Podczas gdy premier Donald Tusk w Gdańsku mówił o jedności, prezydent Karol Nawrocki na Placu Piłsudskiego w Warszawie też, ale zdecydowanie na swój sposób. W Dniu Niepodległości zagrzmiał o "obcych ideologiach z Zachodu" i "papudze narodów", co politycy opozycji skwitowali krótko: "żenujący facet". Internet już nadał mu nową ksywkę.
Nawrocki grzmi o "papudze narodów" i uderza w Unię Europejską
Wystarczyło kilka minut, by uroczysta atmosfera prysła jak bańka mydlana. Prezydent Karol Nawrocki szybko porzucił świąteczny ton na rzecz ostrej, politycznej tyrady, która bardziej pasowała do wiecu wyborczego niż przemowy męża stanu. W swoim przemówieniu na Placu Piłsudskiego z okazji Święta Niepodległości głowa państwa rysowała wizję Polski oblężonej i zagrożonej.
Najmocniej wybrzmiały słowa o tożsamości narodowej, w których prezydent sięgnął po cytat z Juliusza Słowackiego.
Prezydent Polski nigdy nie pozwoli, abyśmy znów stali się pawiem i papugą narodów, bezwolnie powtarzającą to, co przychodzi z Zachodu.
Karol Nawrocki pytał też o polskie wartości chrześcijańskie, przeciwstawiając je "protezie wartości", jaką miały być "obce nam ideologie w polskich szkołach i polskim systemie edukacji".
Na tym jednak nie koniec. Prezydent uderzył w polityków, którzy jego zdaniem gotowi są oddawać polską suwerenność, mówiąc o tych, którzy chcą "po kawałku oddawać polską wolność, niepodległość i suwerenność obcym instytucjom, trybunałom, obcym agendom Unii Europejskiej". Oberwało się też "celebrytom obrażającym polski mundur", co było czytelnym nawiązaniem do głośnej sprawy Barbary Kurdej-Szatan i kolejną szpilą wbitą w "salon". To był jasny sygnał: prezydent nie zamierzał brać jeńców.

"Żenujący facet". Błyskawiczna reakcja polityków opozycji
Reakcja była niemal natychmiastowa. Premier Donald Tusk, który Święto Niepodległości obchodził w Gdańsku, zgasił prezydenta jednym, krótkim wpisem na platformie X, który boleśnie obnażył kontrast między jego wizją świętowania a wojenną retoryką w Warszawie.
W Gdańsku było o jedności i radości. Nie wszędzie dotarło.
Lawina komentarzy ruszyła natychmiast. Politycy koalicji rządzącej nie przebierali w słowach, a ich wpisy błyskawicznie obiegły sieć. Robert Kropiwnicki z Koalicji Obywatelskiej posunął się do zaskakującego porównania, nadając prezydentowi nową ksywkę.
Nigdy nie sądziłem, że zatęsknię za krzykiem Dudy. Przy Nawrockim to był niewinny szept. Jak tak dalej pójdzie, prezydent będzie miał ksywkę "megafon".
Wygląda na to, że styl prezydenta Nawrockiego sprawił, że niektórzy zatęsknili za jego poprzednikiem. W podobnym tonie wypowiedział się Dariusz Joński, zarzucając głowie państwa upolitycznienie święta. "Wstyd, że narodowe święto stało się narzędziem propagandy" – napisał.
Swojego oburzenia nie kryła również Lewica. Tomasz Trela ocenił wystąpienie w dwóch słowach, które dosadnie podsumowały odczucia wielu obserwatorów sceny politycznej.
Karol Nawrocki z Narodowego Święta Niepodległości robi wiec polityczny. Żenujący facet!
Kropkę nad "i" postawił szef klubu KO Zbigniew Konwiński, który stwierdził krótko: "Nie trzeba drzeć się wniebogłosy, żeby być patriotą".
"Megafon", "wiec polityczny". Internet nie zostawił na prezydencie suchej nitki
Politycy swoje, ale to internet najdobitniej pokazał, co sądzi o wystąpieniu głowy państwa. Media społecznościowe zalała fala krytyki, w której użytkownicy nie zostawili na prezydenckim przemówieniu suchej nitki.
Serio? To jest prezydent wszystkich Polaków? Brzmi jak trybun partyjny na zjeździe. Wstyd!
Człowiek włącza TV w święto narodowe, a tam wiec polityczny. Wyłączyłem po 5 minutach.
"Megafon" to idealna ksywka. Głośno, gniewnie i bez treści jednoczącej.
To właśnie forma, a nie tylko treść, wywołała falę krytyki. Podniesiony głos, momentami przechodzący w krzyk, i ostre gesty sprawiły, że internauci bezlitośnie okrzyknęli prezydenta "megafonem", zarzucając mu brak klasy i prezydenckiej powagi.
Święto jedności czy festiwal podziałów? Prezydent wybrał konfrontację
W dniu, który powinien łączyć Polaków wokół wspólnej historii i dumy narodowej, prezydent Karol Nawrocki świadomie wybrał strategię konfrontacji. Jego przemówienie nie było próbą budowania mostów, lecz manifestem politycznym, który tylko pogłębił istniejące w społeczeństwie podziały. Wygląda na to, że dla obecnej głowy państwa wojna polityczna nie ma przerw ani świąt.
Pozostaje pytanie, czy taka postawa służy budowaniu silnej, zjednoczonej Rzeczypospolitej, czy jest jedynie cyniczną grą na użytek wewnętrznej polityki i mobilizacją twardego elektoratu. Po przemówieniu na Placu Piłsudskiego stało się jasne, że w wizji prezydenta Nawrockiego w tej wspólnocie nie ma miejsca dla wszystkich.