Sejmowa prohibicja rozpętała prawdziwą burzę, jeszcze zanim na dobre weszła w życie. Decyzja marszałka Włodzimierza Czarzastego o zakazie sprzedaży alkoholu na terenie parlamentu spotkała się z furią posłanki PiS. Agnieszka Wojciechowska van Heukelom grzmi, że to "wstyd na cały świat", a w mocnych słowach uderza personalnie w samego marszałka, sugerując, że ten "traktuje wszystkich jak alkoholików".
Posłanka PiS nie gryzie się w język. "Wstyd na cały świat!"
Nowe porządki w Sejmie nie wszystkim przypadły do gustu, a najgłośniej swoje oburzenie wyraziła posłanka Prawa i Sprawiedliwości, Agnieszka Wojciechowska van Heukelom. Jej zdaniem zakaz alkoholu w Sejmie, a zwłaszcza w sejmowej restauracji, to kompromitacja na arenie międzynarodowej. Posłanka uważa, że zaszkodzi to wizerunkowi Polski podczas przyjmowania zagranicznych gości.
Czy wyobrażacie sobie, jak to jest wstyd na cały świat? Restauracja sejmowa, w której my często przyjmujemy też gości z zagranicy. Przybywają tu różne delegacje. Jak mamy im tłumaczyć teraz, że nie mogą zamówić zwyczajowej lampki wina do obiadu, co jest przyjęte w całym świecie, również Parlamencie Europejskim.
- grzmiała Agnieszka Wojciechowska van Heukelom na portalu X.
Posłanka PiS nie poprzestała jednak na dyplomatycznej krytyce. W bezpardonowym ataku personalnym zasugerowała, że decyzja Włodzimierza Czarzastego ma podłoże w jego osobistych doświadczeniach i jest "projekcją psychologiczną".
Oto marszałkiem Sejmu został zaleczony alkoholik i w ramach projekcji psychologicznej po prostu traktuje nas wszystkich jak alkoholików? Ja sobie tego nie życzę, ja sobie to wypraszam.
Czarzasty tłumaczy decyzję. Chodzi o dawanie przykładu
Decyzja o wprowadzeniu prohibicji na terenie całego kompleksu sejmowego była jedną z pierwszych, jaką podjął nowy marszałek Sejmu, Włodzimierz Czarzasty. Jak tłumaczy, nie jest to fanaberia, a próba naprawy wizerunku polskiego parlamentu i dawania dobrego przykładu społeczeństwu. Podkreślił, że politycy, którzy tworzą prawo, sami muszą go przestrzegać.
Trudno jest informować społeczeństwo o konieczności zakazu sprzedaży w stacjach benzynowych, konieczności zakazu sprzedaży w nocy alkoholu, nie dając przykładu ze strony Sejmu, czyli od strony tych osób, które takie prawo będą uchwalały.
Nie jest tajemnicą, że tłem dla tej decyzji były powtarzające się w przeszłości doniesienia medialne o incydentach z udziałem nietrzeźwych parlamentarzystów. Zakaz w restauracji sejmowej ma być więc jasnym sygnałem, że czas z tym skończyć.

"Przy kompocie będziemy siedzieli?". Posłowie podzieleni
Głos posłanki PiS, choć najostrzejszy, wcale nie jest odosobniony. Decyzja marszałka wywołała spore kontrowersje w Sejmie, a w kuluarach dało się słyszeć głosy niezadowolenia również ze strony innych polityków.
Z rozgoryczeniem nowe zasady komentowali zwłaszcza przedstawiciele prawej strony sceny politycznej. W mediach społecznościowych krążyły ironiczne pytania, czy teraz zagraniczne delegacje "będziemy podejmować kompotem".
Z drugiej strony, wielu parlamentarzystów, zwłaszcza z koalicji rządzącej, poparło decyzję marszałka. Podkreślali oni, że Sejm jest przede wszystkim miejscem pracy, a wizerunek polskiego parlamentu, nadszarpnięty przez medialne doniesienia o pijanych posłach, wymagał stanowczych działań. Ta kwestia wyraźnie podzieliła ławy poselskie.

Internet nie zostawił na posłance suchej nitki
Ostre słowa posłanki PiS odbiły się szerokim echem w sieci, gdzie zawrzało. Internauci w większości nie zostawili na jej argumentacji suchej nitki, kpiąc, że martwi się o "lampkę wina", podczas gdy Sejm to po prostu miejsce pracy. Komentarze były bezlitosne.
Normalnie, tu jest miejsce pracy i tu się, ku*a, nie pije.
A jak pijany poseł zatacza się w Sejmie to nie jest "wstyd na cały świat"?
Biedactwo, nie będzie mogła się napić w pracy za pieniądze podatnika. Co za dramat.
Wygląda na to, że sejmowa prohibicja jeszcze długo będzie tematem gorących dyskusji przy… wodzie mineralnej.