Nie tylko Ziobro. Posłanka PiS uwikłana w aferę Funduszu Sprawiedliwości

Nie tylko Ziobro. Posłanka PiS uwikłana w aferę Funduszu Sprawiedliwości

Nie tylko Ziobro. Posłanka PiS uwikłana w aferę Funduszu Sprawiedliwości

Wiki Commons; x.com/ziobropl

Myśleliście, że afera Funduszu Sprawiedliwości kończy się na Zbigniewie Ziobrze? Nic bardziej mylnego. Ujawnione e-maile posłanki PiS Marii Kurowskiej pokazują, jak ręcznie sterowała publicznymi pieniędzmi, zamieniając fundusz w prywatny bankomat. "Żadne umowy beze mnie" – pisała bez ogródek do urzędników. To nie tylko historia o arogancji władzy, ale dowód na to, że pajęczyna powiązań sięgała znacznie wyżej, niż dotychczas sądzono.

Reklama

"Bardzo proszę, aby żadne umowy nie były podpisywane beze mnie". Posłanka PiS dyktuje warunki

Ujawnione przez Onet e-maile nie pozostawiają złudzeń. Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Maria Kurowska (dawniej Suwerenna Polska) w korespondencji do urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości za czasów Zbigniewa Ziobry zachowywała się jak dysponentka prywatnego folwarku, a nie publicznych pieniędzy. Co znamienne, wiadomości trafiały na prywatne skrzynki Gmail, co sugeruje próbę ominięcia oficjalnego obiegu dokumentów. W jednym z maili polityczka bezceremonialnie zażądała pełnej kontroli umów w swoim regionie.

Bardzo proszę, aby żadne umowy z Gminami nie były podpisywane bez konsultacji ze mną w powiecie jasielskim i krośnieńskim. Pozdrawiam. MK

To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej. Z maili, które Maria Kurowska wymieniała m.in. z Tomaszem Mrazem, głównym świadkiem w aferze, oraz byłą wicedyrektor departamentu Urszulą D., wyłania się obraz systematycznego ręcznego sterowania. W wiadomości do ówczesnego wiceministra Marcina Romanowskiego posłanka przekazała numery do dyrektorów trzech podkarpackich szpitali z jasną dyspozycją. "Bardzo proszę o 100 tys. dla każdego z nich" – napisała. Romanowski błyskawicznie przekazał polecenie dalej.

Reklama

Jeszcze trzy szpitale do realizacji

Pieniądze miały płynąć szerokim strumieniem także do Ochotniczych Straży Pożarnych oraz Kół Gospodyń Wiejskich. W latach 2019–2023 jednostki OSP z jej okręgu wyborczego (Krosno, Jasło, Przemyśl) otrzymały z Funduszu Sprawiedliwości około 3,7 mln zł. Posłanka osobiście doglądała procesu, ponaglając urzędników w sprawie wniosków, które "już trochę czasu" u nich leżały.

Maria Kurowska w kolorowym żakiecie Wiki Commons

Reklama

To nie wyjątek, to system. Jak Fundusz Sprawiedliwości stał się partyjną skarbonką

Przypadek Marii Kurowskiej nie jest odosobnionym incydentem. To element znacznie większej układanki, którą prokuratura nazywa aferą Funduszu Sprawiedliwości. Mechanizm, jak wynika z zeznań świadków, był szokująco prosty: pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, które miały pomagać ofiarom przestępstw, zamieniono w narzędzie polityczne. Finansowano z nich grille dla gospodyń wiejskich, motopompy dla strażaków i sprzęt dla szpitali, a politycy PiS i Suwerennej Polski zbijali na tym wyborczy kapitał.

Reklama

Słowa Mraza potwierdza analiza resortu sprawiedliwości. Wykazała ona, że aż 90% z 224 mln zł przyznanych w trybie pozakonkursowym trafiło do okręgów wyborczych polityków związanych ze Zbigniewem Ziobro. Sama Maria Kurowska broniła wydatków, przekonując, że fundusz wcale nie pochodził z pieniędzy podatników. Jej zdaniem, jego zasobność to efekt "nawiązek od przestępców" i zasługa Ziobry, który "mocno ścigał przestępców", dzięki czemu pula pieniędzy "wystarczyła na wiele rzeczy".

Reklama

"Obrzydliwe". Główny świadek ujawnia kulisy

Główny świadek prokuratury, Tomasz Mraz, były dyrektor departamentu Funduszu Sprawiedliwości, nie gryzł się w język, opisując te praktyki. Jego słowa rzucają światło na moralny wymiar całego procederu, który był dla niego odrażający od samego początku.

Reklama

Zobaczyłem, jak to funkcjonuje w kampanii w 2019 r. To było obrzydliwe.

Mraz opisał, że inicjatywa przyznania dotacji rzadko kiedy wychodziła od samych beneficjentów. To politycy Suwerennej Polski mieli jeździć po swoich okręgach, obiecywać konkretne kwoty i instruować lokalnych włodarzy, by "tylko przygotowali wniosek". System był prosty i skuteczny – pieniądze trafiały tam, gdzie miały przynieść polityczną korzyść, a niekoniecznie tam, gdzie były najbardziej potrzebne.

Waldemar Żurek w czasie wystąpienia; Zbigniew Ziobro przemawia instagram.com/zbigniewziobroofficial; gov.pl

Afera sięga samego szczytu. Sprawa wykracza poza środowisko Ziobry

Sprawa wykracza daleko poza krąg ziobrystów. Choć to Zbigniew Ziobro miał być głównym architektem systemu, zaangażowanie posłanki PiS pokazuje, że z partyjnej skarbonki korzystała cała Zjednoczona Prawica. To podważa narrację, jakoby nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości były samowolą jednej, radykalnej frakcji. Działania Marii Kurowskiej dowodzą, że mechanizm był znacznie szerszy.

To ustalenie ma ogromną wagę polityczną. Jeśli w proceder ręcznego sterowania publicznymi pieniędzmi zaangażowani byli posłowie spoza frakcji Ziobry, rodzi się pytanie: czy o skali procederu mógł nie wiedzieć sam prezes Jarosław Kaczyński? Systematyczność i bezczelność tych działań stawiają pod znakiem zapytania całą narrację PiS o walce z "układami".

Źródło: Wiki Commons
Reklama
Reklama