Biskup Antoni Długosz podczas apelu na Jasnej Górze wygłosił kazanie, w którym straszył migrantami i chwalił skrajnie prawicowe bojówki Roberta Bąkiewicza. Jego słowa były tak szokujące, że znany dominikanin o. Paweł Gużyński publicznie stwierdził, że biskup "bredził jak potłuczony" i uprawia "obrzydliwą propagandę". W Kościele zawrzało.
Biskup straszy "islamizacją" i chwali ludzi Bąkiewicza
Wydawałoby się, że Jasna Góra to miejsce modlitwy i refleksji. Tymczasem biskup Antoni Długosz postanowił zamienić Apel Jasnogórski w wiec polityczny, budując przemyślaną, ideologiczną narrację strachu. Grzmiał z ambony, strasząc wiernych "wizją setek tysięcy migrantów" i postępującą "islamizacją Europy". Aby nadać swoim tezom pozór autorytetu, sięgnął po słowa kościelnych hierarchów, wyrywając je z kontekstu.
Aby wzmocnić swój przekaz, zacytował kardynała Stefana Wyszyńskiego, przypominając jego słowa z 1957 roku:
(...) albo będzie Polska katolicka, albo nie będzie jej wcale.
Hierarcha powołał się także na gwinejskiego kardynała Roberta Sarah, który miał rzekomo przestrzegać przed migracją do Europy.
Lepiej pomagać ludziom rozwijać się w ich kulturze, niż zachęcać ich do Europy, gdzie się degradują.
W ten sposób bp Długosz próbował redefiniować chrześcijańskie wartości, broniąc jednocześnie kontrowersyjnego Ruchu Obrony Granic, założonego przez nacjonalistę Roberta Bąkiewicza. Bąkiewicz natychmiast ogłosił na portalu X, że to "historyczny moment" i "oficjalne poparcie Kościoła" dla jego działań.

Rząd i eksperci reagują. "Histeria prawicy" i "propagandowe bojówki"
Gorąca atmosfera podgrzewana z ambony szybko przeniosła się do świata polityki, wywołując zdecydowaną reakcję. Premier Donald Tusk, odnosząc się do działań na granicy, określił całe zamieszanie jako instrumentalną grę polityczną.
Skrajna prawica w Polsce robi wokół tego histerię i to też czasami kompromitującą.
Głos zabrali również eksperci od bezpieczeństwa, którzy nie pozostawili suchej nitki na samozwańczych "obrońcach granic". Były dowódca GROM, gen. Roman Polko, wprost nazwał działania ludzi Bąkiewicza amatorszczyzną i propagandą.
Dla mnie to jest skandalem, że jakieś bojówki pana Bąkiewicza robią sobie zdjęcia, bo skutecznego działania to w tym nie widać. (...) Niech Straż Graniczna robi swoją robotę, wojsko, policja
Słowa generała pokazują, że spór wykracza daleko poza mury kościołów i staje się poważnym problemem dla bezpieczeństwa państwa, gdy cywilne bojówki próbują wyręczać profesjonalne służby.
Dominikanin nie wytrzymał. "Biskup bredził jak potłuczony"
Na skandaliczne słowa biskupa Długosza zareagował ostro znany z bezkompromisowych opinii dominikanin, o. Paweł Gużyński. Nie gryzł się w język i w nagraniu opublikowanym w sieci wprost oskarżył hierarchę o głoszenie herezji i sianie nienawiści. Zdaniem o. Gużyńskiego, Antoni Długosz na Jasnej Górze po prostu "bredził jak potłuczony".
Biskup Długosz powiedział rzeczy sprzeczne z nauczaniem Kościoła, z Ewangelią, bredził jak potłuczony i to naprawdę jest delikatne określenie w stosunku do tego, co mogliśmy od niego usłyszeć. Po prostu powtarzał propagandę partyjną, odwołując się do najniższych ludzkich instynktów i na to trzeba kochani reagować. To nam się rozlewa po Polsce, ta brunatna fala.
O. Paweł Gużyński poszedł o krok dalej, zarzucając biskupowi i jego sojusznikom odczłowieczanie innych.
Nikomu z nas w żadne imię nie wolno nikogo odczłowieczać. A Biskup Długosz, a pan Bąkiewicz, pan Braun, to są specjaliści od odczłowieczania innych
– stwierdził dominikanin, nazywając całą sytuację "obłędem, który trzeba powstrzymać".
To nie pierwszy raz, kiedy Długosz szokuje wiernych
Występ biskupa na Jasnej Górze nie jest odosobnionym przypadkiem. Antoni Długosz od lat znany jest z kontrowersyjnych poglądów, które nie mają wiele wspólnego z Ewangelią. Wcześniej hierarcha zasłynął również porównaniem byłego premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Łukasza Szumowskiego do ewangelistów, co wywołało falę kpin i oburzenia.
Wierni do dziś pamiętają też jego skandaliczną wypowiedź z 2021 roku, również z Jasnej Góry, na temat księży p*d*f*lów. Wówczas bp Długosz przekonywał, że biskup powinien być dla księdza-gw8łc*c*ela "miłosiernym ojcem", który mu przebacza, a nie prokuratorem, który donosi na niego do sądów. To pokazuje, że jego ostatnie kazanie to nie wypadek przy pracy, a stały element jego publicznej działalności.
Słowa, które padły na Jasnej Górze, to nie tylko wewnętrzna sprawa Kościoła. To dowód, że ambona stała się sceną politycznej walki, w której wiara jest używana jako narzędzie do podsycania lęków. Odpowiedź rządu i ekspertów pokazuje, że granica między religią a polityką została niebezpiecznie zatarta.