Polityczny pościg za Zbigniewem Ziobro wszedł w decydującą fazę. Były minister sprawiedliwości, przebywający w Budapeszcie, rzuca otwarte wyzwanie prokuraturze i rządowi Donalda Tuska, kpiąc: "Nie uciekłem, tylko na razie nie wracam". W odpowiedzi machina państwa ruszyła z całą mocą. Ziobro traci paszporty, a pętla wokół niego zaciska się na dobre.
Ziobro przerywa milczenie. "Nie uciekłem, tylko na razie nie wracam"
Na tę wiadomość czekała cała Polska. Zbigniew Ziobro, który od tygodni przebywa w Budapeszcie, w końcu przerwał milczenie. Jego słowa to nie próba tłumaczenia się, ale otwarty atak na obecną władzę i jawna drwina z prób jego zatrzymania. W rozmowie z SE.pl wyznał:
Wbrew temu co mówią, nie uciekłem, tylko na razie nie wracam. Nie będę ułatwiał działań przestępcom, którzy dziś rządzą w Polsce. Wobec bezprawia, które się dzieje w kraju, uznałem, że muszę stawić temu opór.
Były minister nie zamierza ułatwiać zadania śledczym. Swoją nieobecność w kraju przedstawia jako manifest polityczny i "opór wobec bezprawia", a ludzi tworzących dzisiejszy polski rząd nazywa wprost "przestępcami".

"Partactwo Żurka". Ziobro uderza we władzę i kpi ze służb
Stawka w tej grze jest niezwykle wysoka. Prokuratura Krajowa chce postawić Zbigniewowi Ziobrze aż 26 zarzutów i już teraz wnioskuje o jego areszt. Kluczowa decyzja w tej sprawie ma zapaść na posiedzeniu sądu zaplanowanym na 22 grudnia. To właśnie wtedy dowiemy się, czy za byłym ministrem zostanie wystawiony list gończy.
Myślicie, że osaczony Zbigniew Ziobro będzie się tłumaczył z zarzuconych mu czynów? Nic z tego. Były minister z Budapesztu przechodzi do brutalnej kontrofensywy, a na celownik bierze sędziego Waldemara Żurka.
Zamiast mnie zatrzymują moje paszporty. To dowód partactwa Żurka.
Były szef resortu sprawiedliwości twierdzi, że cała akcja została zaplanowana tak, by uderzyć w niego, gdy będzie już za granicą. Jego zdaniem wniosek o uchylenie mu immunitetu celowo wysłano do Sejmu, gdy przebywał na oficjalnej konferencji w Budapeszcie. W swoim stylu dodaje, że obecna władza, którą oskarża o łamanie prawa, powinna była pójść na całość.
Idąc tą drogą powinni być konsekwentni i też nielegalnie mnie zatrzymać, kiedy byłem w kraju. W miarę upływu czasu nawet Silni Razem będą patrzeć na Żurka jako na bezradnego fujarę, który zawalił sprawę, bo nie potrafili mnie zatrzymać w Polsce.