Po latach jałowych debat i politycznych kłótni Polacy powiedzieli "dość". Najnowszy sondaż jest jak zimny prysznic dla przeciwników zmian – ponad połowa narodu chce legalizacji związków partnerskich. Piłka jest teraz po stronie rządu, a społeczeństwo patrzy mu na ręce.
Polacy wydali wyrok. Sondaż nie zostawia złudzeń
Liczby mówią same za siebie. Z najnowszego sondażu Opinia24 przeprowadzonego na zlecenie TVN24 wynika, że poparcie dla związków partnerskich w Polsce jest faktem. Na pytanie: "Czy jest Pan/Pani za czy przeciw wprowadzeniu związków partnerskich w Polsce?", aż 54 proc. ankietowanych odpowiedziało twierdząco. To jasny sygnał, że społeczeństwo jest gotowe na zmianę, której politycy odmawiali przez lata. To potężny cios dla konserwatywnego skrzydła sceny politycznej i dowód na to, że Polska mentalnie jest już w zupełnie innym miejscu, niż wydaje się niektórym posłom.
Sprzeciw wobec związków partnerskich wyraził co trzeci badany — przeciwko wprowadzeniu ustawy opowiedziało się 34 proc. Polaków. Z kolei 12 proc. ankietowanych nie miało w tej sprawie zdania, wybierając odpowiedź "nie wiem/trudno powiedzieć". Badanie zostało przeprowadzone w dniach 13-14 października 2025 roku na reprezentatywnej próbie 1001 dorosłych mieszkańców Polski, co daje jasny obraz opinii publicznej w kraju.
Instagram.com/robertbiedron
Czytaj także: Anna Mucha poparła związki partnerskie, a fani mają mieszane uczucia. "Świat się kończy"
Politycy wreszcie gonią Polaków? Przełom w koalicji po miesiącach kłótni
Podczas gdy opinie Polaków o związkach partnerskich stają się coraz bardziej jednoznaczne, na scenie politycznej doszło do długo wyczekiwanego przełomu. Po miesiącach negocjacji i sporów, Lewica i PSL zawarły porozumienie w sprawie kluczowej ustawy. To oznacza koniec walki na dwa różne projekty i początek wspólnej pracy nad jednym, rządowym projektem.
Za historycznym kompromisem stoją przede wszystkim dwie posłanki, co podkreślił wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty.
Porozumienie to ciężka praca dwóch posłanek: Katarzyny Kotuli z Lewicy i Urszuli Pasławskiej z PSL.
Dzięki ich wysiłkom, jak dodał lider Lewicy, ustawa o związkach partnerskich ma realną szansę trafić pod obrady Sejmu już na najbliższym posiedzeniu. Zadowolenia nie krył również lider ludowców, Władysław Kosiniak-Kamysz. Stwierdził on, że "związki partnerskie i przepisy ułatwiające funkcjonowanie takim parom to ważna kwestia" i dodał, że "cieszy się, że udało się wypracować w tej sprawie kompromis".
instagram.com/way.of.blonde
Nie tylko "papierek". O jakie prawa toczy się gra?
Projekt rządowy ma uregulować sytuację zarówno par jednopłciowych, jak i par heteroseksualnych, które z różnych powodów nie chcą zawierać małżeństwa. Nowe prawo o związkach partnerskich ma obejmować około 20 kluczowych uprawnień, które dla wielu par są dziś nieosiągalne.
Mowa tu o tak fundamentalnych kwestiach jak dziedziczenie związki partnerskie, dostęp do informacji medycznej o stanie zdrowia partnera w razie wypadku czy wspólne rozliczenie podatkowe. Dziś w świetle prawa te pary są dla siebie obcymi ludźmi. Nowa ustawa ma to zmienić. Sama umowa związku partnerskiego ma być zawierana u notariusza, a następnie rejestrowana w urzędzie stanu cywilnego, co nada jej oficjalny i prawnie wiążący charakter.
Polacy chcą, a rząd się dogadał. To kto jest przeciw?
Choć poparcie dla ustawy jest wyraźne, nie można zapominać o 34 procentach Polaków, którzy wciąż są przeciw. To właśnie na ich głosie od lat kapitał polityczny zbijają konserwatywni politycy, strasząc rewolucją obyczajową. Spór w samej koalicji, głównie na linii Lewica-PSL, przez ostatnie dwa lata skutecznie blokował prace nad projektem, który był jedną z kluczowych obietnic wyborczych. Dzisiejszy kompromis to sygnał, że presja społeczna i polityczna pragmatyka w końcu mogły zwyciężyć nad ideologicznymi podziałami.
Polacy wysłali jasny i klarowny sygnał. Sondaż i polityczne porozumienie tworzą presję, jakiej w tej sprawie nie było od lat. Pytanie nie brzmi już "czy", ale "kiedy" i "w jakim kształcie" ustawa o związkach partnerskich wejdzie w życie. Każdy dzień zwłoki będzie teraz działał na niekorzyść rządu.