Nicolas Maduro, człowiek, który w przypływie megalomanii kazał się tytułować "Super Wąsem", zamiast w luksusach Fuerte Tiuna, wylądował w amerykańskim areszcie. To koniec ery hipokryzji byłego kierowcy autobusu, który głodził naród, samemu opływając w dostatki. Delta Force brutalnie zweryfikowało jego "żelazną rękę". Sprawdzamy, ile naprawdę zarabiał dyktator w kraju, w którym waluta jest tańsza niż papier, na którym ją wydrukowano.
"Nie mam nic" – kłamstwo za miliony dolarów
Kariera Nicolasa Maduro to historia w stylu "od pucybuta do milionera", tyle że w najgorszym, dyktatorskim wydaniu. Zanim został namaszczony na następcę Hugo Chaveza, pracował jako zwykły kierowca autobusu. Jednak lata przy władzy pozwoliły mu zgromadzić fortunę, która jest policzkiem dla każdego obywatela Wenezueli. Jego majątek szacowany jest na 2 mln dolarów, a jego żony, Cilii Flores, na aż 5 mln dolarów. A wszystko to przy ciągłym powtarzaniu:
Nie mam żadnych dóbr materialnych, nie mam żadnych bogactw, nie mam nic
Oficjalne wynagrodzenie prezydenta wynosiło ok. 4068 dolarów miesięcznie. Aby zrozumieć skalę tej niesprawiedliwości, trzeba spojrzeć na ceny żywności. Za swoją pensję Maduro mógł kupić ponad 1350 całych kurczaków (ok. 3 USD za sztukę). W tym samym czasie jego obywatel, otrzymujący głodową płacę minimalną na poziomie pół dolara, nie był w stanie kupić nawet ćwiartki bochenka chleba, który kosztuje tam 2 dolary.
Wiki Commons
Czytaj także: Trump przegrał Nobla, Biały Dom wpadł w furię. Padły mocne oskarżenia: "Polityka ważniejsza niż pokój!"
Ekonomiczna iluzja: 1500 dolarów na papierze, 13 na rękę
Maduro do perfekcji opanował sztukę mydlenia oczu. W 2018 roku podniósł płacę minimalną aż 35-krotnie, co w normalnym kraju oznaczałoby raj na ziemi, a w Wenezueli oznaczało hiperinflację. Ostatnia "podwyżka" do poziomu 15 051 boliwarów to szczyt cynizmu. Według oficjalnego kursu rządowego kwota ta wynosi 1505 USD. Rzeczywistość? Na czarnym rynku, który weryfikuje wartość pieniądza, to zaledwie 13,50 USD.
Opozycja, w tym Henrique Capriles, od dawna punktowała te absurdy, nazywając działania rządu "żartem", gdy inflacja pożerała oszczędności życia w kilka godzin. Sytuacja nie poprawiła się nawet po wyborach w 2024 roku, w których kontrkandydatem był Edmundo Gonzalez Urrutia. Sfałszowane wyniki tylko pogłębiły chaos, a ludzie nadal uciekali z kraju, w którym "miliony" w portfelu nie wystarczały na obiad.
Koniec "Super Wąsa" i 50 milionów nagrody
Przez lata reżimowa propaganda karmiła ludzi serialem animowanym "Super Wąsy i Jego Żelazna Ręka". W kreskówce bohaterski Maduro walczył z imperializmem. W rzeczywistości jego "żelazna ręka" spadała na własnych obywateli. Po ostatnich wyborach, w wyniku tłumienia protestów, zginęło 28 osób, a około 2 tysiące trafiło do więzień. Bajka skończyła się jednak w sobotę nad ranem, gdy do akcji wkroczyła jednostka Delta Force.
Amerykanie nie bawili się w półśrodki – administracja Donalda Trumpa wyznaczyła za głowę dyktatora nagrodę w wysokości 50 mln dolarów. Prokurator Generalny USA Pamela Bondi nie pozostawiła złudzeń co do natury rządów Maduro, stawiając mu zarzuty uczestnictwa w "spisku narkotykowo-terrorystycznym" oraz "spisek w celu posiadania broni maszynowej i urządzeń niszczących przeciwko Stanom Zjednoczonym".
Dzisiaj, siedząc w celi na Brooklynie, Nicolas Maduro ma dużo czasu na przemyślenie swoich słów:
Tylko taki prezydent jak Nicolas Maduro, syn Hugo Chaveza, mógł to osiągnąć
Rzeczywiście, "osiągnięcia" są porażające: PKB skurczone o 80 proc., exodus siedmiu milionów obywateli i przekształcenie pałacu prezydenckiego w centrum operacyjne dla Cartel de Los Soles. To dziedzictwo, którego Wenezuela nie zapomni przez pokolenia.