Włodzimierz Czarzasty ledwo objął fotel marszałka Sejmu, a już musiał oddać kluczową część władzy swojemu poprzednikowi. Powodem jest jego wielka, skrywana tajemnica: paniczny lęk przed lataniem. W efekcie w świat za niego poleci Szymon Hołownia. To kulisy niezwykłego układu, który wstrząsnął polską polityką tuż po zmianie warty.
Niezwykły układ w Sejmie. Hołownia zostaje "latającym zastępcą" Czarzastego
Zmiana warty w fotelu marszałka Sejmu miała być formalnością, ale od razu przyniosła polityczną bombę. Zgodnie z umową koalicyjną, Włodzimierz Czarzasty objął stery po Szymonie Hołowni, który zajął fotel wicemarszałka. Szybko okazało się jednak, że nie będzie to standardowa zamiana ról. Kluczowe obowiązki reprezentacyjne na arenie międzynarodowej zostają przy Hołowni.
Powód jest tyleż ludzki, co zaskakujący na tak wysokim szczeblu władzy. Włodzimierz Czarzasty cierpi na aerofobię, czyli paniczny strach przed lataniem. Jak zauważają dziennikarze RMF FM, Czarzasty jest jedynym członkiem prezydium Sejmu, który w tej kadencji nie odbył ani jednego lotu. W tej sytuacji to "latający" wicemarszałek będzie twarzą polskiego parlamentu za granicą.

"Wypiłem w samolocie ze dwa litry wódki". Czarzasty od lat mówi o swojej fobii
Fobia nowego marszałka nie jest tajemnicą dla jego otoczenia, a on sam od lat opowiada o niej z rozbrajającą szczerością. Jego historie mogłyby posłużyć za scenariusz komediodramatu. W jednym z wywiadów dla Dziennika Gazety Prawnej wspominał studencką podróż do Włoch w 1988 roku, która zamieniła się w koszmar.
To był jakiś 1988 r., studenckie przedsięwzięcie, leciałem do Bari przez Kraków i Rzym. Wypiłem w samolocie ze dwa litry wódki.
Jak przyznał, alkohol w powietrzu nie zadziałał, a lekarz po powrocie stwierdził, że Czarzasty "wszystko spalił ze stresu". Z Włoch wracał już bezpiecznie, pociągiem. Jak sam tłumaczył w rozmoiwe z "Dziennikiem", jego lęk bierze się z braku kontroli nad sytuacją:
Nie lubię wchodzić w sytuacje, na które nie mam wpływu.

EAST NEWS
Latający marszałek kontra uziemiony następca. Hołownia był wszędzie
Podczas gdy Włodzimierz Czarzasty unikał samolotów, Szymon Hołownia jako marszałek uczynił z dyplomacji parlamentarnej swój znak rozpoznawczy. Był jednym z najaktywniejszych podróżników na tym stanowisku od lat, spotykając się z liderami na całym świecie i budując pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Jego kalendarz pękał w szwach od zagranicznych delegacji.
Lista podróży Hołowni jest imponująca. Odwiedził kluczowych sojuszników w USA i w Brukseli, ale nie stronił też od dalszych kierunków. Reprezentował polski Sejm w tak odległych miejscach jak Zambia czy Etiopia. Teraz, mimo oddania fotela marszałka, wciąż będzie zbierał punkty za przebyte mile, pełniąc rolę nieformalnego "ministra spraw zagranicznych" Sejmu.