"Zdrada Polski" i "niemiecka inwazja". Za te słowa Bąkiewicz ma nowe zarzuty
Czwartkowa wizyta w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim z pewnością nie należała do przyjemnych. Robert Bąkiewicz musiał ponownie tłumaczyć się śledczym, którzy w ramach rozszerzonego śledztwa postawili mu dwa świeże zarzuty. Jak informuje prokuratura, wszystko przez jego kontrowersyjną aktywność w internecie, a konkretnie na platformach X oraz YouTube.
Pierwszy z zarzutów dotyczy pomówienia funkcjonariuszy publicznych i dziennikarzy (art. 212 par. 2 k.k.). Zdaniem śledczych, Bąkiewicz w głośnym wpisie z 3 lipca stwierdził, że mundurowi "sprzedają i zdradzają Polskę", a dziennikarze odgrywają "służalczą rolę wobec niemieckich panów". Prokuratura uznała, że takie sformułowania uderzają w ich dobre imię i narażają na utratę zaufania publicznego.
Drugi zarzut jest jeszcze cięższego kalibru: to nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym i etnicznym (art. 256 par. 1 k.k.). Śledczy wzięli pod lupę jego wypowiedzi między 19 czerwca a 18 lipca, w których miał podsycać wrogość wobec Niemców i migrantów. Lider Ruchu Obrony Granic sugerował m.in., że:
Niemcy przy wykorzystaniu imigrantów prowadzą inwazję na Polskę.
... co prokuratura uznała za mowę nienawiści.

To już pięć zarzutów. Prokuratura nie odpuszcza
Nowe zarzuty dołączają do tych, które Bąkiewicz usłyszał już wcześniej. Chodzi m.in. o głośny incydent z 29 czerwca w Słubicach, gdzie miał znieważyć funkcjonariuszy Straży Granicznej i Żandarmerii Wojskowej, a także próbować nakłonić ich do niewykonania obowiązków. Z dwoma nowymi zarzutami na koncie, działacz narodowy ma już łącznie pięć postępowań na karku.
Konsekwencje mogą być bardzo poważne. Za najpoważniejsze z zarzucanych mu czynów grozi mu do trzech lat więzienia. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że część zarzutów prokuratura zakwalifikowała jako czyny o charakterze chuligańskim, co automatycznie podwyższa dolną granicę kary o połowę. Niezależnie od finału sprawy, Bąkiewicz już teraz musi żyć z poważnymi ograniczeniami – wciąż obowiązuje go dozór policji, obowiązek informowania o wyjazdach oraz zakaz zbliżania się do granicy polsko-niemieckiej.

Bąkiewicz grzmi o "politycznej zemście". "Chcą mi zamknąć usta!"
Sam zainteresowany nie ma sobie nic do zarzucenia i całą sprawę traktuje jako polityczną nagonkę. Po wyjściu z prokuratury nie przebierał w słowach, oskarżając śledczych o działanie na zlecenie polityczne.
Oświadczyłem u prokuratora, że nie przyznaję się do winy, że postępowanie jest prowadzone w sposób intencjonalny i motywowany politycznie.
Bąkiewicz poszedł nawet o krok dalej, oskarżając prokuratora o popełnienie przestępstwa i zapowiadając, że winni poniosą konsekwencje.
To jest próba zamknięcia mi ust i wykluczenia z działalności publicznej. Chcą zastraszyć Ruch Obrony Granic i mnie. Wywołują zupełnie odwrotny skutek. Rozliczymy ich wszystkich.