Ksiądz z Wielkopolski nie wytrzymał i publicznie zbeształ swoich parafian, nazywając ich postawę "żenującą hipokryzją". Duchowny poszedł o krok dalej i wprost stwierdził, że woli pusty kościół od takiego, który jest "pełen diabłów". Te słowa wywołały w sieci prawdziwą lawinę.
Ksiądz ma dość. "Wolę pusty kościół, niż pełen diabłów"
Ksiądz Daniel Wachowiak to duchowny, który nie boi się włożyć kija w mrowisko. Znany ze swojej aktywności w sieci proboszcz z Koziegłów po raz kolejny udowodnił, że nie zamierza owijać w bawełnę. Jego najnowszy wpis wywołał prawdziwą burzę, bo tym razem nie zostawił na swoich wiernych suchej nitki.
Tym razem iskrą zapalną okazały się wyniki liczenia wiernych. Kiedy duchowny zobaczył, że na niedzielną mszę przyszło zaledwie 19,97% parafian, miarka się przebrała. Swoją frustrację podsumował słowami, które wbiły wielu w fotel:
Wolę pusty kościół, niż pełen diabłów

Wierni to "żenujący hipokryci"? Duchowny grzmi o sakramentach
Duchowny uderzył w to, co jego zdaniem jest największą plagą Kościoła – instrumentalne podejście do wiary. Nie przebierając w słowach, wypalił, że postawa wielu ludzi to nic innego jak "żenująca hipokryzja". Chodzi o wiernych, którzy w kościele pojawiają się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują – chrztu, ślubu czy zaświadczenia, by zostać chrzestnym.
Z drugiej strony naprawdę jest to żenująca hipokryzja: uznawać się za wierzących, domagać się sakramentów, zaświadczeń typu "chrzestny" i nie chodzić regularnie na Mszę niedzielną, tylko wówczas, gdy "trzeba". To jest też i "śmieszne" i żałosne, iż czasami "trzeba" sprawdzać, czy ktoś proszący o sakramenty, rzeczywiście chodzi choćby na niedzielną Liturgię.
Co więcej, ksiądz z rozgoryczeniem zasugerował powrót do metod rodem ze szkoły – obowiązkowych indeksów, które miałyby "zachęcić" wiernych do regularności. To pokazuje skalę jego frustracji postawą tych, których ma prowadzić.
To nie pierwszy raz. Ksiądz Wachowiak i jego wojna z parafianami
To nie jest jednorazowy wybryk. Ksiądz Wachowiak konsekwentnie prowadzi swoją krucjatę przeciwko temu, co uważa za fałsz w Kościele. Jego metody są kontrowersyjne, ale z pewnością nie można mu odmówić konsekwencji.
Wcześniej wywołał sensację, publikując w sieci dokładne kwoty zebrane na tacę, co dla wielu księży jest tematem tabu. Nie oszczędził też nowożeńców, którym wytknął, że na "event" ślubny potrafią wydać fortunę, a dla parafii zostawiają symboliczne "ochłapy".
W internecie zawrzało. Jedni go bronią, inni są zniesmaczeni
Słowa księdza podzieliły internet. Pod jego wpisem natychmiast zaroiło się od komentarzy. Część internautów przyklasnęła duchownemu, pisząc wprost: "Nareszcie ktoś odważył się powiedzieć prawdę o niedzielnych katolikach!", "Brawo za odwagę! Hipokryzja w Kościele to plaga".
Jednak dla wielu takie słowa to skandal. "To pycha, a nie duszpasterstwo. Ksiądz ma łączyć, a nie obrażać i nazywać ludzi diabłami" – grzmią krytycy. Inni dodają, że taka postawa to najprostsza droga do tego, by kościół faktycznie opustoszał na dobre. Czy bezkompromisowa szczerość to jedyna droga do uzdrowienia sytuacji w polskim Kościele, czy może gwóźdź do jego trumny?