Wszyscy myślą, że znają Karola Nawrockiego – polityka i historyka, który właśnie wygrał wybory prezydenckie. Jednak jego pierwszy trener boksu, Henryk Rychłowski, ujawnił prawdę o jego charakterze i umiejętnościach, które wyniósł z ringu wprost do wielkiej polityki. To, co powiedział, rzuca zupełnie nowe światło na prezydenta-elekta.
Trener ujawnia, jakim bokserem był Nawrocki
Zanim Karol Nawrocki, wspierany przez PiS, pokonał w drugiej turze wyborów Rafała Trzaskowskiego, zdobywając 50,89% głosów, jego areną był bokserski ring. Do treningów w legendarnym klubie Stoczniowiec Gdańsk namówił go wujek, Waldemar Nawrocki. Jednak to pod okiem swojego pierwszego trenera, Henryka Rychłowskiego, przyszły prezydent szlifował talent. Okazuje się, że w ringu był wyrachowanym strategiem, a nie porywczym osiłkiem.
Jego styl walki był daleki od bezmyślnej agresji. Był mańkutem, co już samo w sobie stanowiło problem dla rywali, ale jego prawdziwą bronią była inteligencja i technika.
Oj, ciosy z obu rąk miał świetne. Jego specjalność to był lewy hak pod wątrobę i prawy sierp. Miał naprawdę widowiskowy styl – zejście w prawo, potem seria haków i sierpów. Tym zaskakiwał przeciwnika. Super to wyglądało.
– wspomina w rozmowie z Faktem Henryk Rychłowski.
Trener podkreśla, że kluczem do sukcesów Nawrockiego był spokój i umiejętność analizy. Zamiast rzucać się do ataku, wolał rozgrywać walkę jak partię szachów.
Nie był zadziorny. Raczej był spokojny. Wiedział, jak rozegrać walkę, żeby wykończyć przeciwnika bez niepotrzebnej agresji. To była przemyślana praca
– dodaje Rychłowski, nazywając boks "ringowymi szachami".

Nagle wszystko się skończyło. Dlatego Nawrocki rzucił boks
Karol Nawrocki miał wszystko, by zostać gwiazdą polskiego boksu. Zdobył mistrzostwo Wybrzeża, a w 2004 roku sięgnął po Puchar Polski juniorów. Wydawało się, że droga do zawodowej kariery stoi przed nim otworem, ale wtedy jego plany zostały brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość.
Na przełomie wieków polski boks amatorski pogrążył się w chaosie. Młody, utalentowany pięściarz stanął przed trudnym wyborem.
Nadszedł taki moment, kiedy wszystko zaczęło się rozpadać. System bokserski w Polsce się posypał. Kluby likwidowano
– gorzko wspomina jego trener.
Wtedy Nawrocki podjął kluczową decyzję. Zamiast niepewnej przyszłości w upadającej dyscyplinie, postawił na edukację. Jak przyznaje Rychłowski, to była ogromna strata dla sportu.
Miał potencjał, ale niestety, wszystko się rozpadło. Nie było już klubu i nie było gdzie trenować
– kwituje.

Wujek Nawrockiego o aferach. "Karol to wojownik"
Bokserska przeszłość to nie jedyny "sekret" prezydenta-elekta. W trakcie zaciętej kampanii wyborczej media przypomniały o znacznie bardziej kontrowersyjnych epizodach z jego życia. Chodziło między innymi o doniesienia, jakoby w 2009 roku, jako pracownik IPN, brał udział w kibolskiej ustawce między Lechią Gdańsk a Lechem Poznań.
Na tym nie koniec. Pojawiły się również informacje, że w 2000 roku, pracując jako ochroniarz w luksusowym Grand Hotelu w Sopocie, miał pośredniczyć w sprowadzaniu prostytutek dla hotelowych gości. Jak na te zarzuty reagowało otoczenie Nawrockiego? Głos zabrał jego wujek, Waldemar Nawrocki.
Trzeba z tym żyć. Tak jak mówiłem, Karol to jest wojownik, jest silny i nie przejmował się tym.
– skwitował w rozmowie z Super Expressem, odnosząc się do "brudnych zagrań" w kampanii.
To, czego nauczył się w ringu, dziś wykorzystuje w polityce
Choć kariera sportowa została przerwana, umiejętności zdobyte w ringu okazały się bezcenne. Pierwszy trener Nawrockiego nie ma wątpliwości, że lekcje z sali treningowej ukształtowały go jako człowieka i polityka. To właśnie tam nauczył się cech, które wyniosły go na najwyższy urząd w państwie.
Zdolność do "czytania" rywala, zachowanie spokoju pod presją i metodyczne dążenie do celu stały się jego znakiem rozpoznawczym.
Konsekwencja w działaniu. I przewidywanie ruchów przeciwnika. To się bardzo przydaje. Nie wiem, czy polityka działa tak samo jak sport, ale wiem, że będzie dążył do celu. Jako były sportowiec ma w sobie to, co potrzebne, żeby osiągać cele.
– analizuje Henryk Rychłowski.