Przemysław Babiarz po tym, jak został ostatecznie odwieszony w obowiązkach komentatora TVP igrzysk olimpijskich, udzielił krótkiego wywiadu. Okazuje się, że dziennikarz sportowy nie widzi w sobie winy w całej sprawie, a także twierdzi, że to wydarzenie nie było dla niego traumatyczne. Jego powrót do pracy został zaplanowany na 2 sierpnia na godzinę 17:10.
Afera ze słowami Przemysława Babiarza na igrzyskach olimpijskich
Powoli kończy się afera z Przemysławem Babiarzem, który na ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich powiedział, że piosenka Johna Lennona, "Imagine" jest wersją komunizmu.
Najpierw został zawieszony w pełnieniu obowiązków, czyli komentowania igrzysk olimpijskich, później wypowiadali się po kolei przedstawiciele poszczególnych władz w TVP, także TVP Sport, które wydało oświadczenie w sprawie Przemysława Babiarza.
Przez cały czas rozwiązywania sprawy dziennikarz milczał, co wypomniał mu Jakub Kwiatkowski, dyrektor stacji TVP Sport. Jednak tuż po tym, jak się okazało, że jednak Babiarz został odwieszony i będzie relacjonował igrzyska w Paryżu, sam zainteresowany zabrał głos w swojej sprawie.
Jednak niektórzy mogą być rozczarowani słowami Babiarza, bowiem dziennikarz sportowy nie podziękował nikomu, ani nikogo nie przeprosił. Mało tego nie widzi w całej tej aferze swojej winy.

Przemysław Babiarz wreszcie odniósł się do swojej afery z igrzyskami w TVP
Babiarz udzielił krótkiego wywiadu dziennikarzowi portalu Fakt.pl, w którym powiedział wprost, że nie czuje, aby złamał zasadę bezstronności dziennikarskiej. Argumentował to tym, że sam Lennon odniósł się do tego ustroju politycznego:
Nie, gdyż opierał się na słowach samego Johna Lennona, który przyznawał się do inspiracji manifestem komunistycznym Karola Marksa. Ba, przyznawał się też do pewnej taktyki. Jak stwierdził sam John Lennon, ktoś, kto chce głosić tę ideę, musi decydować się na formę "polukrowaną". Tylko w takiej formie jego piosenki mogły być puszczane w stacjach radiowych. Proszę pamiętać, że mówimy tu o rzeczywistości początku lat 70.
Oprócz tego Babiarz stwierdził, że zawieszenie go w obowiązkach nie było dla niego traumatycznym wydarzeniem, choć było przykre:
Przykre, ale nie traumatyczne. Wiedziałem, że robota dla widzów, dla kibiców jest zrobiona i to bardzo rzetelnie. Byłem więc spokojny. Ale nie ukrywam, że było mi troszkę przykro
Poza tym stwierdził, że zawieszenie go, było dla niego nowym doświadczeniem zawodowym. Jednak cieszy się, że miał wsparcie w swoich kolegach i że nie został odwołany z misji pracy dziennikarskiej podczas igrzysk olimpijskich:
To było trudne, ale sam fakt, że zostałem zawieszony, a nikt nie kupował mi natychmiast biletu powrotnego do Polski, dawał mi nadzieję, że może ten stan się zmieni. Po drugie, cały czas byłem z kolegami, którzy mnie zastępowali, a szczególnie z Szymonem Borczuchem, którego szalenie cenię
Przemysław Babiarz zostanie ponownie usłyszany na antenie TVP podczas igrzysk już w piątek (2 sierpnia) o godzinie 17:10.