Karol Nawrocki chciał zabłysnąć i obiecał Polakom, że jako prezydent obniży ceny prądu. O mały włos, a pogrążyłby Andrzeja Dudę. Na szczęście internauci szybko go wyjaśnili.
Karol Nawrocki zaliczył wpadkę
Do wyborów prezydenckich pozostało coraz mniej czasu, a kandydaci na ten urząd już starają się zaskarbić sobie sympatię elektoratu, obiecując niekiedy gruszki na wierzbie.
Tak właśnie stało się podczas sobotniego spotkania z mieszkańcami Augustynowa, gdzie Karol Nawrocki — wspierany przez PiS kandydat na prezydenta — postanowił pójść na całość. Z entuzjazmem ogłosił:
Gwarantuję, że w ciągu pierwszych 100 dni od objęcia urzędu prezydenta Rzeczypospolitej wprowadzę z pełną determinacją plan "Prąd 33%".
Plan Karola Nawrockiego zakłada powrót do cen energii elektrycznej sprzed pandemii i obniżenie rachunków o całe 33%.
Musimy wrócić do cen energii elektrycznej sprzed czasów pandemii.

Karol Nawrocki prawie pogrążył Andrzeja Dudę
Ledwie Karol Nawrocki zdążył zejść ze sceny, a w mediach społecznościowych już zaczęło roić się od pytań, które skierowane były do Andrzeja Dudy. Internauci zachodzili w głowę, że skoro Karol Nawrocki potrafiłby obniżyć ceny prądu o 1/3 w zaledwie 100 dni, to dlaczego Andrzej Duda, który zasiada w fotelu prezydenckim już kolejną kadencję, jeszcze tego nie zrobił. Jeden z nich zdecydowanie nie przebierał w słowach:
Wychodzi na to, że Duda dysponuje aktualnie możliwością obniżenia cen energii o 1/3, a mimo to robi Polaków w ch**a.
Ewidentnie coś tu nie gra. Warto bowiem podkreślić, iż prezydent RP nie ma kompetencji, by regulować ceny energii elektrycznej. To tak, jakby oczekiwać od listonosza, że przy okazji doręczania pisma ze skarbówki, podrzuci też pizzę.