Kazimierz Marcinkiewicz nie musi już płacić 4,5 tys. zł alimentów. Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz zapowiada dalszą walkę

Kazimierz Marcinkiewicz nie musi już płacić 4,5 tys. zł alimentów. Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz zapowiada dalszą walkę

Kazimierz Marcinkiewicz nie musi już płacić 4,5 tys. zł alimentów. Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz zapowiada dalszą walkę

AKPA

To miała być chwila triumfu, a może okazać się tylko ciszą przed burzą. Kazimierz Marcinkiewicz odtrąbił zwycięstwo w trwającej dekadę "wojnie domowej", ale jego przeciwniczka nie wywiesiła białej flagi. Sądowe starcie, które rozgrzewało polskie media do czerwoności, właśnie wchodzi na poziom międzynarodowy. Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz szykuje uderzenie, które może zamienić zapowiadane przez byłego premiera "niebo" w kolejny koszmar.

Reklama

Kazimierz Marcinkiewicz świętuje wolność. "Wygrałem 10 lat walki"

20 stycznia 2026 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oficjalnie zdjął z barków byłego premiera ciężar, który nosił przez 10 lat. Chodzi o 4,5 tys. zł miesięcznie, które musiał płacić byłej żonie. Marcinkiewicz nie bawi się w dyplomację – odciął się grubą kreską od przeszłości, którą bez ogródek nazywa "czyśćcem".

W jego wpisie na Instagramie czuć nie tyle ulgę, co eksplozję emocji i żal za "pomyłkę mojego życia". Były polityk jest przekonany, że najgorsze ma już za sobą i teraz czeka go zasłużony spokój.

Reklama

Dziś Sąd Okręgowy uprawomocnił uchylenie obowiązku alimentacyjnego wobec pani Olchowicz. Wygrałem 10 lat walki i od dziś nic mnie wreszcie nie łączy z osobą, od której uciekłem 12 lat temu. Przyjaciele mówią, że czyściec — jeśli istnieje — już przeszedłem, teraz czeka mnie już tylko niebo.

kazimierz-marcinkiewicz stoi w garniturze scena z: Kazimierz Marcinkiewicz, SK:, , fot. Podlewski/AKPA

Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz nie składa broni. To wypowiedzenie nowej wojny

Jeśli Kazimierz Marcinkiewicz myśli, że to koniec, jest w ogromnym błędzie. Dla Izabeli Olchowicz-Marcinkiewicz wyrok sądu w Warszawie to jedynie gorzki przystanek w walce o godność. Jej pełnomocniczka, mecenas Martyna Kalinowska-Chandu, jasno daje do zrozumienia: szykujemy bombę.

Reklama

W grę wchodzą "nadzwyczajne środki zaskarżenia", które mogą skutecznie zepsuć humor świętującemu politykowi. Prawniczka zapowiada krok ostateczny, który może przenieść ten konflikt poza granice Polski.

Reklama

Pragnę podkreślić, że mimo prawomocnego zakończenia postępowania moja Mocodawczyni nie zgadza się z tym rozstrzygnięciem oraz nie wyklucza skorzystania z nadzwyczajnych środków zaskarżenia, w tym złożenia skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Historia miłości, która stała się publicznym koszmarem

A miało być jak w bajce. Luksusowy Londyn, rok 2008 i miłość, która nie liczyła lat (a dzieliło ich aż 22). Jednak sielanka szybko zamieniła się w dreszczowiec, a małżeńskie łoże zastąpiły zimne ławy sądowe. Punktem zwrotnym był wypadek Izabeli w 2014 roku, który stał się fundamentem brutalnej walki o pieniądze.

Reklama

Dziś mamy słowo przeciwko słowu. Marcinkiewicz twierdzi, że jego była żona świetnie sobie radzi, pisząc książki i sprzedając poezję w sieci. Ona mówi o trwałej niepełnosprawności i braku środków do życia. Kto w tym sporze mówi prawdę, a kto tylko gra na emocjach opinii publicznej?

Reklama

"To nie tylko walka o pieniądze". Internauci są wściekli

Wyrok sądu to jedno, ale wyrok "ulicy" to zupełnie inna sprawa. Internet wrze, a Polacy są w tej kwestii podzieleni jak nigdy. Jedni gratulują byłemu premierowi "odzyskania wolności", inni widzą w tym porażkę systemu, który zostawia kobiety na lodzie.

Mecenas Kalinowska-Chandu dolewa oliwy do ognia, stawiając brutalne pytanie o rolę kobiet, które poświęcają karierę dla rodziny. Czy po rozwodzie zostają z niczym?

W naszej kulturze bardzo często to kobiety dostosowują swoje życie do małżeństwa, poświęcają własne plany dla wspólnego związku. (...) Czy prawo nie powinno zapewniać małżonkom określonych gwarancji także po rozwodzie, zwłaszcza w sytuacji, gdy jeden z nich znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej i zdrowotnej?

Czy "niebo" Marcinkiewicza okaże się bezchmurne, czy też czarne chmury ze Strasburga dopiero nadciągają? Jedno jest pewne: w tej relacji ostatnie słowo jeszcze nie padło.

Źródło: facebook.com/martyna.kinastowska.9
Reklama
Reklama