Kamala Harris w BBC o Donaldzie Trumpie: „Wielu klęka u stóp tyrana”, a Departament Sprawiedliwości to jego broń

Kamala Harris w BBC o Donaldzie Trumpie: „Wielu klęka u stóp tyrana”, a Departament Sprawiedliwości to jego broń

Kamala Harris w BBC o Donaldzie Trumpie: „Wielu klęka u stóp tyrana”, a Departament Sprawiedliwości to jego broń

instagram.com/kamalaharris/

Po miesiącach politycznej ciszy Kamala Harris wróciła z hukiem. W bezpardonowym wywiadzie dla BBC nie tylko publicznie nazwała Donalda Trumpa "tyranem", ale dała jasno do zrozumienia, że jej polityczna kariera jeszcze się nie skończyła. To nie jest pożegnanie, a zapowiedź rewanżu. Wszystko wskazuje na to, że jej ostre słowa to pierwsza salwa w nowej, brutalnej walce o Biały Dom.

Reklama

"Wielu klęka u stóp tyrana". Harris bardzo bezpośrednio w wywiadzie dla BBC

Sceneria była idealna na wielki powrót – Londyn, promocja nowej książki i wywiad dla prestiżowego BBC. Ale Kamala Harris nie przyjechała tam tylko po to, by sprzedawać egzemplarze "107 dni". Przyjechała, by po raz kolejny wywarzyć zamknięte drzwi. Była wiceprezydent USA wprost określiła Donalda Trumpa mianem "tyrana", a jej słowa odbiły się echem po obu stronach Atlantyku. Stwierdziła, że jej najczarniejsze scenariusze dotyczące jego "f.szystowskich zachowań" właśnie się materializują.

Harris zarzuciła Trumpowi, że bez skrupułów wykorzystuje państwo do własnych celów. "Powiedział, że zamierza uczynić Departament Sprawiedliwości swoją bronią i dokładnie to zrobił" – stwierdziła, uderzając w jeden z najczulszych punktów amerykańskiej demokracji. Oberwało się też liderom biznesu, którzy według niej w tchórzliwy sposób ulegli nowej władzy.

Reklama

Jest wielu takich, którzy poddali się od pierwszego dnia, którzy klękają u stóp tyrana. Myślę, że wielu robi to między innymi dlatego, że chcą być blisko władzy, bo chcą uzyskać zgodę na fuzje (finansowe) lub uniknąć śledztwa.

donald-trump i Joseph Boakai instagram.com/potus/

"Jeszcze nie skończyłam". Była wiceprezydent szykuje się do rewanżu

Te ostre słowa to jednak coś więcej niż tylko krytyka rywala. To starannie zaplanowany sygnał dla całej Partii Demokratycznej i milionów wyborców – Kamala Harris wraca do gry. W wywiadzie jasno zasygnalizowała, że rozważa start w wyborach prezydenckich w 2028 roku, choć ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęła. Przyznała, że jest to "możliwe", dając nadzieję tym, którzy liczą na jej powrót.

Reklama

Harris ignoruje przy tym nieprzychylne sondaże, które stawiają ją w roli outsiderki. "Gdybym słuchała sondaży, nie startowałabym w wyborach po raz pierwszy ani po raz drugi i na pewno nie siedziałabym tutaj" – skwitowała z uśmiechem. Jej determinację najlepiej podsumowują słowa, które brzmią jak obietnica politycznej zemsty:

Reklama

Jeszcze nie skończyłam. (...) Cała moja kariera była służbą państwu i mam to we krwi.

Porażka w wyborach to wina Bidena? Harris szuka winnych przegranej

Zanim jednak Harris ruszy po prezydenturę w 2028 roku, musi rozliczyć się z przeszłością. A dokładniej – z porażką z 2024 roku, w której przegrała z Trumpem o 2,4 miliona głosów. Była wiceprezydent nie ucieka od tematu, ale ma na to swoje wytłumaczenie. Między wierszami, a czasem całkiem wprost, wskazała winnego: Joe Bidena i jego spóźnioną rezygnację.

Reklama

Reklama

Harris twierdzi, że jej kampania wyborcza, która trwała zaledwie 107 dni, zaczęła się zbyt późno, by mieć jakiekolwiek szanse na zwycięstwo. Decyzję byłego prezydenta o starcie nazwała wprost "błędem", dając do zrozumienia, że to on zaprzepaścił szansę Demokratów na utrzymanie Białego Domu. To pokazuje, że Harris nie tylko bierze na celownik Trumpa, ale też bezlitośnie rozlicza się z własnym obozem.

"Absurdalne kłamstwa". Biały Dom nie zostawił na Harris suchej nitki

Na odpowiedź Białego Domu nie trzeba było długo czekać, a była ona równie brutalna, co atak Harris. Rzeczniczka Abigail Jackson w ostrych słowach zasugerowała, że była wiceprezydent powinna pogodzić się z przegraną.

Kiedy Kamala Harris przegrała wybory w miażdżącym stylu, powinna była zrozumieć aluzję: Amerykanie nie przejmują się jej absurdalnymi kłamstwami.

Jackson dodała złośliwie, że być może Harris "zrozumiała aluzję i dlatego nadal wyraża swoje niezadowolenie w zagranicznych publikacjach". Wojna na słowa dopiero się rozpoczęła, a do wyborów w 2028 roku zostało jeszcze sporo czasu. Jedno jest pewne – w amerykańskiej polityce znowu będzie gorąco.

Źródło: instagram.com/theroyalfamily
Reklama
Reklama