Kiedy w Gdańsku tysiące serc biło w rytmie finału WOŚP, na drugim końcu świata czas dla niej się zatrzymał. 16-letnia wówczas Antonina Adamowicz odebrała wiadomość, która brzmiała jak najgorszy koszmar. Dzielił ją od ojca ocean i paraliżująca niewiedza. Dziś, siedem lat po tym, jak Paweł Adamowicz został zamordowany na scenie, jego córka wraca do tych wstrząsających chwil. Opowiada o panicznym locie do Polski i życiu z piętnem tragedii, która zmusiła ją do opuszczenia kraju.
Dramat nad oceanem. Walka o każdą informację
Tamtego wieczoru, 13 stycznia 2019 roku, oczy całej Polski zwrócone były na Gdańsk. Jednak dla najbliższych prezydenta miasta Pawła Adamowicza dramat rozgrywał się w ciszy i przerażającym oddaleniu. Antonina Adamowicz przebywała wówczas w Stanach Zjednoczonych. Informacja o ataku nożownika dotarła do niej z opóźnieniem, a chaos informacyjny tylko potęgował strach. Rozpoczęła się dramatyczna walka z czasem i odległością.
Powrót do domu zamienił się w wielogodzinną torturę. Nastolatka spędziła długie godziny w samolocie, w swoistym zawieszeniu nad Atlantykiem, nie wiedząc, czy jej tata jeszcze żyje. W tym samym czasie w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku lekarze toczyli heroiczną, lecz przegraną walkę o życie prezydenta.
Byłam za granicą. To była po prostu jedna wielka niewiedza i oczekiwanie na to, co się stanie, bo nie wiedzieliśmy praktycznie nic. (...) Potem byliśmy w samolocie przez wiele godzin, bo byliśmy wcześniej w Stanach Zjednoczonych. To były najgorsze dni, najtrudniejsze dni mojego życia. Więc wydaje mi się, że moja psychika chyba na razie nie jest w stanie jeszcze tego tak naprawdę do końca ogarnąć
Gdy samolot dotknął płyty lotniska, świat Antoniny był już zupełnie innym miejscem. Jednak ból po stracie to nie jedyne, co zostawił po sobie ten tragiczny styczeń.

"To był bardzo obecny tata". Prywatne oblicze prezydenta
Dla gdańszczan był charyzmatycznym liderem, ale w domu zrzucał garnitur i stawał się po prostu tatą. Córka Pawła Adamowicza w poruszających słowach burzy pomnikowy wizerunek polityka, pokazując człowieka pełnego ciepła i wrażliwości. Wspomina, że to właśnie on zaszczepił w niej miłość do dziejów miasta, zabierając ją do Europejskiego Centrum Solidarności jeszcze na etapie budowy, gdy wystawy były niedokończone, a budynek dopiero nabierał kształtów.
Historia Solidarności była ich wspólnym językiem, ale ich relacja opierała się na prostych, codziennych gestach. Prezydent, który zarządzał wielkim miastem, w domu potrafił wzruszyć się do łez na filmie.
Potrafił być jak najbardziej uczuciowy, emocjonalny. Potrafił płakać, wzruszać się podczas oglądania filmów, czytał mi bardzo dużo książek, bajek. Bardzo dużo rozmawialiśmy. To był bardzo obecny tata, jak na to, że często fizycznie nie mógł być obecny. Nawet jak go nie było, bo był w delegacji, dużo rozmawialiśmy przez telefon. Spędzaliśmy dużo czasu aktywnie. Robiliśmy coś razem, układaliśmy puzzle, graliśmy w gry, rozmawialiśmy
Te wspomnienia są dziś dla niej bezcenne, ale życie w cieniu tak głośnej tragedii ma swoją wysoką cenę, którą młoda kobieta płaci do dziś.

CZYTAJ TAKŻE: Henryka Krzywonos walczy o życie w szpitalu. Korzysta ze specjalnego sprzętu medycznego
Życie na "wygnaniu". Cena pozornej normalności
Dziś Antonina Adamowicz ma 20 lat i próbuje budować swoją przyszłość. Nie jest to jednak łatwe, gdy nazwisko przyciąga nie tylko współczucie, ale i nienawiść. W wywiadzie dla RMF FM oraz we wcześniejszych wypowiedziach rodziny wybrzmiewa wstrząsający fakt: córka prezydenta nie mieszka w Polsce. Powodem są nieustanne, otrzymywane groźby, które sprawiają, że ojczyzna przestała być dla niej bezpiecznym domem.
Mimo to, Antonina deklaruje, że najgorszy mrok ma już za sobą. Trauma po stracie ojca wymagała lat terapii i ciężkiej pracy nad sobą, by móc znów funkcjonować.
Teraz już nie jest tak, że ja codziennie płaczę z powodu śmierci taty, ale na pewno codziennie o nim myślę. Pamiętam i często za nim tęsknię, ale zdecydowanie jestem w stanie żyć normalnie. Jestem po prostu normalną 20-latką. Mogę żyć spokojnie. Niestety to nie są rzeczy, które przychodzą same. To są lata pracy nad sobą, terapii, bo mimo wszystko to była ogromna trauma i jeszcze publiczna, co nie pomagało temu wszystkiemu
To wyznanie pokazuje niezwykłą siłę. Mimo że zabójca, Stefan W., odebrał jej ojca, a h.jterzy próbują odebrać poczucie bezpieczeństwa, Antonina Adamowicz nie pozwala, by nienawiść zdefiniowała jej życie.