Gdy cała Polska żyła skandalicznym ułaskawieniem Roberta Bąkiewicza, prezydent Andrzej Duda po cichu podpisał jeszcze jeden akt łaski. Okazuje się, że tego samego dnia darowano karę kobiecie skazanej za poważne oszustwa finansowe. Co najbardziej szokujące? Prezydent, niczym udzielny książę, kompletnie zignorował negatywne opinie sądu i Prokuratora Generalnego Adama Bodnara, udowadniając po raz kolejny, że jego wola stoi ponad prawem.
Informacja o drugim ułaskawieniu, które Andrzej Duda podpisał 11 lipca 2025 roku, to coś więcej niż ciekawostka z ostatnich dni jego prezydentury. To dowód na pewien schemat działania, który obserwowaliśmy przez całą dekadę. W cieniu medialnej burzy wokół lidera narodowców, po cichu i bez rozgłosu, w Pałacu Prezydenckim zapadła kolejna decyzja, która pokazuje, jak prezydent rozumie swoją rolę. A rozumie ją tak, że gdy chce kogoś ocalić, opinie prawników nie mają dla niego żadnego znaczenia.
Dwie pieczenie na jednym ogniu: kogo jeszcze ułaskawił prezydent
Drugą bohaterką prezydenckiego aktu łaski jest pracowniczka naukowa Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie o inicjałach K.Z. Nie chodziło o drobne przewinienie. Kobieta została prawomocnie skazana za oszustwo (art. 286 K.k.) i fałszerstwo dokumentów (art. 270 K.k.). Wyrok zapadł za wyłudzenie od publicznej uczelni kwoty 51 000 zł.
Jak informuje Prokuratura Krajowa, przestępstwo polegało na tym, że skazana, działając w sposób ciągły, wprowadzała uczelnię w błąd co do ponoszonych wydatków. W efekcie została skazana na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywnę. Wyrok uprawomocnił się 6 lutego 2025 roku. Jednak karze nie było jej dane w pełni sprostać.

Sąd i Bodnar byli na "nie". Duda zignorował wszystkich
Droga skazanej do wolności od kary przypominała drogę przez mękę, ale tylko na początku. K.Z. najpierw zwróciła się z prośbą do sądu, który sprawę rozpatrzył i... wydał opinię negatywną, pozostawiając wniosek bez dalszego biegu. To jednak nie zniechęciło kobiety, która 5 kwietnia 2025 roku skierowała pismo bezpośrednio do prezydenta. Tu droga przez mękę się skończyła. Andrzej Duda wszczął postępowanie z urzędu i przekazał sprawę do zaopiniowania Prokuratorowi Generalnemu.
Stanowisko Adama Bodnara było jednoznaczne. Jak czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej, był on przeciwny zastosowaniu prawa łaski.
Po zapoznaniu się z aktami w dniu 9 lipca 2025 r. prokurator generalny przesłał akta sprawy do Kancelarii Prezydenta ze swoim negatywnym stanowiskiem co do zastosowania prawa łaski, uzasadniając to charakterem i okolicznościami popełnionego przestępstwa, a także brakiem okoliczności życiowych i osobistych po stronie skazanej, które mogłyby wpłynąć na decyzję o ułaskawieniu.
Dwie negatywne opinie od kluczowych organów prawnych – sądu i prokuratury – nie zrobiły na prezydencie najmniejszego wrażenia. Dwa dni później, 11 lipca, podpisał ułaskawienie, skracając kobiecie okres próby i zacierając skazanie.
Prezydent tłumaczy się "dorobkiem naukowym". To wystarczyło
Jak Kancelaria Prezydenta tłumaczy tę zdumiewającą decyzję? Oficjalne uzasadnienie brzmi jak laurka, a nie ocena czynu karalnego. W komunikacie czytamy, że prezydent, podejmując decyzję, miał na uwadze m.in. "dorobek naukowy i pozytywną opinię środowiskową" oraz "incydentalny charakter czynu".
Trudno oprzeć się wrażeniu, że te mgliste argumenty nijak mają się do twardych faktów: prawomocnego wyroku za oszustwo finansowe na szkodę publicznej instytucji i jednoznacznie negatywnych opinii prawników. Wygląda na to, że w oczach prezydenta profesorska toga może z powodzeniem przeważyć togę sędziowską.

Ułaskawienia w stylu Dudy: Od deliktu konstytucyjnego po "sprawy rodzinne"
Prezydentura Dudy zaczęła się od złamania zasad – głośnego ułaskawienia Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, zanim ich wyrok stał się prawomocny. Wielu prawników uznało to za delikt konstytucyjny i bezprecedensową ingerencję w kompetencje sądów. Jak się okazało, był to zaledwie przedsmak tego, jak głowa państwa zamierza korzystać ze swojej prerogatywy.
Najbardziej szokującym przykładem był jednak akt łaski dla mężczyzny skazanego za gw@ł* i zn8canie się nad ni8letnią córką. Gdy sprawa wywołała oburzenie, Andrzej Duda tłumaczył się na Twitterze w kuriozalny sposób, że "To sprawa rodzinna". Jak widać, dla prezydenta prz8moc i mol8stowanie ni8letniej to po prostu "sprawa rodzinna".
Ułaskawienie za Bąkiewicza i pracownicę AGH to idealne klamry spinające dekadę rządów, w której prezydenckie prawo łaski stało się narzędziem politycznej samowoli. Od deliktu konstytucyjnego na starcie, przez bagatelizowanie prz8mocy wobec dzieci, aż po ciche załatwianie spraw na finiszu. Styl Andrzeja Dudy pozostał niezmienny do samego końca.