Prezydent Karol Nawrocki wytoczył najcięższe działa przeciwko ministrowi sprawiedliwości Waldemarowi Żurkowi i skierował sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi o rozporządzenie, które zdaniem prezydenta jest "absolutnie bezprawne" i stanowi próbę politycznego sterowania sądami. Szykuje się prawdziwa wojna na szczytach władzy.
Nawrocki idzie do Trybunału Konstytucyjnego. Chodzi o rozporządzenie Żurka
We wtorek 28 października 2025 roku gruchnęła informacja, na którą czekało całe środowisko prawnicze. Prezydent Karol Nawrocki złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego (TK) o zbadanie zgodności z konstytucją głośnego rozporządzenia ministra sprawiedliwości. O całej akcji poinformował szef Kancelarii Prezydenta, Zbigniew Bogucki, który nie ukrywał, że Pałac Prezydencki ma fundamentalne zastrzeżenia do działań szefa resortu.
Na celowniku głowy państwa znalazło się rozporządzenie ministra sprawiedliwości, które nowelizuje Regulamin urzędowania sądów powszechnych. W centrum sporu znalazła się niezwykle wrażliwa kwestia, czyli zasady funkcjonowania systemu losowego przydziału spraw sędziom. Mówiąc prościej, chodzi o system, który miał być gwarantem bezstronności i chronić sądy przed politycznymi naciskami.
Wojna o losowanie sędziów. O co tak naprawdę chodzi w tym sporze?
Pałac Prezydencki nie ma wątpliwości – minister Waldemar Żurek swoim rozporządzeniem próbuje ręcznie sterować tym, którzy sędziowie dostają jakie sprawy. To zdaniem otoczenia prezydenta potężny cios w fundamenty niezależności sądów i niedopuszczalna ingerencja wykonawcza w materię, która powinna być wolna od polityki. Mówiąc wprost: chodzi o to, by politycy nie mogli ręcznie dobierać sędziów do konkretnych, często niewygodnych dla władzy spraw.
Sedno sporu prawnego jest proste, choć jego konsekwencje mogą być ogromne. Prezydent Nawrocki uważa, że tak kluczowe zmiany dotyczące ustroju sądów nie mogą być wprowadzane za pomocą zwykłego rozporządzenia ministra. To materia, która zdaniem głowy państwa wymaga ustawy przyjętej przez Sejm. W tle toczy się więc brutalna bitwa o to, kto tak naprawdę rządzi w polskim sądownictwie: uchwalona przez Sejm ustawa czy jedno rozporządzenie ministra.
Mocne słowa z Kancelarii Prezydenta. "Minister ma rozmach"
Zbigniew Bogucki, reprezentujący prezydenta, nie gryzł się w język, opisując działania ministra sprawiedliwości. Jego słowa to otwarte wypowiedzenie wojny. Wprost oskarżył Żurka o próbę obchodzenia prawa i naruszania konstytucyjnego porządku.
Szef MS w sposób absolutnie bezprawny próbuje poprzez rozporządzenie zmieniać ustawę.

Przedstawiciel prezydenta stwierdził, że kontrowersyjne rozporządzenie to nic innego jak próba wskazywania "politycznym palcem władzy wykonawczej sędziów, mających orzekać w danym procesie". Bogucki podkreślił, że nie ma tu mowy o przypadku. "W ocenie pana prezydenta Nawrockiego to rozporządzenie narusza szereg przepisów ustawy zasadniczej" – grzmiał minister. Całą sytuację podsumował z gorzką ironią.
Minister Żurek ma rozmach.
Wojna o sądy wchodzi w nową fazę. Co to oznacza dla Polski?
Wniosek prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego to nie tylko prawna formalność, ale otwarte wypowiedzenie wojny na froncie reformy sądownictwa. To jasny sygnał, że Pałac Prezydencki nie zamierza bezczynnie przyglądać się zmianom wprowadzanym przez nowy rząd. Dla sądów oznacza to okres niepewności, a dla obywateli kolejne pytanie o stabilność i przewidywalność prawa.
Decyzja Trybunału będzie miała fundamentalne znaczenie. Jeśli przyzna rację prezydentowi, zablokuje kluczowy element zmian ministra Żurka i zmusi rząd do szukania drogi ustawowej. Jeśli jednak stanie po stronie ministra, da rządzącym zielone światło do dalszych, szybkich reform w wymiarze sprawiedliwości. Jedno jest pewne: temperatura politycznego sporu właśnie wzrosła o kilka stopni.