Myślał, że ma plony warte 60 tys. zł. Wrócił na pole i zastał pustkę. "Koszmar jak z filmu Barei"

Myślał, że ma plony warte 60 tys. zł. Wrócił na pole i zastał pustkę. "Koszmar jak z filmu Barei"

Myślał, że ma plony warte 60 tys. zł. Wrócił na pole i zastał pustkę. "Koszmar jak z filmu Barei"

facebook.com

Wystarczyła jedna fałszywa plotka w internecie, by rolnik z podkarpackiej Dąbrowicy stracił dorobek wart 60 tysięcy złotych. Kiedy był na uroczystości rodzinnej, na jego pole zjechały się tłumy z łopatami, workami, a nawet ciągnikami. To, co miało być zwykłym zbiorem, zamieniło się w masową kradzież na niewyobrażalną skalę, a bezsilny właściciel może tylko apelować o sprawiedliwość i ludzką przyzwoitość.

Reklama

Z pola zniknęło 150 ton ziemniaków. Wszystko przez jedną plotkę

Sceny, które rozegrały się w weekend 11-12 października 2025 roku w Dąbrowicy w powiecie leżajskim, przechodzą ludzkie pojęcie. Wszystko zaczęło się od nagrania opublikowanego przez portal Nowiny24, na którym anonimowy mężczyzna ogłosił radosną nowinę.

Rolnik wysypał 150 ton ziemniaków, których nie mógł sprzedać. Wysypał i powiedział, że każdy może je sobie zabrać. Za darmo.

Na pole Piotra Gryty ruszyła prawdziwa szarańcza. Samochody osobowe, przyczepki, a nawet ciągniki blokowały dojazd. Ludzie, ogarnięci szałem darmowych zbiorów, rzucili się na cudze plony jak na darmowe złoto. Nikt nie zadawał pytań – każdy chciał urwać jak najwięcej dla siebie. W czasie, gdy właściciel był na uroczystości rodzinnej, z jego pola zniknęło 150 ton ziemniaków wartych 60 tys. zł. Niektórzy mieli załadować nawet sześć przyczep, co odpowiada 60 tonom bulw.

Reklama

Rolnik jest w szoku. "Mam 68 lat i nigdy czegoś takiego nie widziałem"

Dla 68-letniego Piotra Gryty, który prowadzi gospodarstwo od lat, to co się stało, jest niewyobrażalnym ciosem. O masowym zbieraniu dowiedział się dopiero w niedzielę i nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. W rozmowie z mediami nie krył swojego szoku i bezsilności, porównując całą sytuację do absurdalnej komedii.

Byłem w szoku. Mam 68 lat i nigdy w życiu nie spotkało mnie coś takiego. To koszmar jak z filmu Barei. Mam nadzieję, że ci, którzy tam byli, zgłoszą się do mnie, wyjaśnią sytuację i sprawę załatwimy polubownie. Jeśli nie, to sprawa może trafić do prokuratury.

Rolnik z Dąbrowicy podkreśla, że nie chce eskalować konfliktu i ma nadzieję na polubowne załatwienie sprawy. Mimo to jego słowa pokazują, jak bardzo jest zdruzgotany. "Nie wiem jeszcze, jak ta sprawa się zakończy. Na razie jestem w rozsypce" – przyznaje Gryta.

Reklama

Piotr Gryta i ziemniaki facebook.com

Reklama

"Wziąłem dwa worki, bo dostałem zaćmienia". Jedni przepraszają, inni nie czują się winni

Po tym, jak sprawa stała się głośna, do Piotra Gryty zaczęli zgłaszać się niektórzy uczestnicy "samozbiorów". Okazuje się, że sumienie ruszyło przynajmniej część z nich. Właściciel pola opowiada o jednym z mężczyzn, który przyszedł osobiście, by przeprosić i wytłumaczyć swoje zachowanie.

Reklama

Jeden pan przyszedł i powiedział, że wziął dwa worki, bo "dostał zaćmienia", gdy zobaczył tłum ludzi. Przeprosił, wytłumaczył się i wszystko jest w porządku. Ale są też tacy, którzy zabrali dziesiątki ton.

Ta historia pokazuje dwie strony medalu. Z jednej strony są ludzie, którzy dali się ponieść owczemu pędowi i teraz żałują. Z drugiej – ci, którzy bez skrupułów wykorzystali fałszywą informację do masowej kradzieży. Gryta próbuje teraz indywidualnie rozmawiać z osobami, które się do niego zgłaszają, ale ogrom strat jest przytłaczający.

Reklama

Samozbiory to nowa plaga. Rolnicy drżą o swoje uprawy

Sprawa z Dąbrowicy to ekstremalny, ale niestety nie odosobniony przykład zjawiska, które spędza sen z powiek rolnikom w całej Polsce. Samozbiory, które kiedyś polegały na zbieraniu resztek plonów za zgodą właściciela, dziś stają się pretekstem do zorganizowanej kradzieży ziemniaków i innych upraw. Fałszywa informacja w mediach społecznościowych wystarczy, by na polu pojawił się tłum, który w poczuciu bezkarności niszczy i zabiera czyjąś własność. Straty rolników idą w tysiące złotych, a udowodnienie winy konkretnym osobom jest niemal niemożliwe. To, co spotkało Piotra Grytę, jest tragicznym ostrzeżeniem dla całego rolnictwa w Polsce i pokazuje, jak cienka jest granica między sąsiedzką pomocą a zwykłym złodziejstwem.

Policja czeka na ruch. Rolnik nie chce "robić awantury"

Podczas gdy Piotr Gryta liczy straty i umawia się z kolejnymi osobami na polubowne załatwienie sprawy, policja ma związane ręce. Aspirant Daniel Żak z Komendy Powiatowej Policji w Leżajsku potwierdził, że do tej pory nie wpłynęło oficjalne zawiadomienie o przestępstwie. To pokazuje dylemat, przed jakim stoi rolnik – z jednej strony doszło do jawnej kradzieży ziemniaków, z drugiej, wciąż liczy na ludzką przyzwoitość. Jak sam mówi:

Nie chcę robić awantury. W Polsce i tak mamy ich za dużo.

Postawa rolnika jest godna podziwu, ale pytanie brzmi, czy bez interwencji organów ścigania uda mu się odzyskać choć część utraconego majątku.

Tajemnicza ś***rć w łóżku księdza z Drobiny. Rodzina przerywa milczenie po tragedii na plebanii.
Źródło: facebook.com/parafia.drobin
Reklama
Reklama