Zbigniew Ziobro nie zamierza składać broni. Nowy minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ledwo zdążył wejść do gabinetu, a już dostał od swojego poprzednika ultimatum z tykającym zegarem. Na odpowiedź Donalda Tuska nie trzeba było długo czekać, a jego słowa zapowiadają polityczną wojnę totalną.
Ziobro grozi prokuraturą. "Ma czas do piątku"
Zbigniew Ziobro przeszedł do frontalnego @t@ku, nie dając nowemu ministrowi nawet chwili wytchnienia. Zwołał konferencję prasową i od razu ud*rzył w najczulsze punkty, nie stroniąc od osobistych wycieczek.
Czego można się spodziewać po człowieku, który domagał się zwrotu alimentów od własnego dziecka?
– pytał retorycznie, pokazując, że w tej w0jnie nie będzie żadnych zasad. Były Minister Sprawiedliwości przywoływał głośną sprawę sprzed lat, gdy Waldemar Żurek – po obniżeniu przez sąd wysokości alimentów – domagał się zwrotu rzekomo nadpłaconych świadczeń od swoich córek, co wywołało medialną burzę i jest dziś przytaczane jako kontrowersyjny epizod z jego życia.
Chwilę później Zbigniew Ziobro postawił twarde ultimatum: Waldemar Żurek ma czas do piątku wieczorem, by przywrócić na stanowisko Prokuratora Krajowego człowieka Ziobry, Dariusza Barskiego.

Ziobro, nie przebierając w słowach, drwił z nowego ministra, nazywając go "sędzią cywilistą, który dawno nie miał do czynienia z prawem karnym" i dając jasno do zrozumienia, że nie uważa go za partnera do dyskusji. Groźba jest prosta: jeśli Barski nie wróci do pracy, na biurko Żurka trafi zawiadomienie do prokuratury.
Do piątku wieczorem, do końca dnia, dajemy panu Żurkowi czas na podjęcie właściwej decyzji, czyli skontaktowanie się z prokuratorem Barskim i umożliwienie mu wykonywania obowiązków. Nie zrobi żadnej łaski, tylko wykona swój obowiązek.
Były minister zakończył w swoim stylu, kreśląc wizję nieuchronnej kary.
Czas ucieka, zegar tyka, sprawiedliwość w Polsce wróci
– ostrzegał.
Żurek wchodzi z miotłą. Ponad 50 dymisji na dzień dobry
Ostra reakcja Ziobry nie wzięła się znikąd. To odpowiedź na prawdziwe trzęsienie ziemi, jakie Waldemar Żurek zafundował resortowi sprawiedliwości już pierwszego dnia urzędowania. Nowy minister rozpoczął pracę od masowych dymisji, w jeden dzień pozbawiając stanowisk ponad 50 osób powiązanych z poprzednią władzą. Z delegacji w ministerstwie odwołano dziewięciu sędziów, a stanowiska straciło 46 prezesów i wiceprezesów sądów w całym kraju. Klucz był prosty: wszyscy mieli związek z tzw. neo-KRS.
Żurek nie krył, że to dopiero początek porządków. Tłumaczył, że musi dobrać współpracowników, którzy zagwarantują mu realizację reform bez zakulisowych gierek i torpedowania zmian.
Nie jestem od sądzenia tych osób, natomiast chcę dobrać współpracowników, co do których mam gwarancję, że te trudne reformy, które nas czekają, będą realizowane, że nie będzie żadnego rodzaju sabotażu.

Dla Ziobry to jednak "bezprawie" i "przestępstwo". Zapowiedział, że będzie skrupulatnie dokumentował każdy ruch nowego ministra, bo "sprawa się szybko nie przedawni".
Tusk wchodzi do gry i gasi Ziobrę jednym zdaniem
Podczas gdy zabawa pt. Ziobro kontra Żurek toczyła się w najlepsze, do gry wszedł premier Donald Tusk. Wystarczyło jedno zdanie opublikowane w mediach społecznościowych, by pokazać, że rząd nie zamierza się uginać pod presją.
Nie wiem, skąd tyle wrzawy wokół działań ministra Żurka. Przecież to dopiero rozgrzewka.
To jasny sygnał dla Ziobry i całego PiS: wasz czas się skończył, a my dopiero zaczynamy sprzątanie. Słowa premiera to polityczne zielone światło dla Żurka i zapowiedź dalszej, bezpardonowej walki o odzyskanie kontroli nad państwem.
Spór o prokuratora Barskiego. O co tak naprawdę walczy Ziobro
Kim jest Dariusz Barski i dlaczego Ziobro toczy o niego tak zaciekłą bitwę? To jego zaufany człowiek, kluczowa postać w układance, która miała zapewnić PiS kontrolę nad prokuraturą na lata. Gdy w styczniu 2024 roku poprzedni minister, Adam Bodnar, uznał, że Barski został powołany z naruszeniem prawa i wskazał mu drzwi, dla Ziobry był to cios prosto w serce jego imperium.
Obóz Zjednoczonej Prawicy nigdy nie pogodził się z tą decyzją. Uważają ją za "przestępstwo kryminalne" i powołują się na korzystne dla nich orzeczenie Sądu Najwyższego. Problem w tym, że obecna władza uważa ten wyrok za nieważny, bo wydali go tzw. neosędziowie. Mamy więc klasyczny prawny pat, ale w rzeczywistości to walka o ostatni bastion wpływów Ziobry w aparacie państwa.
Ultimatum Ziobry to coś więcej niż spór o jedno stanowisko. To test siły dla nowego rządu i zapowiedź dalszej eskalacji konfliktu o praworządność w Polsce. Jedno jest pewne: piątkowy wieczór to tylko przystanek w tej walce. Tusk zapowiedział "rozgrzewkę", a Ziobro wyciąga najcięższe dzi@ła. Zapowiada się polityczna w0jna na wyniszczenie, w której nikt nie zamierza brać j*ńców.