Jarosław Kaczyński postanowił zagrać wyjątkowo nieczysto i uderzył w najczulszy punkt Sławomira Mentzena – jego zdrowie. Sugestie o "niedostatkach", jawnie nawiązujące do spektrum autyzmu lidera Konfederacji, wywołały natychmiastową reakcję. Prezes PiS usłyszał, że jest "chamem i kłamcą", a afera rozlała się daleko poza polityczne korytarze, zmuszając Mentzena do stanięcia w obronie nie tylko siebie, ale wszystkich osób dotkniętych podobnymi słowami.
Kaczyński uderza w czuły punkt. Mówi o "niedostatkach" Mentzena
W polskiej polityce widzieliśmy już wiele, ale Jarosław Kaczyński postanowił przekroczyć kolejną granicę. Uderzając w swojego głównego rywala na prawicy, prezes PiS sięgnął po argumenty, których w debacie publicznej po prostu się nie używa. Stwierdził, że jeśli "ktoś cierpi na jakieś niedostatki, to powinien najpierw się doprowadzić do dobrego stanu, a dopiero później przejść do polityki".
Nikt na scenie politycznej nie miał wątpliwości, do kogo pije Kaczyński. Aluzja była aż nazbyt czytelna i wymierzona prosto w Sławomira Mentzena, który od lat publicznie mówi o zdiagnozowanym u niego zespole Aspergera, należącym do spektrum autyzmu. To był strzał prosto w człowieka, a nie w jego poglądy. Kaczyński wiedział, gdzie uderzyć, by zabolało.
Wiki Commons
Mentzen nie wytrzymał. Odpowiedział krótko: "To cham i kłamca"
Mentzen nie czekał długo z odpowiedzią. Goszcząc w programie "Polityczny WF z gościem" w Polsat News, w rozmowie z Piotrem Witwickim i Marcinem Fijołkiem, odpalił bez ostrzeżenia. Lider Konfederacji nie bawił się w dyplomację:
Jarosław Kaczyński jest nie tylko kłamcą, ale i chamem i wykorzystuje moją chorobę do uderzania we mnie
– stwierdził. Te słowa pokazały, że Konfederacja nie zamierza nadstawiać drugiego policzka.
"Strzelając we mnie, uderzył w niewinnych ludzi". Emocjonalny wpis lidera Konfederacji
O ile słowa w telewizji były spontaniczną, ostrą reakcją, o tyle późniejszy wpis w mediach społecznościowych był już przemyślaną i emocjonalną odpowiedzią. Mentzen wyjaśnił, dlaczego słowa Kaczyńskiego zabolały go tak mocno. Okazało się, że nie chodziło tylko o niego. Polityk przywołał swoje spotkania z kampanii, podczas których podchodzili do niego ludzie z autyzmem i ich rodziny, dziękując mu za to, że daje im nadzieję na normalne życie.
I teraz Jarosław Kaczyński, uderzając we mnie, mówi tym wszystkim osobom: wyleczcie się albo odizolujcie od społeczeństwa, bo nie nadajecie się do normalnego życia. Mówi im: zapomnijcie o polityce, o biznesie, o swoich marzeniach. To jest kpina z tych ludzi.
Lider Konfederacji przeniósł ciężar dyskusji z osobistej zniewagi na obronę całej społeczności. Podkreślił, że spektrum autyzmu nie da się wyleczyć i nikt, a już na pewno nie Jarosław Kaczyński, nie ma prawa mówić osobom z autyzmem, jak mają żyć.
Dlatego nazwałem Kaczyńskiego chamem. Bo strzelając we mnie, atakując mnie moją przypadłością, boleśnie uderzył w naprawdę wielu zupełnie niewinnych ludzi
– zakończył swój wpis.
To nie pierwszy raz. O co chodzi w wojnie Kaczyńskiego z Mentzenem?
Ten osobisty atak nie był przypadkiem, a kolejnym etapem brutalnej walki o prawicowy elektorat. Sam Sławomir Mentzen przyznaje, że to nic nowego. "Kaczyński nam tę wojnę już wypowiedział chyba jeszcze w czerwcu..." – mówił w wywiadzie, przypominając o ujawnionym przez media "przekazie dnia" PiS, który nazwał "stekiem kłamstw".
Absurdalne oskarżenia o popieranie banderyzmu czy lockdownów były na porządku dziennym, a sam Mentzen kwitował je krótko: "Żeby oskarżać mnie o to, że ja popierałem lockdowny, że ja popieram banderyzm, to trzeba mieć coś nie tak z głową, ewentualnie trzeba być zwyczajnym kłamcą". Wygląda na to, że w walce o prawicowe głosy prezes PiS jest gotów sięgnąć po każdą broń – nawet tę najbardziej osobistą i raniącą niewinnych ludzi. Ta polityczna wojna wchodzi na nowy, wyjątkowo brutalny poziom.