Jarosław Jakimowicz czuje się porzucony przez Andrzeja Dudę, więc ruszył na poszukiwanie nowego protektora. Skazany za nazwanie aktywistów KOD niewybrednymi słowy, teraz całą nadzieję pokłada w prezydencie elekcie, Karolu Nawrockim. Były gwiazdor TVP liczy, że "chłopak z krwi i kości" okaże się "bardziej charakterny" i załatwi to, czego nie chciał zrobić Duda.
"Zostałem sam". Jakimowicz gorzko o Dudzie, od którego nie doczekał się pomocy
Wszystko zaczęło się od słów, które kosztowały go 15 tysięcy złotych i status prawomocnie skazanego. W lutym 2020 roku w programie "Jedziemy" na antenie TVP Info, Jarosław Jakimowicz nazwał protestujących aktywistów KOD "obrzydliwą h0ł0tą". Sąd nie miał wątpliwości i skazał go na 10 tys. zł grzywny oraz 5 tys. zł na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża.
To zresztą nie jedyna jego batalia sądowa z Komitetem Obrony Demokracji. Wcześniej zapadł na niego wyrok za zniesławienie, gdy na antenie rzucił, że ma "kumpla, który za tarzanie się po ziemi w pierwszej linii demonstracji KOD dostaje 150 zł". Mimo to Jakimowicz był przekonany, że broniąc urzędu prezydenta, może liczyć na jego wsparcie. Srodze się zawiódł.
Wtedy myślałem, że staną za mną murem. (...) Byłem przekonany, że prezydent mnie ułaskawi. Pisałem do Kancelarii Prezydenta wielokrotnie, prosiłem, tłumaczyłem. I nic. Tymczasem ułaskawiano innych – Ziemkiewicza, Ogórek, wielu ludzi z telewizji. A ja zostałem sam, chociaż robiłem to w jego obronie.

Jakimowicz twierdzi, że z Kancelarii Prezydenta dostał nieoficjalny sygnał, że problemem jest jego prywatna wizyta na Białorusi.
Byłem na Białorusi, na grobach moich dziadków w dawnym polskim mieście Grodno. Nie mogę być? To jest dla mnie coś obrzydliwego
– żalił się w rozmowie z portalem Plejada.
Nowa nadzieja w Karolu Nawrockim. "Chłopak z krwi i kości"
Gdy okazało się, że u Andrzeja Dudy może liczyć co najwyżej na głuche milczenie, Jakimowicz błyskawicznie znalazł nowy obiekt westchnień. Niedawno widziano go z czerwoną teczką w Kancelarii Prezydenta, gdzie "w przelocie" spotkał się z prezydentem elektem. Choć rozmowa była krótka, bo Karol Nawrocki był "bardzo zajęty", to wystarczyło, by Jakimowicz namaścił go na swojego wybawcę.
Były gwiazdor TVP nie kryje, że to w Nawrockim widzi szansę na załatwienie swojej sprawy. O nowym prezydencie mówi z entuzjazmem, którego wyraźnie brakuje mu, gdy wspomina Dudę.
Prezydent Karol Nawrocki to jest chłopak z krwi i kości. Myślę, że będzie dużo bardziej charakterny niż Duda i pomoże mi w tej sytuacji
– deklaruje. Jakimowicz nie waha się przy tym wbijać Dudzie personalnych szpil. W rozmowie z Faktem rzucił złośliwie:
Jeżeli zakochany w Ukrainie prezydent Duda nie będzie chciał pomóc polskiemu patriocie, który bronił go zawsze i wszędzie, to będę próbował u pana Nawrockiego.

Jakimowicz uderza w byłych kolegów. "To jest jakaś żenada"
Rozgoryczenie Jakimowicza nie dotyczy tylko jego własnego wyroku za znieważenie. Celebryta z pogardą patrzy na to, jak Andrzej Duda traktuje innych ludzi z dawnego obozu władzy. Za "żenadę" i "obciach" uznał niedawne przyznanie wysokich odznaczeń państwowych m.in. Magdalenie Ogórek i braciom Karnowskim.
Widać, że czuje się zdradzony przez środowisko, które – jego zdaniem – zostawiło go na lodzie, podczas gdy inni cieszyli się przywilejami. Mimo to nie zamierza się poddawać i zapowiada dalszą walkę o swoje racje, nawet jeśli przysparza mu to kolejnych problemów.
Jeżeli nie pomoże – trudno – ja nie uchylę się przed mówieniem prawdy i nie będę przed nikim klęczał, bo tak wypada
– zapewnia buńczucznie.
Pozostaje tylko pytanie, czy Karol Nawrocki zechce wysłuchać próśb "charakternego" patrioty, któremu drzwi przed nosem zamknął jego poprzednik.