Sadownik Tomasz Piech z Trzebnicy sprzedał 11 ton śliwek po apelu na Facebooku, gdy kontrahent zerwał umowę

Sadownik Tomasz Piech z Trzebnicy sprzedał 11 ton śliwek po apelu na Facebooku, gdy kontrahent zerwał umowę

Sadownik Tomasz Piech z Trzebnicy sprzedał 11 ton śliwek po apelu na Facebooku, gdy kontrahent zerwał umowę

facebook.com

Gdy ceny w skupie spadły na dno, a ciężka praca całego sezonu miała pójść na marne, polscy rolnicy stanęli pod ścianą. Zdesperowani, zwrócili się o pomoc tam, gdzie nikt by się nie spodziewał – na social media. Odpowiedź internautów przerosła najśmielsze oczekiwania i pokazała, że siła polskiej solidarności w sieci jest wręcz przeogromna.

Reklama

Kontrahent anulował 11 ton śliwek. Wrzucił post na Facebooka i wtedy zaczął się szturm

Dla Tomasza Piecha, sadownika spod Trzebnicy, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Zamówienie na 11 ton śliwek czekało, pracownicy uwijali się przez dwa dni, a setki skrzynek z owocami były gotowe do transportu. I wtedy zadzwonił telefon, który miał pogrążyć całe gospodarstwo – kontrahent nagle wycofał się z umowy. Pan Tomasz został sam, z górą owoców, która za chwilę miała po prostu zgnić. To był moment, w którym niejeden by się załamał.

W akcie ostatniej szansy, nie licząc na wiele, opublikował dramatyczny apel na Facebooku. Nie spodziewał się tego, co stało się później. Jego telefon dosłownie się rozdzwonił, a informacja o dramacie sadownika rozeszła się po sieci z siłą huraganu. Pod jego gospodarstwem wkrótce ustawiła się kolejka samochodów, jakiej w okolicy jeszcze nie widziano. Dzięki tej niesamowitej mobilizacji rolnik nie tylko nie dopłacił do interesu, ale poczuł coś znacznie cenniejszego – ogromne wsparcie zwykłych ludzi.

Reklama

Akcja sprzedaży 11 ton śliwek facebook.com

"To jest skandal!". Dlaczego rolnicy muszą ratować się w internecie?

Historia Tomasza Piecha to nie bajka z happy endem, ale objaw chorego systemu, który doprowadza gospodarzy na skraj bankructwa. Absurdalna różnica w cenach poraża: za paprykę w skupie rolnicy dostają dziś 30-50 groszy za kilogram, podczas gdy w sklepie konsumenci płacą za nią 10-12 złotych. Cała marża trafia do kieszeni pośredników, a ciężka praca zostaje bez wynagrodzenia. To właśnie ten "chory system" zmusza ich do szukania pomocy w sieci.

Reklama

Rolnicy nie mają złudzeń, kto za tym stoi. Jak ujawnia pan Stanisław, gospodarz spod Sieradza, problemem są też wielkie przetwórnie, które miały być gwarantem zbytu.

Reklama

Ja w zeszłym roku wysyłałem z pola do przetwórni nawet cztery ciężarówki pomidorów dziennie, a w tym roku oni chcą tylko jedną. Co ja mam zrobić z tym, co mi zostało? Ich to nie interesuje. Nieoficjalnie wiem, że przetwórnie pracują sobie na "pół gwizdka" bo kupiły gotowy już półprodukt z Ukrainy czy Egiptu.

Sytuację pogarszają zawirowania na rynkach międzynarodowych. Jak tłumaczy Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, upadek dużej niemieckiej przetwórni spowodował, że zachodnie markety zalały polski rynek tanimi warzywami.

Reklama

To jest ratowanie się. (...) ratując swój rynek, wrzucili do marketów swoich sieci w Polsce i w Europie duże ilości papryki, ziemniaków i innych warzyw. Stąd ta cena się zrobiła u nas niekorzystna.

Akcja samozbioru pomidorów. Proboszcz Parafii w Dubie w akcji Akcja samozbioru pomidorów. Proboszcz Parafii w Dubie w akcji / Fot. facebook.com/Parafia Rzymskokatolicka Niepokalanego Poczęcia NMP w Dubie

Reklama

Papryka, pomidory, rzodkiewki. Fala pomocy zalewa polską wieś

Akcje wsparcia rolników w internecie to już nie pojedyncze przypadki, a prawdziwe pospolite ruszenie. W Niewirkowie na Lubelszczyźnie Anna i Tomasz Saganowie stanęli przed widmem zmarnowania plonów z 30 hektarów pomidorów. Zamiast patrzeć, jak owoce ich pracy gniją, zaprosili ludzi na samozbiory za "co łaska", a zebrane pieniądze obiecali przekazać na remont lokalnego kościoła. Zjawiły się tłumy.

Pod Sandomierzem internauci ruszyli z kolei na pole Macieja Siekiery, by ratować jego paprykę. Rok wcześniej rolnik z Wielkopolski musiał zaorać całe pole dorodnych rzodkiewek, bo nie miał ich gdzie sprzedać, licząc straty w setkach tysięcy złotych. W tym roku podobnych dramatów jest jeszcze więcej, ale dzięki sile mediów społecznościowych, wiele z nich ma szansę na szczęśliwszy finał.

"Serce rośnie!". Komentarze mówią same za siebie

Pod postami zdesperowanych rolników wylewa się fala empatii i solidarności. Komentarze internautów nie pozostawiają wątpliwości – dla wielu to nie tylko okazja na tanie zakupy, ale obywatelski obowiązek i forma protestu przeciwko niesprawiedliwości.

Jedziemy z całą rodziną! Dzieciaki zobaczą, skąd się bierze jedzenie, a my pomożemy.

Koniec z marketami. Wolę dać zarobić polskiemu rolnikowi i mieć świeży towar.

To jest skandal, że musicie tak walczyć o swoje. Oczywiście, że przyjedziemy!

Facebook
Po kliknięciu wczytamy treść z serwisu Facebook (Meta), który może zapisywać pliki cookie.
Zobacz post w serwisie Facebook

Z pola prosto do stołu. Wszyscy wygrywają

Na miejscu, w polu, nastroje były równie gorące, a ludzie nie kryli wzruszenia i oburzenia. Na tej niezwykłej akcji zyskują wszyscy – rolnik sprzedaje towar, a konsumenci kupują świeże produkty taniej niż w sklepie, omijając pośredników.

Mi to tego żal, dosłownie. Ja idę i całą drogę mówię: ile ci ludzie musieli się napracować. Trzeba robić opryski, pielęgnować, a teraz to nic tylko siąść i płakać. Na świecie głód, a u nas taki dobrobyt, że się nawet nie opłaca papryki zebrać z pola.

– mówiła poruszona Mariola Poleszak, która przyjechała pomóc przy zbiorach. Wtórowała jej Dagmara Sprawka:

Wspieramy polskie rolnictwo. To jest skandal, żeby takie śmieszne pieniądze były na skupie, a później w sklepach ile razy droższe. To jest przykre.

Dla Tomasza Jachacza z Zemborzyc Wojciechowskich, którego samozbiory papryki również okazały się hitem, ta sytuacja stała się inspiracją. Już planuje na przyszły rok poszerzyć ofertę o inne warzywa, a nawet stworzyć minizoo i plac zabaw, by rodziny z dziećmi mogły spędzić u niego cały dzień. To dowód, że nawet z największego kryzysu może narodzić się coś dobrego. A siłę do dalszej pracy daje właśnie ta niezwykła solidarność Polaków. Jak deklaruje uratowany przez internautów Maciej Siekiera:

Nie porzucę rolnictwa i dalej będę walczył na swojej ziemi o to, by produkować polską żywność dla Polaków.

Marta Manowska tak ubrała się na wesele rolnika. Przyćmiła pannę młodą
Źródło: instagram.com/martamanowska
Reklama
Reklama