Około 30 turystów utknęło po zmroku przy Morskim Oku po odjeździe wozów konnych. TOPR poradził im zejść pieszo

Około 30 turystów utknęło po zmroku przy Morskim Oku po odjeździe wozów konnych. TOPR poradził im zejść pieszo

Około 30 turystów utknęło po zmroku przy Morskim Oku po odjeździe wozów konnych. TOPR poradził im zejść pieszo

canva.com

Tatry po raz kolejny pokazały, że ich największym zagrożeniem nie są niedźwiedzie czy lawiny, a… zachód słońca. Ratownicy TOPR odebrali w poniedziałkowy wieczór telefon, który brzmiał jak scenariusz komedii. Grupa 30 turystów utknęła nad Morskim Okiem, bo skończył się dzień, a wraz z nim transport konny. Rozpoczął się ich wielki "dramat".

Reklama

"Koniki odjechały, jest ciemno i dramat". Wezwanie, którego TOPR długo nie zapomni

Turyści w Zakopanem to jednak inny stan umysłu. W poniedziałkowy wieczór 10 listopada 2025 roku, tuż po godzinie 18:00, dyżurny ratownik TOPR odebrał alarmujące zgłoszenie. Na Włosienicy, czyli parkingu dla wozów konnych niedaleko Morskiego Oka, utknęła grupa około 30 osób. Powód? Zaskoczył ich zmrok, a fasiągi, na które liczyli, zdążyły już zjechać na dół. Nikt nie był ranny, nikomu nic nie zagrażało, ale turyści uznali sytuację za beznadziejną.

Ratownik relacjonuje, że słowa, które usłyszał w słuchawce, idealnie podsumowały całą sytuację:

Reklama

Jesteśmy zmęczeni, nieprzygotowani, nie nastawieni na taką wędrówkę i dramat. Koniki odjechały.

Ratownicy szybko ocenili, że sytuacja nie wymagała interwencji śmigłowca ani wysyłania ekipy ratunkowej. Zamiast tego przeprowadzono krótką, acz stanowczą rozmowę telefoniczną, która okazała się najlepszą "akcją ratunkową". Jak relacjonuje Krzysztof Długopolski, turyści posłuchali dobrej rady.

Udało nam się przekonać tych ludzi, by zwarli się w grupę i ruszyli pieszo na Palenicę Białczańską. Ktoś tam miał latarkę.

widok na tatry zimą Pixabay

Reklama

Czytaj także: Skrajna głupota w Tatrach. Weszli z niemowlęciem na oblodzone Rysy. "Przedkładają pieniądze nad życie dziecka"

Reklama

Asfaltowa droga okazała się pułapką? Ten szlak pokonują dzieci i osoby starsze

"Dramat" turystów rozegrał się na jednym z najłatwiejszych i najpopularniejszych szlaków w polskich Tatrach. Asfaltowa droga do Morskiego Oka to trasa, którą codziennie pokonują tysiące osób, w tym rodziny z dziećmi w wózkach i seniorzy. Pokonanie jej w dół zajmuje nieco ponad godzinę. Mimo to dla 30-osobowej grupy perspektywa spaceru po zmroku okazała się scenariuszem rodem z horroru.

Reklama

Całe zdarzenie jest podręcznikowym przykładem, jak nie należy planować wycieczki w góry, nawet tej najprostszej. Zimą i jesienią zmrok w Tatrach zapada już po godzinie 16:00. Poleganie wyłącznie na transporcie konnym, który kursuje tylko do zachodu słońca, jest skrajną nieodpowiedzialnością. Podstawą jest posiadanie własnego źródła światła, jak latarka czołówka, i świadomość, że w górach trzeba być samowystarczalnym.

Reklama

A w Tatrach zima i warunki "niekorzystne". TPN od dawna bije na alarm

Kuriozalny incydent wydarzył się w czasie, gdy w wyższych partiach Tatr panują już warunki zimowe. Kontrast między "dramatem" na asfaltowej drodze a realnymi zagrożeniami jest porażający. Tatrzański Park Narodowy od tygodni bije na alarm, informując o bardzo trudnych warunkach. W dolinach szlaki są błotniste i śliskie, a powyżej granicy lasu zalega śnieg i tworzą się oblodzenia.

Kobieta odpoczywa siedząc na skale po wycieczce w Tatrach Materiał partnera

Oficjalny komunikat TPN nie pozostawia złudzeń co do tego, jak poważnie trzeba traktować obecną aurę w górach. To przestroga dla wszystkich, którzy myślą, że wycieczka w góry jesienią to wciąż beztroski spacer.

Warunki do uprawiania turystyki w Tatrach są obecnie niekorzystne. Szlaki na odcinkach leśnych są mokre i występuje dużo błota, przez co jest bardzo ślisko. Powyżej górnej granicy lasu zalega śnieg i występują oblodzenia. Poruszając się tam, należy posiadać doświadczenie w zimowej turystyce górskiej oraz odpowiedni sprzęt (raki, czekan, kask) wraz z umiejętnością jego obsługi. Tatrzańskie stawy zaczęły zamarzać — apelujemy, aby nie wchodzić na taflę lodu, ponieważ jest bardzo cienka i może się załamać

TOPR miał ręce pełne roboty. Ten weekend to nie tylko "dramat" z końmi

Podczas gdy 30-osobowa grupa blokowała linię alarmową z powodu zachodu słońca, ratownicy TOPR mieli ręce pełne prawdziwej roboty. Mimo że podczas długiego weekendu listopadowego, przy ogromnym ruchu turystycznym, interwencji było stosunkowo niewiele — bo około 13 — to dotyczyły one realnych zagrożeń.

Krzysztof Długopolski podsumował weekendowe działania, które pokazują, z czym naprawdę mierzą się ratownicy. Nie ma tam miejsca na opowieści o zmęczeniu na asfalcie.

W górach również był duży ruch, a mimo to stosunkowo niewiele interwencji. Zanotowaliśmy ok. 13 działać. Głównie udzielaliśmy pomoc przy kontuzjach kończyn, pobłądzeniach. W kilku przypadkach używaliśmy śmigłowca.

"Uwaga, dziś nad Morskim Okiem znów zrobi się ciemno". To nie pierwszy taki przypadek

Historia, choć brzmi absurdalnie, wcale nie jest nowa. Kilka lat temu, w okresie sylwestrowym, doszło do niemal identycznej sytuacji. Wtedy również kilkadziesiąt osób utknęło na Włosienicy, zaskoczonych ciemnością i brakiem transportu. Interweniować musiały wówczas policja, straż pożarna i straż TPN, które oświetlały drogę zdezorientowanym turystom.

Tamto wydarzenie wywołało w internecie falę śmiechu i memów, a w schronisku nad Morskim Okiem zawisła legendarna już kartka z komunikatem dla opornych: "Uwaga, dziś nad Morskim Okiem znów zrobi się ciemno". Jak widać, historia lubi się powtarzać, a zdrowy rozsądek to wciąż najważniejszy element górskiego ekwipunku. Niestety, nie da się go kupić w żadnym sklepie.

Źródło: instagram.com/edytagolecofficial
Reklama
Reklama