Siarczysty mróz, specyficzny zapach gołębi i nagle huk, który rozdarł śląskie niebo. W ułamku sekundy 1329 osób zrozumiało, że hektar dachu nad ich głowami przestał istnieć. To nie był film katastroficzny. To był koniec świata w samym środku Chorzowa.
"Ludzie, ja nie mam nóg". Sekundy, w których radosny gwar zamienił się w przeraźliwy krzyk
Żadnego ostrzeżenia. Żadnego trzeszczenia, które dałoby czas na ucieczkę. 28 stycznia 2006 roku na hali Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK) stalowa konstrukcja po prostu złożyła się na pół. Tysiące ton lodu, śniegu i żelastwa spadło na głowy ludzi, którzy przyszli podziwiać gołębie. Ciemność. Kurz. I przeraźliwa cisza, którą po chwili przerwał krzyk tysiąca gardeł.
Spod gruzów zaczęły dobiegać głosy, które do dziś śnią się ratownikom po nocach.
Bardzo spieszyłem się, żeby zdążyć na te targi z Krakowa. No i zdążyłem. [...] Jakaś pani powiedziała: Ludzie, ja nie mam nóg. Horror.
– relacjonuje w rozmowie z PAP Zbigniew Wełmiński - najprawdopodobniej ostatnia z żywych osób wydobytych z gruzów MTK.
"Będę cię trzymał za rękę do końca". Zdążył na targi... prosto do piekła
Strażak, który odnalazł Wełmińskiego, złożył mu obietnicę:
Będę cię trzymał za rękę do końca.
I trzymał. W tym lodowatym piekle ludzki dotyk był jedyną nicią łączącą z życiem.
Wszystko się osuwało i powiedziałem mu, żeby tę rękę zabrał, bo mu ją za chwilę obetnie. Odpowiedział, że będzie mnie za nią trzymał do końca. To mnie bardzo zmobilizowało. Myślałem, że głupio byłoby, bo człowiek tak fajnie sobie umiera, a z drugiej strony szkoda tego chłopa.

20 lat później. "Straszny obraz, nie da się tego wymazać"
W rozmowie z PAP głos zabrał pracownik pogotowia ratunkowego, który w tej katastrofie stracił dwóch braci.
Dopiero, kiedy wszedłem do środka, nogi się pode mną ugięły. Sterta żelastwa na ziemi, lodu, śniegu, ludzie zaplątani w zawalonej konstrukcji. Straszny obraz, nie da się tego wymazać.
- relacjonował Aleksander Malcher, dodając:
Dwóch braci odeszło, najstarszy i najmłodszy, i cały świat nam się zawalił. Do dziś nie możemy się pozbierać [...] Mam odczucie, że w tym samym państwie są równi i równiejsi, ludzie różnych kategorii. Odczuwam niesmak.