozycji.
"Pierwszego dnia złożę 6 ustaw". Z obietnicy zostały tylko słowa
Kampania wyborcza Karola Nawrockiego opierała się na konkretach i twardych terminach. Najważniejsza deklaracja dotyczyła pierwszego dnia urzędowania. Na swojej stronie internetowej kandydat zapewniał:
Pierwszego dnia mojej prezydentury złożę projekt obniżenia VAT do 22 proc. oraz pakiet zmian podatkowych.
W sumie 6 sierpnia 2025 roku do Sejmu miało trafić aż sześć gotowych projektów ustaw. To był prawdziwy pakiet ud8rzeniowy.
Na liście znalazły się prawdziwe hity, które miały odmienić portfele Polaków:
- Wprowadzenie zerowego PIT dla rodzin z co najmniej dwójką dzieci (PIT 0%).
- Podwyższenie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł.
- Likwidacja znienawidzonego podatku Belki od zysków kapitałowych.
- Wprowadzenie ulgi prorodzinnej dla przedsiębiorców.
- Obniżenie stawki VAT z 23% do 22%.
- Gwarancja waloryzacji emerytur o co najmniej 150 zł.
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Jak bezlitośnie podsumował portal Demagog, który wziął pod lupę pierwsze godziny nowej prezydentury:
Dzisiaj jest 7 sierpnia, a do Sejmu nie trafił ani jeden projekt ustawy. Prezydent Nawrocki nie zrealizował więc w terminie żadnej z sześciu obietnic.
To nie tylko falstart. To zimny prysznic dla wyborców i dowód na to, że prezydenckie słowa o "przywracaniu wiary w obietnice" już po kilkudziesięciu godzinach okazały się pustosłowiem.

Plan 21 to tylko przykrywka. Prezydent obiecał znacznie więcej
Choć w kampanii najgłośniej było o programie "Plan 21", nawiązującym do historycznych postulatów, była to tylko marketingowa zasłona dymna. Dziennikarze śledczy z serwisu Konkret24 wykonali tytaniczną pracę i policzyli wszystkie zobowiązania nowego prezydenta. Wynik jest szokujący – Karol Nawrocki złożył w sumie aż 71 konkretnych obietnic!
Skąd ta porażająca liczba? Nowy prezydent Polski w drodze po władzę obiecywał niemal wszystko i niemal wszystkim. Podpisywał zobowiązania z NSZZ "Solidarność", deklarację leśno-przyrodniczą, przyjmował postulaty stowarzyszenia TakDlaCPK, a nawet zawarł umowę ze Sławomirem Mentzenem, znaną jako "deklaracja toruńska". Ta sieć powiązań i obietnic, często wzajemnie sprzecznych, już na starcie tworzy polityczną pułapkę.
Najlepszym dowodem na polityczny szpagat są obietnice dotyczące Zielonego Ładu. W "Planie 21" Nawrocki twardo zapisał jego wypowiedzenie, by chwilę później, w umowie z "Solidarnością", obiecać... referendum w sprawie jego implementacji. Jak można jednocześnie coś likwidować i pytać o zgodę na wdrożenie? To pytanie, które obnaża chaos w programie prezydenta, pozostaje bez odpowiedzi.

Tłumaczenia Kancelarii Prezydenta. "Prezydent nie ma takiej sprawczości"
Gdy okazało się, że szumne zapowiedzi zderzyły się z sejmową rzeczywistością, otoczenie prezydenta rozpoczęło festiwal kuriozalnych tłumaczeń. Szef Kancelarii Prezydenta, Zbigniew Bogucki, wypalił wprost, że "oczywiście pan prezydent nie ma takiej sprawczości, aby to przegłosować w Sejmie". To wyznanie każe zadać fundamentalne pytanie: czy prezydent, składając tak kategoryczne obietnice, nie wiedział, że nie ma narzędzi do ich realizacji, czy też świadomie wprowadzał wyborców w błąd?
Podobnie kluczył szef gabinetu prezydenta, Paweł Szefernaker, który zapewniał, że projekty pojawią się "w pierwszych dniach", a niekoniecznie pierwszego dnia. To zimny prysznic dla wyborców, zwłaszcza w kontekście najbardziej spektakularnej obietnicy – obniżki rachunków za prąd o 33% w ciągu pierwszych 100 dni prezydentury. W Augustowie Nawrocki grzmiał:
Gwarantuję państwu, że w ciągu swoich pierwszych stu dni od objęcia urzędu prezydenta Rzeczpospolitej wprowadzę z pełną determinacją plan 'Prąd 33 procent'.
Tymczasem jego własny minister już teraz sugeruje, że prezydent nie ma do tego narzędzi.
"Czekamy, Panie Prezydencie". Internet nie zapomina i punktuje
Pierwsze potknięcia prezydenta nie umknęły uwadze opinii publicznej. Internet, który nigdy nie zapomina, natychmiast zaczął rozliczać głowę państwa z pustych słów. Media społecznościowe zalała fala ironicznych i krytycznych komentarzy, które pokazują skalę rozczarowania.
Zgodnie z zapowiedziami Karola Nawrockiego z kampanii wyborczej, najpóźniej do 14 listopada będziemy płacić rachunki za prąd niższe o 1/3. Nowy prezydent dał sobie na to maksymalnie 100 dni
– przypomina jeden z użytkowników serwisu X. Inny dodaje krótko, ale dobitnie: "Czekamy, Panie Prezydencie. Ma Pan 100 dni".
Prezydent chciał przywrócić wiarę w politykę, a na razie udowadnia, że stare, cyniczne zasady wciąż mają się dobrze. Zegar tyka, a internet, w przeciwieństwie do polityków, ma doskonałą pamięć. I będzie punktował każdą kolejną niespełnioną obietnicę.