Radosław Sikorski nie gryzie się w język, a Elon Musk odpowiada w najgorszym stylu, sprowadzając dyplomację do poziomu rynsztokowej pyskówki. Między szefem polskiego MSZ a najbogatszym człowiekiem świata doszło do ostrej wymiany zdań, która błyskawicznie obiegła światowe media. Choć miliarder rzuca w stronę polskiego ministra najcięższe obelgi, to polski podatnik wystawia czek na miliony dolarów, by utrzymać łączność na ukraińskim froncie.
"Zarabianie na zbrodniach". Sikorski uderza w czuły punkt Muska
Wszystko zaczęło się od wpisu Radosława Sikorskiego na platformie X. Szef polskiego MSZ, przyjmując pozę "samca alfa" dyplomacji, postanowił publicznie przycisnąć miliardera do muru. Sprawa jest poważna – chodzi o doniesienia, że Rosjanie coraz śmielej wykorzystują terminale Starlink do sterowania dronami uderzającymi w ukraińskie miasta.
Sikorski zwrócił się do Muska bezpośrednio, używając sformułowania "big man" (wielki człowieku/ważniaku). To celowe nawiązanie do ich głośnego sporu z marca 2025 roku, kiedy to Musk nazwał Sikorskiego "małym człowiekiem" (small man). Tym razem minister zasugerował, że bierność SpaceX wobec działań Kremla może mieć fatalne skutki wizerunkowe.
Hej, wielki człowieku (ang. big man), @elonmusk, dlaczego nie powstrzymasz Rosjan przed używaniem Starlinków do celowania w ukraińskie miasta? Zarabianie na zbrodniach wojennych może zaszkodzić twojej marce
Minister argumentował, że czerpanie zysków z technologii wykorzystywanej przez agresora jest moralnie wątpliwe, zwłaszcza w obliczu raportów ISW potwierdzających użycie Starlinków przez Rosjan do omijania systemów GPS.
Musk nie wytrzymał. „Ten śliniący się imbecyl”
Odpowiedź nadeszła błyskawicznie i była brutalna. Elon Musk, znany z cholerycznego temperamentu, nie silił się na merytoryczne wyjaśnienia. Zamiast odnieść się do technicznych możliwości blokowania terminali, przypuścił frontalny atak personalny. Właściciel SpaceX wypalił, że Sikorski nie rozumie istoty działania systemu na froncie.
Ten śliniący się imbecyl nawet nie zdaje sobie sprawy, że Starlink jest podstawą ukraińskiej łączności wojskowej
Miliarder twierdzi, że wyłączenie systemu spowodowałoby "upadek frontu na Ukrainie". Jednak to kolejny wpis Muska pokazał prawdziwą temperaturę sporu. Amerykanin, najwyraźniej rozjuszony przypomnieniem o kosztach, rzucił w stronę polskiego ministra:
Zamknij się mały człowieku. Płacisz niewielką część kosztów. I nie ma zamiennika dla Starlinka

CZYTAJ TAKŻE: Elon Musk chce odebrać jej dziecko, bo boi się tranzycji rocznego syna. "Idę do sądu po pełne prawa!"
Kijów w ciemnościach. Rosyjska gra w „kotka i myszkę”
Choć język sporu przypomina podwórkową awanturę, tło konfliktu to ludzkie tragedie. Rosyjskie drony, takie jak Shahed czy BM-35, wyposażone w terminale Starlink, sieją spustoszenie. Dzięki technologii Muska Rosjanie uniezależniają się od podatnych na zakłócenia systemów GPS i Galileo, zyskując zasięg operacyjny do 500 km. To pozwala im na precyzyjne uderzenia nie tylko w głębi Ukrainy, ale stwarza potencjalne zagrożenie dla granic Polski, Rumunii czy Mołdawii.
Skutki są opłakane. W wyniku ostatnich ataków aż 710 tysięcy odbiorców w Kijowie zostało pozbawionych prądu. Dramatyczna sytuacja panuje w dzielnicy Trojeszczyna, gdzie 700 budynków zostało odciętych od ogrzewania na dwa dni w środku zimy. To właśnie te obrazy uzasadniają ostry ton Sikorskiego o "zarabianiu na zbrodniach".
Mimo zapewnień, że Starlink nie działa nad Rosją, okupanci skutecznie obchodzą blokady. Eksperci wskazują na niekończącą się "grę w kotka i myszkę" – zespół Muska próbuje łatać luki w zabezpieczeniach, a Rosjanie niemal natychmiast znajdują nowe sposoby na podpięcie się do sieci.
Kto płaci rachunki? Polska wykłada 50 mln dolarów
Musk kreuje się na zbawcę Ukrainy, ale to polski podatnik w dużej mierze finansuje jego usługi. Radosław Sikorski przypomniał, że to nie SpaceX charytatywnie utrzymuje łączność, ale rządy państw sojuszniczych. Według danych Ministerstwa Cyfryzacji, Polska utrzymuje obecnie 25 tysięcy zestawów Starlink, płacąc za to około 50 mln dolarów rocznie.
Wobec nieprzewidywalności Muska, Europa szuka alternatyw. Unia Europejska planuje uruchomienie systemu Govsatcom, który ma uniezależnić stary kontynent od humorów amerykańskiego miliardera. Tymczasem w Polsce spór wywołał polityczną burzę. Dr Bogdan Pliszka ocenia krytycznie działania szefa MSZ, twierdząc, że rząd Tuska "aż rwie się do tego, żeby wykonywać brudną robotę" za zachodnich partnerów. Z kolei prof. Tomasz Grosse zauważa, że polskie elity są traktowane przez Zachód instrumentalnie.
Sytuację próbował łagodzić Marco Rubio, sekretarz stanu USA, który włączył się do dyskusji, broniąc Muska:
Nikt nie groził odcięciem Ukrainy od Starlinka. I podziękuj, ponieważ bez Starlinka Ukraina dawno by przegrała tę wojnę, a Rosjanie byliby teraz na granicy z Polską
Czy twitterowe połajanki mogą zaszkodzić realnemu bezpieczeństwu Polski, w której stacjonuje obecnie 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy? Premier Donald Tusk apeluje o "szacunek dla sojuszników", ale mleko już się rozlało. Sikorski postawił na ostry kurs, co może przynieść mu punkty w kraju, ale na pewno nie przysporzy przyjaciół w otoczeniu Donalda Trumpa.