Prawo i Sprawiedliwość wydało miliony na kongres w Katowicach, który miał pokazać nową, merytoryczną twarz partii. Zamiast tego Jarosław Kaczyński zaserwował wyborcom festiwal starych strachów, odgrzewanych obietnic i wizję Polski w wiecznym konflikcie z Europą. Nowy program okazał się starym planem na odzyskanie władzy za wszelką cenę.
Kaczyński znów straszy Niemcami i Unią. O co tak naprawdę chodzi prezesowi?
Wystąpienie otwierające kongres PiS nie pozostawiło złudzeń. Jarosław Kaczyński wrócił do sprawdzonej narracji, w której Polska jest oblężoną twierdzą. Prezes PiS grzmiał o nadchodzącym kryzysie gospodarczym i planach Unii Europejskiej, które określił jako "kwestię być albo nie być Polski". Według niego, za wszystkim stoi "opcja niemiecko-brukselska", która ma doprowadzić do powstania "czegoś w rodzaju nowego imperium" pod wodzą Niemiec.
Mamy dzisiaj dwie opcje. Opcję niemiecko-brukselsksą, ten nowy traktat. Do czego to się sprowadza? Powstaje w gruncie rzeczy jedno państwo, ale państwo hegemonialne. (...) To wszystko, co zaczęło się po drugiej wojnie światowej, ma zostać sfinalizowane jako wielkie zwycięstwo Niemiec i powstanie czegoś w rodzaju nowego imperium.
Tymczasem szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, studzi emocje, przypominając, że prawdziwe zagrożenie jest ze wschodu, a nie z zachodu. Ta retoryka antyniemiecka, zdaniem obecnego rządu, jest szkodliwa dla bezpieczeństwa Polski. Wygląda na to, że Kaczyński, zamiast szukać rozwiązań, woli mobilizować twardy elektorat sprawdzonym straszakiem, narzucając ramy przyszłej kampanii wyborczej.
Stare twarze i odgrzewane obietnice. Kurski i Ziobro wracają do gry
Kongres miał być powiewem świeżości, a stał się zjazdem starych znajomych. Prawdziwym hitem okazał się panel poświęcony mediom publicznym, w którym pierwsze skrzypce ma grać nie kto inny jak Jacek Kurski. Ironia tej sytuacji nie umknęła komentatorom. Architekt propagandy w TVP ma teraz radzić, jak uzdrowić media. Wisienką na torcie jest panel o tworzeniu nowej konstytucji, który poprowadzi była prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julia Przyłębska – osoba współodpowiedzialna za demontaż sądownictwa w Polsce. To tak, jakby podpalacz miał prowadzić szkolenie z bezpieczeństwa pożarowego.
Równie znajomo brzmią "nowe pomysły PiS". W 550-stronicowej księdze programowej partia proponuje m.in. waloryzację 800+ czy bon mieszkaniowy w wysokości 100 tys. zł za trzecie dziecko. To te same, często niezrealizowane obietnice, podane w nowym opakowaniu. Zamiast rewolucji, partia Jarosława Kaczyńskiego serwuje odgrzewane kotlety, licząc, że wyborcy mają krótką pamięć.

Miała być rewolucja, wyszedł festiwal narzekania. Mentzen kpi, eksperci kręcą głową
Oferta programowa PiS nie wzbudziła entuzjazmu nawet na prawicy. Sławomir Mentzen z Konfederacji bezlitośnie wykpił propozycje partii, nazywając je "socjalistycznym programem". Jego zjadliwy komentarz wywołał nerwową reakcję w szeregach Zjednoczonej Prawicy.
Coroczna waloryzacja 800+, bony mieszkaniowe na 100 tys. zł za trzecie dziecko, dochód podstawowy 500 zł dla każdego, likwidacja kwoty wolnej, czterodniowy tydzień pracy dla seniorów, gwarancja wkładu własnego i wiele innych podobnych pomysłów znajduje się w pokazanym dziś socjalistycznym programie PiS. I jeszcze ktoś się dziwi, że nie chcę mieć nic wspólnego z tym planem ostatecznego zrujnowania naszego państwa?
Do odpowiedzi pospieszyli Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki. Były premier próbował ratować sytuację, tłumacząc, że opublikowana księga to "tylko zbiór pomysłów", a nie gotowy program. Brzmi to jak próba wycofania się rakiem z propozycji, które jeszcze przed startem kongresu stały się obiektem drwin.
Kongres za miliony, a na stoiskach drożyzna. Tyle kosztuje książka o Kaczyńskim
Organizacja dwudniowej imprezy w Katowicach to koszt szacowany nawet na 2 do 4 milionów złotych. Ten rozmach mocno kontrastuje ze słowami rzecznika partii, Rafała Bochenka, który zapewniał o skromności przedsięwzięcia.
To skromniejsza konwencja, niż te, które tutaj mieliśmy w poprzednich latach. Gdyby nie wsparcie sympatyków, którego nam udzielają przez ostatnie miesiące, ciężko byłoby nam funkcjonować.
Podczas gdy partia oficjalnie zaciska pasa, na kongresowych korytarzach kwitnie handel. Swoje stoiska rozstawiła m.in. TV Republika, oferując gadżety w iście rynkowych cenach: czapki za 49 zł, koszulki za 60-70 zł i filiżanki za prawie 90 zł. Prawdziwym hitem cenowym okazała się jednak książka o Jarosławie Kaczyńskim. Za dzieło "Realista i wizjoner" trzeba zapłacić zawrotne 170 zł. Wielka polityka to najwyraźniej także wielki biznes.
Gdy kurz po wielkim kongresie opadnie, pozostanie obraz partii, która za miliony złotych próbuje sprzedać wyborcom stare strachy. Najlepiej podsumowuje to absurdalna teza, że za zbrodnie w Buczy odpowiada "ideologia emancypacji". Co ciekawe, jeszcze niedawno rząd PiS oficjalnie uznawał takie narracje za element rosyjskiej propagandy. Wygląda na to, że w pogoni za władzą Jarosław Kaczyński jest gotów sięgnąć nawet po argumenty, które sam wcześniej demaskował.