Podczas gdy Donald Trump marzył o historycznym triumfie w szwajcarskim kurorcie, świat patrzył tylko na jedno: jego dłonie. Tajemnicza, ciemna plama, która pojawiła się znikąd w blasku fleszy, natychmiast przyćmiła wielką politykę i wywołała lawinę pytań o realną kondycję prezydenta.
Skandal dyplomatyczny w cieniu kontuzji. Dlaczego sojusznicy odwrócili się od Trumpa?
To nie była zwykła ceremonia. W Davos zainaugurowano Radę Pokoju w atmosferze dyplomatycznego zgrzytu, który trudno było ukryć uśmiechami do kamer. Wielka Brytania i Kanada powiedziały stanowcze "nie", odmawiając udziału w imprezie, na którą zaproszono Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenkę. Zachodni sojusznicy nie chcieli mieć nic wspólnego z legitymizowaniem reżimów przy jednym stole.
Gdy osamotniony w swoich ambicjach Donald Trump chwycił za pióro, by złożyć podpis na karcie założycielskiej, polityczny bojkot zszedł jednak na drugi plan. Oczy wszystkich zwróciły się na jego lewą dłoń, na której wykwitł potężny, ciemny krwiak. Wizerunkowa katastrofa stała się faktem.

"To tylko róg stołu". Tłumaczenia rzeczniczki i "krem" prezydenta
Gdy zdjęcia obiegły świat, maszyna PR-owa Waszyngtonu ruszyła pełną parą. Rzeczniczka Karoline Leavitt dwoiła się i troiła, by uspokoić opinię publiczną, serwując dziennikarzom historię o uderzeniu dłonią w stół.
Podczas dzisiejszego wydarzenia Rady Pokoju w Davos prezydent Trump uderzył dłonią w róg stołu, przy którym podpisywał dokumenty, powodując siniaka.
Leavitt róbowała przekonać świat, że prezydent Donald Trump po prostu zbyt gorliwie "brata się z narodem", a Gabinet Owalny to najbardziej ruchliwe miejsce na planecie.
Prezydent dosłownie nieustannie podaje rękę. Gabinet Owalny przypomina dworzec Grand Central Terminal. [Donald Trump - przyp. red.] codziennie spotyka się z większą liczbą osób, niż ktokolwiek z was jest w stanie sobie wyobrazić. Codziennie przyjmuje również aspirynę, co wynika z wyników jego badań lekarskich i może przyczyniać się do powstawania siniaków.