Wielkie nadzieje związane z wyborami 15 października zderzyły się z twardą rzeczywistością, a Donald Tusk stanął twarzą w twarz z zarzutami o niedotrzymanie słowa. Premier, przyparty do muru podczas spotkania z wyborcami, sięgnął po zaskakującą linię obrony, która wywołała prawdziwą burzę. Jego argumentacja, oparta na zimnej, politycznej matematyce, dla wielu rozczarowanych wyborców zabrzmiała jak policzek i czysta arogancja.
Tusk postawiony pod ścianą. Zaskakująca odpowiedź na zarzuty
Scena jak z politycznego thrillera rozegrała się w Piotrkowie Trybunalskim. To tam, podczas spotkania z mieszkańcami, premier musiał zmierzyć się z falą goryczy i rozczarowania. Głos zabrała jedna z aktywistek, która bez ogródek wytknęła szefowi rządu, że szumne zapowiedzi z kampanii pozostały na papierze. Chodziło o słynne "100 konkretów", które miały odmienić Polskę w pierwsze 100 dni.
My chcemy godnie żyć, a nie tylko przeżyć. I to jest problem, ponieważ bardzo ciężko jest nam być wysłuchanym, ponieważ przez dwa lata czekamy. Bardzo namawialiśmy, żeby głosować na koalicję, która teraz rządzi i jesteśmy zawiedzeni. 100 konkretów było bardzo nagłaśniane. Dzisiaj zostało z nich zrealizowane zaledwie ile? 30? Jest mi po prostu przykro.
Premier Donald Tusk, wyraźnie zaskoczony tak bezpośrednią krytyką, próbował początkowo "lać wodę" i chwalić się dotychczasowymi osiągnięciami. Kiedy jednak musiał odpowiedzieć wprost, dlaczego zrealizował zaledwie ułamek obietnic, sięgnął po chłodną kalkulację. Jak stwierdził, skoro jego partia, Koalicja Obywatelska, zdobyła w wyborach nieco ponad 30% głosów, to zrealizowanie około 30% obietnic jest wynikiem... uczciwym.
Dostałem 30, niecałe 31 proc. głosów. Mniej niż 1/3. Mówię o zwycięstwie 15 października, ale ja dostałem 31 proc., moja partia 31 proc. więc zrobiłem 1/3 z tego, co obiecałem. Chyba uczciwy rachunek?
YouTube: Donald Tusk (TokFM)
Chwilę później, rozwijając swoją linię obrony, premier próbował zrelatywizować obietnice, sugerując, że były one warunkowe i zależały od uzyskania pełni władzy, której przecież nie zdobył.
Nie dostałem 100 proc. władzy. Znaczy, kiedy mówiłem przed 15 października, także tutaj w Piotrkowie: „Głosujcie na mnie, będę miał władzę, to zrobię te 100 rzeczy” i gdybym miał 100 proc. władzy, byłoby tych 100 rzeczy.

"Uczciwy rachunek" czy arogancja? Lawina komentarzy po słowach Donalda Tusku
Słowa o "uczciwym rachunku" błyskawicznie rozgrzały internet i stały się paliwem dla opozycji, która grzmi o arogancji i szukaniu wymówek. Ale to nie tylko politycy poczuli się urażeni.
Wielu wyborców, którzy zaufali Koalicji 15 Października, odebrało tłumaczenie premiera jako próbę umycia rąk i zrzucenia odpowiedzialności za niespełnione obietnice. Nastroje społeczne zdaje się potwierdzać najnowszy sondaż RMF FM i pracowni Opinia24.
Po dwóch latach od wyborów aż 45% Polaków uważa, że żyje im się "tak samo", a 31% twierdzi, że "gorzej". Taka ocena rządu Tuska pokazuje, że matematyczna logika premiera nie trafia do portfeli i serc zwykłych ludzi.